Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maryja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maryja. Pokaż wszystkie posty

Co jadł mały Jezusek, gdy był mały?


Święta Bożego Narodzenia to dla znakomitej większości z nas okazja do spotkania przy rodzinnym stole. Dodajmy – przy suto zastawionym stole. Naturalnie taka sytuacja prowokuje do rozmów i rozmyślań o... jedzeniu. W rodzinach, gdzie są małe dzieci, tematem centralnym staje się często, co takie dziecko (a zwłaszcza niemowlę) może lub powinno jeść, a czego nie może, a dyskusje potrafią być naprawdę żywiołowe... Ale czy ktoś się zastanowił bliżej nad głównym bohaterem i sprawcą całego zamieszania? Boże Narodzenie jest wszak celebracją narodzin Jezusa Chrystusa, który jest postacią historyczną, mężczyzną z krwi i kości i który też musiał coś jeść! Co więc takiego jadł mały Jezusek, gdy był jeszcze mały?


Podstawową odpowiedzią na to pytanie jest: mleko mamy! W starożytności karmienie piersią było oczywistą oczywistością i nie ma tu za bardzo miejsca na spory. Aż do dziewiętnastego wieku nie istniała alternatywa mleka kobiecego, którą możnaby bezpiecznie karmić niemowlęta. Chociaż literatura starożytna nie poświęca karmieniu piersią zbyt wiele miejsca, obraz, jaki otrzymujemy, jest raczej spójny. Dzieci karmiono głównie piersią do okolic szóstego miesiąca życia, a samo karmienie kończono w okolicach dwóch (wśród Greków i Rzymian: klik i klik) lub trzech lat (wśród Żydów: klik). Od niedawna, dzięki analizie izotopów pierwiastków zawartych w kościach ludzkich i zwierzęcych, archeologia pozwala nam na potwierdzenie i uzupełnienie tych literackich doniesień. Potrafimy stwierdzić jak indywidualne diety różniły się w zależności od wieku, płci i statusu społecznego.

Boże Narodzenie, Giotto, 1305, Kaplica Scrovegnich w Padwie
Cóż więc podawano niemowlętom w Palestynie za czasów cesarza Augusta? Polskie pastorałki mają dość ugruntowane zdanie w temacie diety Jezusa:


„Tam kukiołki jadałeś, jadałeś z carnuską i miodem,

Tu się tylko zasilać, zasilać musis samym głodem.

Tam pijałeś ceć jakie, ceć jakie słodkie małmazyje,

Tu się Twoja gębusia, gębusia łez gorskich napije.”
„Podobno Dzieciątko, że głodne, płacze,

Dlatego tak z nami nierado skacze,

Więc ja Mu dam kukułeczkę,

I masełka osaleczkę,

Pa, pa, pa, pa.”

I w pewnej mierze mają rację. Jezus jako syn palestyńskiego cieśli nie należał do bogatych. Podobnie jak 90% społeczeństwa, Józef i Maryja nie mogli sobie pozwolić na drogie specjały sprowadzane z odległych zakątków Imperium Rzymskiego takie jak ostrygi z mórz północnych czy mięso słonia afrykańskiego. Musieli bazować na lokalnych produktach. Nie znaczy to jednak, że musieli głodować lub że byli niedożywieni. W odróżnieniu od średniowiecznej Europy, klęska głodu była rzadkim zjawiskiem w starożytności. Starożytna dieta śródziemnomorska była zdrowa, stosunkowo urozmaicona i przyzwoicie zbalansowana. Różnorodność ekosystemów, bogactwo gatunków, harmonijne połączenie rolnictwa, hodowli oraz handlu pozwalały na przeżycie nawet w skrajnie niesprzyjających czasach (typu katastrofalna susza), gdy główne źródła pożywienia zawodziły.

Odpoczynek podczas ucieczki do Egiptu, Orazio Gentileschi, 1626, Kunshistorisches Museum w Wiedniu

Tak więc dla dorosłych podstawą diety były trzy rośliny: jęczmień, winorośl, oliwka. Z jęczmienia, czasem pszenicy, wypiekano pieczywo na zakwasie, które stanowiło podstawę wszystkich niemal posiłków. Winogrona przerabiano na wino, które potem mieszano z wodą do picia. Antyczne wino było z reguły mętne, pełne różnych fuzli i posiadało mniej procentów niż dzisiejsze, ale pijali je w zasadzie wszyscy do każdego posiłku. Dlaczego nie samą wodę? Klimat śródziemnomorski ma to do siebie, że przez pół roku deszcz jest rzadkością. Deszczówka - najbezpieczniejsze źródło wody pitnej jest wtedy niedostępne. Woda przechowywana w upałach lub pobierana ze źródła niosła ze sobą duże ryzyko zatrucia. Niewielkie ilości alkoholu zawarte w winie chroniły do pewnego stopnia przed zepsutą wodą. No i oliwka. Spożywano całe owoce lub tłoczono z nich oliwę. Oliwa miała duże znaczenie jako artykuł „przemysłowy”: paliwo do lamp, kosmetyk, lekarstwo. Była też ważnym źródłem kalorii w diecie zdominowanej przez rośliny.


Niemowlęta i małe dzieci były jednak traktowane nieco inaczej. Pierwsze pokarmy poza mlekiem mamy obejmowały różnego rodzaju zbożowe breje na mleku kozim lub owczym z dodatkiem miodu lub wina. Mleko prawdopodobnie każdy miał swoje, bo w każdym domostwie trzymano jakąś trzódkę. Jednak dużo rzadziej niż dziś przeznaczeniem zwierząt był ubój na mięso. Były na to zbyt cenne. Krowy hodowano dla ich pracy w polu, napędzania młynów i tłoczni, transportu, owce dostarczały wełny, kozy mleka, drób jaj i pierza. Ze względu na klimat większość mleka od razu przerabiano na sery lub jogurty (do tej pory na Bliskim Wschodzie nabiał się jada głównie w postaci przetworzonej). Wyjątkiem były właśnie dzieci, którym podawano świeże mleko. 

Chrystus w domu rodziców, John Millais, 1849-50, Tate Gallery, Londyn
Zwróćcie uwagę na owce w tle!

Z czasem dzieci podłączały się do rodzinnej kuchni. Posiłki były proste, ale pożywne. Do chleba podawano zawsze jakiś dodatek, często warzywny sos lub pastę do maczania, czasem tylko sól lub oliwę. Ważnym elementem diety były bogate w białko rośliny motylkowe: fasola, soczewica, ciecierzyca, bób. Stanowiły często podstawę zup lub samodzielnych potraw takich jak miqpeh – kaszka zbożowa z soczewicą. Zboża z roślinami motylkowymi świetnie się uzupełniają pod kątem dietetycznym. Ich wielką zaletą jest też łatwość przechowywania. Nic dziwnego, że były bardzo popularnym elementem diety i są wymieniane w Biblii wielokrotnie. Warzywa ogrodowe znane w starożytnej Palestynie to przede wszystkim cebula i por, a także sałata, kapusta, seler, ogórki, rzodkiewki, szparagi. Brak tu pomidora, który dziś mocno kojarzy się z kuchnią śródziemnomorską. Nic dziwnego, bo te dwa tysiące lat temu rósł sobie wciąż spokojnie w Amerykach, a do Europy sprowadzono go dopiero po wyprawach Kolumba.

Lens culinaris - soczewica



Innym urozmaiceniem diety były owoce: figi, daktyle, granaty, karob (znany jako chleb świętojański), melony, śliwki. Dojrzewały o różnych porach roku, dostarczając sezonowo dodatkowej dawki węglowodanów i witamin. Suszone figi miały stałe miejsce w każdej spiżarni i nawet pisma rabinistyczne mówią, że obowiązkiem męża jest dostarczyć żonie zapasu fig. 

Ceratonia siliqua, szarańczyn strąkowy znany szerzej jako karob; prawdopodobnie św. Jan Chrzciciel żywił się na pustyni nie tyle szarańczą, ile właśnie szarańczynem 



W okresie rzymskim solone, suszone ryby wkroczyły hurmem do diety wszystkich poddanych cesarza. Nawet w miejscach dość odległych od wybrzeża archeolodzy odnajdują stosy rybich ości. Prawdopodobnie masowość połowów i sposób konserwacji czynił ryby produktem, który był dostępny dla wszystkich warstw społeczeństwa. Popularne były dorada, tuńczyk, makrela, różne gatunki graników i kiełbi. Hitem był również sos z fermentowanych ryb, zwany po łacinie garum, który dodawano do wszystkiego (zupełnie jak obecnie maggi lub sos sojowy). Jak możecie się domyślić, takie suszone solone ryby smakowały zupełnie inaczej niż świeże. Jedzono je raczej na zimno, opłukawszy tylko z soli, lub w formie past rybnych, do których pakowano rybki za małe do indywidualnej sprzedaży. Słone, bardzo „aromatyczne”, ale za to niezłe źródło białka, żelaza i nienasyconych kwasów tłuszczowych. Wśród naukowców trwa obecnie debata z jaką częstotliwością jedzono ryby w głębi Palestyny. Jedno jednak jest pewne – częściej niż przeciętny Polak!


Baseny do fermentacji ryb na garum, antyczna Apollonia, Izrael

No i nie zapominajmy o przyprawach. Flora śródziemnomorska obfituje w intensywne zioła, po które wystarczy sięgnąć ręką za okno. Niektóre są nam świetnie znane jak np. pietruszka, tymianek, bazylia, rozmaryn, oregano, szałwia, gorczyca, czosnek, liść laurowy. Inne są trochę bardziej egzotyczne jak kmin rzymski czy szafran. O jeszcze innych pewnie nikt nie słyszał, jak na przykład o asafetydzie (żywicy z zapaliczki cuchnącej). Był to tańszy zamiennik równie tajemniczego sylphium, które przez swoją popularność wyginęło jeszcze w starożytności. Asafetyda podobno nadaje potrawie bardziej aksamitną konsystencję i ma aromat podobny do cebuli lub pora. Cóż, co kto lubi.

Moneta z Cyreny w Afryce przedstawiająca sylphium. Naukowcy spierają się do dziś co do tożsamości rośliny



Wspomniałam o tym, że zwierząt nie hodowano dla mięsa. Ale mięso jednak czasem spożywano (dlaczego miałoby się zmarnować?). Centralnym momentem żydowskiego święta Paschy jest na przykład spożycie baranka z niekwaszonym chlebem i gorzkimi ziołami. Owce i kozy stanowiły większość spożywanego mięsa wśród średnio sytuowanych, ptactwo typu gołębie, kury, kaczki wśród biedniejszych. Wiadomo, że na na mięso trzymano czasem gazele, jelenie lub nawet świnie. Żydzi są znani z zakazu jedzenia wieprzowiny, ale przy uważnej interpretacji źródeł literackich i archeologicznych okazuje się, że tak naprawdę nie wiemy, w jakim stopniu przestrzegano tego zakazu. W literaturze antycznej Żydów kojarzy się przez unikanie wieprzowiny, ale znajdujemy również wzmianki o Żydach, którzy jej nie skreślają. Wykopaliska w żydowskich osiedlach w Palestynie też odkrywają podejrzanie dużo świńskich kości...


Ofiara całopalna z owcy. W takim wypadku całe ciało zwierzęcia zostaje spalone. Żydzi praktykowali również ofiary krwawe, które stanowiły okazję do spożycia mięsa zarówno przez ofiarnika jak i personel świątynny


Do przygotowywania potraw wystarczało zaledwie kilka sprzętów: piec, nad nim gar lub dwa, dobry nóż i patelnia. Chociaż znane są z archeologii przykłady płaskich talerzy, na które nakładano sobie indywidualnie jedzenie, zazwyczaj jedzono ze wspólnych misek. Wkładano do nich w zależności od posiłku te wszystkie pasty, sosy, surowe i suszone owoce i warzywa, sery czy mięsa. Jedzono palcami lub za pomocą kawałków chleba. Ze sztućców używano tylko łyżki do jedzenia zupy. Znowuż przepisy dotyczące "koszerności" potraw i sposobów ich przygotowania są pełne niejasności. Większość szczegółowych przepisów prawa religijnego powstało nieco później niż czasy Jezusa i nie jest pewne w jakim stopniu były działaniem na pokaz pewnych grup Żydów, a na ile powszechną praktyką. Przy dwóch garnkach i patelni ciężko na przykład wyobrazić sobie całkowite oddzielenie obróbki mięsa i nabiału. 


Święta Rodzina z ptaszkiem, Bartolome Esteban Murillo, ok. 1650, Sewilla
Kiedy myślę sobie o Świętej Rodzinie, która zasiada do posiłku z małym Jezusem, widzę ludzi, którzy żyją prosto, ale szczęśliwie. Może ich dieta była uboższa od naszej, ale w pełni zaspokajała potrzeby ciała, nawet z lekkim naddatkiem. Wspólny posiłek musiał sycić po ciężkim dniu pracy i był okazją do odpoczynku i spędzenia czasu z rodziną. W swoim podejściu do żywienia starożytni Żydzi nie różnili się wcale od swoich sąsiadów pogan. Pełnymi garściami czerpali z tego, co oferował im świat. Jak napisano o Palestynie w Księdze Powtórzonego Prawa 8.7-9:


„Albowiem Pan, Bóg twój, wprowadzi cię do ziemi pięknej, ziemi obfitującej w potoki, źródła i strumienie, które tryskają w dolinie oraz na górze - do ziemi pszenicy, jęczmienia, winorośli, drzewa figowego i granatowego - do ziemi oliwek, oliwy i miodu - do ziemi, gdzie nie odczuwając niedostatku, nasycisz się chlebem, gdzie ci niczego nie zabraknie - do ziemi, której kamienie zawierają żelazo, a z jej gór wydobywa się miedź.”

Dzieci żywiły się z początku tylko mlekiem matki, stopniowo zastępowanym zbożami i mlekiem zwierzęcym. Mogły dostawać nieco więcej smakołyków w rodzaju miodu lub świeżych owoców. Z czasem wchodziły w świat jedzenia dorosłych, by w okolicach trzecich urodzin jeść tak, jak wszyscy domownicy: maczając chleb w tej samej misce co rodzice i popijając wodą z winem. Wspólne posiłki stanowiły specjalny moment w ciągu dnia. Według obyczajów żydowskich każdy posiłek powinno się poprzedzić obmyciem rąk i modlitwą z błogosławieństwem chleba. Wieczerza przed Sabatem obejmowała również błogosławieństwo wina. Chleb i wino, jako ciało i krew Chrystusa, weszły potem na stałe do rytuału i symboliki chrześcijańskiej. Jezus mówił o sobie „Jam jest chleb życia” oraz „Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim” (Ewangelia wg św. Jana 6.48 oraz 6.55-56). Ta metafora poza całą swoją głębią eschatologiczną, stanowi również hołd oddany podstawowym elementom dnia codziennego, które Jezus znał od wczesnego dzieciństwa: wspólny, rodzinny posiłek złożony z prostych, ale solidnych potraw, spożyty w atmosferze relaksu i dziękczynienia.


Warto zadumać się przez chwilę nad świątecznym stołem, czym dla nas jest to całe jedzenie, które przed nami stoi. Jakie potrawy widzimy i dlaczego? Czy różnią się od codziennych? Jaki jest nasz emocjonalny do nich stosunek? Co na to nasi współbiesiadnicy? Jakie wspomnienia się z nimi wiążą? Czym jest dla nas to całe spotkanie i w jakiej atmosferze przebiega? Czy potrafimy cieszyć się prostotą i obecnością bliskich? Jakie wzorce przekazujemy naszym dzieciom podczas tego spotkania? Czy na co dzień mamy czas odpowiednio celebrować posiłki? Mam nadzieję, że bez względu na przekonania religijne czy dietetyczne Święta Bożego Narodzenia miną wszystkim czytelnikom szczęśliwie i radośnie, a treść niniejszego artykuły będzie inspiracją przyjemnych rozmów. Wesołych Świąt!




PS. Jakby ktoś był ciekawy, co matka karmiąca i jej dziecko mogą jeść podczas tradycyjnej polskiej Wigilii zapraszam tu, tu, tu i tu.


Źródła:
David Kraemer, Food, Eating, Meals, w: The Oxford Handbook of Jewish Daily Life in Roman Palestine, ed. Catherine Hezser, 2010, ss. 403-419.
Susan Weingarten, "Food in Roman Palestine: ancient sources and modern research", w: Food & History 5/2 (2007), ss. 41-66.
Tosha Dupras, Henry Schwarcz, Scott Fairgrieve, "Infant Feeding and Weaning Pracices in Roman Egypt, w: American Journal of Physical Anthropology 115 (2001), ss. 204-212.

Karmicielka w czasach zarazy, Virgo Lactans we Francji

Powiedzieć, że Maryja, matka Jezusa, jest wzorcem idealnego macierzyństwa, to jakby nic o niej nie powiedzieć. Oczywiście, Maryja stała się słynna, ponieważ była matką słynnego dziecka, ale bogactwo znaczeń, jakie w toku historii ludzie przypisywali i przypisują Maryi jest oszołamiające: Święta Boża Rodzicielka, Matka Chrystusowa, Matka Kościoła, Panna roztropna i czcigodna, Zwierciadło sprawiedliwości, Stolica mądrości, Róża duchowna, Arka przymierza, Gwiazda zaranna, Królowa wniebowzięta, Królowa pokoju…

Maryja - kobieta, która poczęła i urodziła syna, pozostając dziewicą. Paradoks nie od razu uznany w chrześcijaństwie, dyskutowany i komentowany w jego łonie do tej pory (kto ciekaw stanowiska Kościoła Katolickiego, niech zajrzy tu). To nie jedyny paradoks związany z Maryją. Różne teorie na temat jej roli w boskim planie mogły stać się podstawą poważnych konfliktów. Burzliwe spory teologiczne znajdują często odzwierciedlenie w sztuce, ponieważ dzieła religijne nigdy nie są przypadkowe. Każdy obraz czy figura są wynikiem starcia wizji fundatora, oczekiwań odbiorców oraz talentu i możliwości technicznych artysty.

Odłóżmy jednak grząskie rozważnia teologiczne na bok, żeby móc swobodnie przyjrzeć się temu, jakie znaczenie Maryja miała dla zwykłych ludzi. Obowiązujące koncepcje teologiczne mogły inspirować powstanie konkretnego typu przedstawienia, ale to jednostkowe doświadczenie wiernych przesądzało o jego odbiorze. Przykładem, który nas dziś interesuje jest wyobrażenie Virgo Lactans (dosłownie Panna Dziewica Karmiąca), pochodzące z późnośredniowiecznej Francji.

Żeby dobrze zrozumieć złożoność problemu, zróbmy sobie najpierw krótkie ćwiczenia z historii sztuki.

Co widzicie na tym obrazku?

Obrazek nr 1. Notre-Dame de Tréguron, Kaplica Saint-Venec, Briec, XIV wiek (więcej takich piękności tu)

Rzeźbę, powiecie. Można nawet rozwinąć: rzeźbę kobiety i dziecka, stojąca kobieta karmi dziecko piersią. Dziecko trzyma w lewej ręce, a w prawej złote jabłko. Na głowie ma koronę. Powłóczyste szaty okrywają większość ciała. Super! Oto opisaliśmy typowy przykład francuskiej, późnośredniowiecznej Virgo lactans.

A teraz porównajmy powyższą rzeźbę z tym obrazem:

Obrazek nr 2. Pisello, Madonna dell'Umiltà, Muzeum Uffizich, Florencja, XV wiek (więcej w tym samym typie tutaj)

Jakie widać różnice? Tam była rzeźba, a tu mamy obraz. Prawda. Ale skupmy się na samej scenie. Kobieta karmi dziecko, czyli ten sam temat. Kobieta siedzi na poduszce na ziemi, nosi skromniejsze szaty, wzrok spuszczony. Nie ma jabłka, ni berła.

Co może oznaczać obecność lub brak korony? Jak interpretować pozę kobiety (siedząca a stojąca)? Co oznacza jej wzrok?

Spójrzmy jeszcze na to przedstawienie:

Obrazek nr. 3. Sedes Sapientiae, kościół św. Jana, Liège, ok. 1230 (więcej o gotyku w Liège pod tym adresem)

Kobieta siedzi na tronie. Jest pięknie i bogato ubrana, ma koronę na głowie, smok pod stopą. Na jej lewym kolanie siedzi dziecko z jabłkiem w dłoni. Cała figurka jest pokryta złotą emalią i wysadzana kamieniami.

Nasz obrazek nr 1 jest bardziej podobny do obrazka nr 2 czy 3? Skąd znamy tożsamość kobiety i dziecka? W jaki sposób odczytać metaforyczny przekaz dzieła?

O interpretacji dzieła religijnego przesądza cały kontekts jego powstania i umiejscowienia. Znamy setki przedstawień Maryi i tak dobrze je pamiętamy, że potrafimy niemal bez zastanowienia zidentyfikować ją poprawnie po stroju, pozie, gestach, atrybutach, scenie, w której uczestniczy. Czasem jednak część treści, którą twórcy dzieła weń włożyli, ginie w pomroce dziejów. Dlatego warto się przyjrzeć z bliska kontekstowi powstania danego typu figur.

Obrazek nr 2 przedstawia typ przedstawienia, który nazywamy Matka Boska Pokorna. Pokorę ma symbolizować fakt, że Maryja siedzi na niskiej poduszce lub całkiem na ziemi. Czule obejmuje swojego Syna, czasem towarzyszy temu podanie piersi lub wskazanie na nią. Obrazek nr 3 przedstawia zupełnie inną stronę Maryi, jako Matki Boga, a więc Najwyższej Mądrości. Ten typ nazywa się Sedes Sapientiae - Stolica Mądrości (stolica od stołka, czyli siedziska lub siedziby).

Obrazek nr 1 przypomina swoją wymową raczej typ Stolicy Mądrości. Przez królewskie insygnia odwołuje się też do innego popularnego w gotyku motywu, jakim była koronacja Maryi na Królową Niebios i Ziemi. W takim kontekście przedstawienie karmienia piersią wydaje się dość dziwną decyzją. Do jej zrozumienia przyjrzyjmy się średniowiecznym koncepcjom na temat laktacji.


Figury w typie Virgo Lactans powstały w XIV wieku na obszarze Burgundii, Ile-de-France, Normandii i Lotaryngii. To jedynie kawałeczek Francji (mniej-więcej czerwony obszar na mapce), jaką znamy dziś. Proces podporządkowania innych regionów był wciąż daleki od realizacji. XIV wiek nie był łaskawy dla mieszkańców tej części Europy. Spory sukcesyjne przyniosły wojnę stuletnią, a szczury przywlokły Czarną Śmierć, która szalała po całej Europie przez dziesiątki lat. Krucjaty były już tylko wspomnieniem, gotyckie katedry stały ukończone. Umysły uczonych mężów gubiły się w meandrach scholastyki.

Stosunek tychże uczonych mężów do kobiecej piersi i mleka ludzkiego był co najmniej dwuznaczny. Z jednej strony przyjęto niemal bezkrytycznie koncepcje antyczne w tej kwestii, jakoby mleko jest przetworzoną krwią miesięczną. Do tego dodano teorie wywiedzione z Biblii o tym, że Ewa, popełniając grzech pierworodny, ściągnęła na siebie karę w postaci cierpienia i płynów fizjologicznych. Miesiączka z jej bólami i upływem krwi były w tym kontekście oczywistą oznaką skażenia grzechem. Mleko z piersi sprawiało jednak pewien problem. Niektórzy uczeni dowodzili, że w ciele kobiety krew się oczyszcza w sercu i dopiero w tej postaci wypływa, by nakarmić dziecko. Twierdzenie starożytnych o tym, że niemowlę przejmuje cechy z mlekiem matki, również miało ambiwalentny wydźwięk. W końcu wyssać można zarówno cnotę jak i występek.

Ewa z katedry NMP w Reims, winna całemu zamieszaniu z grzechem
Jak pokazują badania kości z czasów średniowiecza, ludzie raczej nie przejmowali się tymi wątpliwościami, tylko karmili dzieci przez co najmniej dwa lata. Badania nad cmentarzyskiem z Grenoble szacują nawet okres odstawienai na okolice trzech lat. To kobiety z wyższych sfer, z królową francuską na czele, raczej unikały karmienia piersią. Motywacja religijna prawdopodobnie nie grała tu roli, a raczej prozaiczny obowiązek rodzenia kolejnych dzieci - spadkobierców i kontynuatorów rodu. W traktatach medycznych znajdziemy raczej porady o tym jak wybrać mamkę niż jak karmić piersią. Królowa dopiero w drugim rzędzie była zobligowana do pomocy biednym i szerzenia pobożności.

Z drugiej strony mleko Maryi było inne. Było traktowane jak relikwia (podobnie jak włosy, paznokcie, włókna szaty, kawałek sandała itp). Samo w sobie nie generowało jednak żadnego ruchu pielgrzymkowego czy specjalnej dewocji. Ot, kolejna relikwia do kolekcji. Dużo ciekawsze jest śledzenie, jakie zestawienie symbolicznych znaczeń, jakie przypisywano mleku Maryi lub aktowi karmienia. W pierwszym rzędzie był to symbol opieki i łaski. Można spotkać wiele opowieści, w których święty lub święta dostępują łaski napicia się mleka (najsłynniejszy jest tu cud św. Bernarda z Clairvaux, więcej o nim tu). Świadczy on o szczególnej relacji z Matką Zbawiciela. Mleko Maryi może być też przez analogię symbolem odkupienia, tak jak krew Chrystusa. W końcu mleko jest symbolem wstawiennictwa Maryi u swego Syna.


Lorenzo Monaco, Wstawiennictwo Chrystusa i Dziewicy, wczesny XV wiek


Wszystkie te koncepcje przewijały się w literaturze jeszcze zanim pojawiły się wizerunki Virgo lactans. Do przełożenia języka literatury teologicznej na język sztuki sakralnej doszło dopiero z upowszechnieniem zakonów żebraczych i popularyzacji nowego modelu pobożności. Franciszkanie rozpropagowali bardziej osobisty, emocjonalny i cielesny sposób przeżywania duchowości niż do tej pory. Stawiali na porównania z życia wzięte i poznanie zmysłowe. W tym refleksję nad śmiertelną naturą Jezusa zobrazowaną przez fakt, że urodził się z kobiety i był przez nią karmiony, jak każde inne dziecko. Znane są z tych czasów lalki w kształcie niemowlęcia Jezusa, którymi opiekowały się zakonnice, aby pogłębić swoje zrozumienie cudu Wcielenia. Do tego franciszkanie szczególnie zachęcali, by ubiegać się o wstawiennictwo Maryi. Św. Bonawentura, uczony i generał zakonu franciszkanów w XIII w. był zwolennikiem koncepcji o Niepokalanym Poczęciu Maryi. Brak grzechu pierworodnego miał ją uchronić przed bólami porodowymi i jednocześnie uwalniał jej mleko od podejrzeń skażenia.

Dogmat o Niepokalanym Poczęciu upowszechnił się w tym samym czasie, co Virgo Lactans. Dogmat godził ludzkość i cielesność Maryi z faktem, że stała się matką Boga. Rzeźby Maryi Karmiącej łączą obraz idealnej królowej z idealną matką - zjawisko rzadko spotykane w rzeczywistości. Virgo Lactans była jednocześnie symbolem pośrednictwa Maryi w dziele zbawienia, idealną opiekunką w czasach wojen i epidemii, jak i obiektem osobistej kontemplacji za pomocą zmysłów. Bogaci fundatorzy rzeźb prawdopodobnie trafili idealnie w potrzeby swoich podwładnych, ponieważ figury cieszyły się popularnością przez wieki. Nawet po wybrzmieniu sporu o Niepokalane Poczęcie rzeźby stanowiły czule chroniony obiekt kultu w parafiach północnej Francji (niektóre mają na sobie kilkanaście warstw farby). Przedstawienie Maryi Karmiącej odwołuje się do powszechnego doświadczenia karmienia piersią, zaprasza do wczucia się w Matkę Boską za pomocą tego, co wspólne wszystkim rodzinom, a przez to ułatwia przekazanie bardziej skomplikowanych treści, które już nie mieszczą się w codziennym doświadczeniu.

Dziewica z kościoła pw. św. Genezjusza w Flavigny-sur-Ozerain




Jako bonus załączam link do filmiku, który prezentuje wyniki badań nad figurą Nostre Dame de Grasse z końca XV wieku. Nagranie jest niestety po francusku, ale można na własne oczy zobaczyć, jak zmieniały się gusta i wyobrażenia o kolorach na przestrzeni wieków. Figurkę z wapienia przemalowano przynajmniej czterokrotnie w ciągu dwustu lat (XVI-XVIII w.). Nostre Dame de Grasse można zobaczyć w Musée des Augustins w Tuluzie.



Literatura:

Cecelia Dorger, Studies in the Image of the Madonna Lactans in Late Medieval and Renaissance Italy, University of Louisville, 2012.
Johanna G. Seasonwein, The Nursing Queen: Sculptures of the Virgo Lactans in Late Medieval France, Columbia University, 2010.
Mandy Jay, "Breastfeeding and Weaning Behaviour in Archaeological Populations: Evidence from the Isotopic Analysis of Skeletal Materials", w: Childhood in the Past, 2:1 (2009), 163-178.
Estelle Herrscher, "Alimentation d’une population historique: analyse des données isotopiques de la nécropole Saint-Laurent de Grenoble (XIIIe–XVe siècle, France)", w: Bulletins et Mémoires de la Société d’Anthropologie de Paris 15 (2003), 145–320
Steven Sharborough, The Cult of the Mother in Europe: Th Transformation of the Symbolism of Woman, University of California, 1977