Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wsparcie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wsparcie. Pokaż wszystkie posty

Pocztówka z Finlandii

Moim pierwszym skojarzeniem z Finlandią jest monotonia. Tak! Zdarzyło mi się przejechać Finlandię z północy na południe (jakieś 900km) i najbardziej emocjonującym epizodem tej podróży było Jedno-Stadko-Reniferów. Większość tego kraju to płaski, bezludny, pokryty lasem iglastym placek. Z samymi Finami to jednak zupełnie inna bajka. Finowie są najciekawszymi ludźmi, jakich dane mi było poznać, język fiński uważam za najpiękniejszy ze wszystkich, a fama niesie, że są również najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Jak oni to robią?

Sanna i Otto, o których opowiem, są więc szczęśliwymi rodzcami Tuuli i Pyrego, których imiona znaczą po fińsku Wiatr i Burza Śnieżna. Sami mają imiona pochodzenia szwedzkiego, co jest całkiem typowe. Finlandia znajdowała się pod panowaniem szwedzkim przez długi czas, do dziś pozostaje pod dużym wpływem kultury szwedzkiej i szwedzki jest drugim językiem urzędowym Finlandii. Na pięć i pół miliona mieszkańców Finlandii czterdzieści tysięcy osób deklaruje narodowość szwedzką. Większość z nich mieszka na wybrzeżu i choć nie są największą mniejszością w kraju, cieszą się największą liczbą przywilejów. 

W Finlandii najliczniejsze mniejszości stanowią Rosjanie, Estończycy i Szwedzi. Wielu jest także muzułmańskich przybyszy z Iraku i Somalii, a także przybyszy z Dalekiego Wschodu: Chin, Tajlandii i Wietnamu

Aha, jakby ktoś zapomniał, to Finlandia leży tu: 



Za każdym razem, gdy rozmawiam z Sanną o realiach rodzicielstwa w Finlandii, ogarnia mnie jednocześnie podziw i zazdrość. Finowie, choć zazwyczaj nieśmiali i wycofani przy pierwszym kontakcie, są świetnymi (choć być może nieco ekscentrycznymi) przyjaciółmi. Cenią sobie więzi międzyludzkie i troszczą się o siebie nawzajem. Te cechy objawiają się nie tylko na poziomie indywidualnym, ale także państwowym. Finowie mogą się pochwalić jednym z najlepiej działających państw opiekuńczych na świecie. Mają świetną służbę zdrowia. Ciężarna kobieta znajduje odpowiednią opiekę, szpitale są dobrze wyposażone, personel miły i kompetentny, atmosfera rodzenia fantastyczna. O jakości publicznych szpitali świadczy na przykład fakt, że żona fińskiego premiera rodziła swoje dziecko w takim o właśnie zwykłym rejonowym szpitalu, bez dodatkowych przywilejów, jak wszystkie inne obywatelki Finlandii. I była zadowolona.

Sanna miała do tego szczęście, że jej szwagierka jest doulą, czyli osobą, która przygotowuje ciężąrną fizycznie i psychicznie do porodu, a potem w trakcie rodzenia ją wspiera. Wszystko odbyło się bez znieczuleń, z niewielkim pęknięciem, w towarzystwie najbliższych i przyjaznego personelu. Po porodzie matka i dziecko mają do dyspozycji pokój na wyłączność z dużym, szerokim łóżkiem, w którym można wygodnie ogarniać pierwsze chwile macierzyństwa. Wtedy zaczęła się Sanny przygoda z karmieniem piersią.



Po powrocie do domu rodzina i znajomi wpadają z rotinat, czyli koszem suto napakowanym jedzeniem. Taki praktyczny prezent ma za zadanie odciążyć rodziców i pozwolić im skupić się na opiece nad dzieckiem. Finowie biorą sobie za punkt honoru, aby przynieść rotinat jak najprędzej i żeby potrawy tam zapakowane były najsmaczniejsze pod słońcem. Oprócz najbliższych matkę i dziecko często odwiedza położna, by sprawdzić, czy wszystko w porządku. Poza tym rodzina otrzymuje od państwa coś jeszcze: słynne w świecie fińskie äitiyspakkaus ("macierzyńskie pudełka"), które dostaje każda ciężarna kobieta zarejestrowana w fińskim systemie socjalnym. 

Cóż się kryje w takim pudełku?




Ano wszystko, co się może przydać nowemu człowiekowi i jego świeżo upieczonym rodzicom: zestaw ubranek na każdą pogodę, pieluchy, przybory toaletowe dla dziecka, śliniaki, miseczka i sztućce, krem do pupy, termometr, przytulanka, gryzak, książeczki, pościel, ręczniczek, kocyk, wkładki laktacyjne, podpaski, kondomy... Wszystko praktyczne, estetyczne i wysokiej jakości. Zamiast pudełka można sobie zażyczyć 140 euro, ale kto by tam chciał pieniądze, skoro można mieć pudełko. Przecież to jest takie śliczne, że ojejku!


Zawartość pudełka w 2016 roku

Poza tym sam karton może służyć na początku za miejsce do spania dla dziecka. Wystarczy na dno położyć załączony materacyk.


Finowie wiedzą, że dzieci i kartonowe pudło to najlepsi przyjaciele

Uważam, że äitiyspakkaus to rewelacyjna inicjatywa i dziwię się, że nie jest bardziej powszechna na świecie. Pierwsze äitiyspakkaus wydano w Finlandii już w 1938 roku! A Findlandia nie należała wtedy do klubu najbogatszych państw na ziemi. Najstarsze pudełka, które zawierały pościel, kocyk, pieluchy i płótno na ubranka, mocno przyczyniły się do spadku śmiertelności niemowląt. I dziś śmiertelność niemowląt w Finlandii należy do najniższych na świecie. Przypadek?

Zestaw przedmiotów w pudełku jest gruntownie przemyślany i aktualizowany zgodnie z najświeższymi ustaleniami naukowców, aby promować najkorzystniejsze dla dziecka praktyki rodzicielskie. Warto więc zwrócić uwagę na wielkich nieobecnych. W pudełku brak na przykład: kropelek na kolkę (Sanna zapytana o sposób na kolki zrobiła zdziwioną miną i ze stoickim spokojem stwierdziła: "przeczekać"), zaleceń dietetycznych (#KarmięJemWszystko), smoczka i butelki. Pieluchy jednorazowe zastąpiono wielorazowymi.

Przy takim wieloaspektowym, wielopostaciowym wsparciu pierwsze chwile macierzyństwa mijają błogo. Rodzice mogą się skupić na  swoim dziecku, ufając, że w chwili kryzysu znajdą odpowiednią pomoc. Starsza córka moich przyjaciół Finów odstawiła się sama w wieku niemal trzech lat, gdy Sanna była w drugiej ciąży. Pomimo drobnych uciążliwości (Tuuli miała w zwyczaju kręcić drugim sutkiem podczas karmienia... auć!) dobrze wspomina ten etap w swoim życiu i bez problemu zaczęła karmić małego Pyrego. Gdyby jednak zdecydowała się na karmienie butelką, również znalazłaby potrzebne wsparcie. W ankiecie przeprowadzonej w Findlandii ponad połowa rodziców stwierdziła, że chce, aby ojciec również miał możliwość karmienia niemowlęcia. 

 

Pudełko macierzyńskie urosło do rangi symbolu narodowego. Finowie są z niego bardzo dumni, bo realizuje i wyraża wartości dla nich bardzo drogie. Będzie to przede wszystkim przekonanie, że wszyscy ludzie są równi. Każde dziecko zasługuje więc na to, by mieć takie same szanse na starcie. Pudełko wyraża również poczucie wspólnoty i troski o tę wspólnotę. Finlandia stała się krajem bogatym, ale nie porzuciła etosu egalitaryzmu. Brak tam dużych różnic w zarobkach między wysoko i nisko wykwalifikowanymi zawodami, wszyscy mają dostęp do świetnej służby zdrowia, szkolnictwo fińskie pozostaje niedoścignionym wzorem zarówno pod względem wyników w testach jak i przyjazności uczniom. I to wszystko w kraju, gdzie są tylko lasy i mokradła...



Gdzie szukać pomocy laktacyjnej w Finlandii? 
==> klik!


Inne teksty z serii:

Pocztówka ze Szwecji/Chile
Pocztówka z Hong-Kongu
Pocztówka z Malezji
Pocztówka z Australii





źródła:


Sari Laanterä, Tarja Pölkki, Anette Ekström, and Anna-Maija Pietilä, Breastfeeding attitudes of Finnish parents during pregnancy, BMC Pregnancy and Childbirth, 2010, online: 10.1186/1471-2393-10-79

Breast is best! - pocztówka z Australii

Jeśli rodzić  i karmić, to tylko w Australii. Taka myśl przyszła mi do głowy po rozmowie z Jane, która przez pewien czas była moją sąsiadką. Kobieta o wyglądzie typowej Australijki (czytaj Nicole Kidman) tworzy wokół siebie atmosferę optymizmu, radości i zaufania do świata. Pomimo tego, że oboje z mężem ciężko pracują, nigdy nie tracą z oczu tego, co dla nich najważniejsze – swojego synka Charliego. 

Flaga Australii

Australia, podobnie jak Stany Zjednoczone, była kolonią brytyjską, ale w porównaniu do innych krajów anglosaskich, wydaje się, że wypracowała własną drogę w wielu aspektach życia. W Australii żyje wbrew pozorom niewiele ludzi, raptem 25 milionów (Polska liczy sobie jakieś 37 milionów), z czego znakomita większość na wybrzeżach wschodnim i południowym. Wnętrze państwa-kontynentu pokrywają nieprzyjazne pustynie lub półpustynie, gdzie ciężko znlaeźć żywą duszę. Większość populacji stanowią potomkowie angielskich, irlandzkich lub szkockich kolonistów, ale można znaleźć również sporo Włochów i Greków. W ostatnim stuleciu coraz więcej ludzi przybywa też z północy – Chin, Indii, Filipin. W Australii żyją też oczywiście jej pierwotni mieszkańcy – Aborygeni, stanowią jednak w tej chwili niewielki odsetek ludności (ok. 2,5%).

Australia - zaiste drugi koniec świata


Wedle słów Jane w Australii obowiązują wszystkie najnowsze standardy opieki medycznej nad ciężarną, matką i niemowlęciem. Czy to państwowa, czy prywatna służba zdrowia, kobieta może oczekiwać fachowego przeprowadzenia przez ciążę, poród i pierwsze tygodnie macierzyństwa. Ba, Jane przeszła serię badań jeszcze przed zajściem w ciążę, aby stwierdzić, czy nie istnieją okoliczności, które mogłyby źle wpłynąć na przebieg ciąży. Później czekały ją regularne spotkania z położną i lekarzem, USG, odpowiednie suplementy zalecane w ciąży (kwas foliowy, jod), unikanie alkoholu, surowego mięsa, serów i ryb. Popularne jest rodzenie siłami natury, ale bez nacisków. Można wybrać poród domowy, szpitalny lub w tzw. „centrum rodzenia”, które dla zasady ogranicza interwencje medyczne do minimum (a więc siłą rzeczy akceptują tylko przypadki pozbawione ryzyka, te dostają wskazanie do porodu w szpitalu, gdzie można przeprowadzić bardziej skomplikowane interwencje). 
Tak zwane "Sea bands" - elastyczne opaski na nadgarstek z plastikowym guziczkiem, które mają chronić przed ciążowymi mdłościami za pomocą uciskania punktu Nei-Kuan. Skuteczność według badań? Na poziomie placebo. Ale przynajmniej nie zaszkodzą ;)

Sama Jane miała tu pewne problemy, bo ze względu na podwyższone ciśnienie poród trzeba było przyspieszyć o dwa tygodnie. Indukcji w szpitalu nie wspomina dobrze. Zwłaszcza, że niespodziewanie pojawiło się krwawienie i ostatecznie i tak wylądowała na sali operacyjnej z nieplanowaną cesarką. Do obsługi szpitala i w ogóle do całości porodu ma jednak stosunek pozytywny. Jej mąż cały czas jej towarzyszył, dodając otuchy, obsługę personelu ocenia jako wspaniałą: fachową, wspierającą, godną zaufania. Charlie urodził się cały i zdrowy. Po przywitaniu się z mamą otrzymał całą przepisową opiekę, badania przesiewowe i szczepienia.

Ze względu na cesarskie cięcie Jane musiała spędzić w szpitalu cały tydzień, ale normalnie po porodzie w Australii można wrócić do domu po 2-3 dniach. Wiele szpitali jest akredytowanych przez Baby Friendly Health Initiative. Obowiązuje w nich 10 kroków udanego karmienia, a nawet jeśli szpital nie ma takiej akredytacji, to i tak często aktywnie wspiera karmienie piersią, bo „breast is best” („pierś jest najlepsza”). I nie jest to tylko sztucznie narzucone hasełko. Jest to przekonanie żywione powszechnie w Australii, przy poszanowaniu faktu, że nie każdy chce lub może karmić piersią. Wskaźniki inicjacji i kontynuacji karmienia w Australii są jednymi z najwyższych wśród krajów rozwiniętych. Porównania ze Stanami Zjednoczonymi pokazują, że chociaż oba kraje mają zbliżoną infrastrukturę i oficjalne procedury szpitalne, to jednak sama atmosfera i osobiste zaangażowanie matki, jej rodziny, pracowników służby zdrowia, lokalnych społeczności, pracodawców, w ogóle całego otoczenia czyni cuda. Jane nie przypomina sobie żadnych poważnych problemów z karmieniem, pomimo faktu, że przeszła ciężki poród zakończony cesarskim cięciem. 

Osoby postronne mogą wyrazić swoje zdanie w kwestii publicznego karmienia, ale nie mają prawa wymagać od matki czegokolwiek. Wbrew prawu jest za to zniechęcanie matek do karmienia piersią przez żłobki lub odmowa podawania odciągniętego mleka. Według przepisów karmić piersią (lub odciągać mleko) można zawsze i wszędzie, w wielu częściach Autralii karmienie znajduje się pod spejcalną ochroną. Choć nie istnieją jednolite przepisy w kwestii powrotu do pracy, dyskryminacja ze względu na karmienie (np. powszechny nakaz pracy na nocnych zmianach) jest zabroniona. Australian Breastfeeding Association prowadzi szkolenia dla pracodawców, jak uczynić swoją firmę bardziej przyjazną matkom. Projekt nosi nazwę „Breastfeeding Friendly Workplace Program” (klik).

Jane miała świetne wsparcie wśród swojej rodziny i przyjaciół. Odzwiedzanie matki i dziecka jeszcze w szpitalu jest typowym zwyczajem w Australii. Po powrocie do domu ojciec wziął dłuższy ulrop, a wszyscy dziadkowie pomagali dostosować się rodzicom do nowej sytuacji i zajmowali się sporo maleństwem. Przyjaciele regularnie wpadali na (szybką) herbatkę, żeby poznać Charliego (ale nie przeszkadzać zanadto swoją obecnością). 

Amolin - najpopularniejszy australijski krem do pupy niemowlęcia

Mały Charlie spał od początku w swoim łóżeczku w pokoju rodziców, choć Jane mówi, że wielu rodziców w Australii praktykuje również wspólne spanie w jednym łóżku z noworodkiem. Zaleca się spowijanie dzieci na samym początku. Charlie był karmiony mlekiem mamy przez pierwsze sześć miesięcy bez potrzeby wspomagania się środkami na laktację. Przetestowali wszekie możliwe pozycje na siedząco i na leżąco. Bardzo mi się spodobało określenie pozycji „na piłkę futbolową”, czyli w wersji polskiej pozycja „spod pachy” (warto przy tym powiedzieć, że Australijczycy mają swoją wersję futbolu. Zasady są podobne do futbolu amerykańskiego, tylko boisko jest dużo większe i... owalne. Klik). Jane odciągała co jakiś czas trochę mleka, żeby mieć zapas na wypadek wyjścia. Narzekała tylko na konieczność wyparzania całego sprzętu za każdym razem. Kolek nie doświadczyli, ale gdyby ich dotknęły Jane w pierwszej kolejności wybrałaby się z tym problemem do lekarza (żadnych medykamentów czy diet na własną rękę!). Uważa, że w takim przypadku powinno się dziecko trzymać jak najczęściej w pionie, żeby się mogło odgazować. Mówi też, że w przypadku wysypki na buzi najczęściej pomaga po prostu śliniak i regularne wycieranie bobasa ze śliny, a na obrzmiałe piersi ciepłe i chłodne kompresy oraz żelowe wkładki chłodzące. Kosmetyki dla dziecka ogranicza się do minimum, żeby nie podrażnić delikatnej skóry dziecka. Na przeziębienia lekarze nie zalecają żadnych leków, lecz inhalacje, a na biegunki mleko mamy i jeszcze trochę mleka mamy, aby uniknąć odwodnienia.

Cześć Jane! Co u Ciebie? A nie, to tylko Nicole...
Po sześciu miesiącach wyłącznego karmienia mlekiem (matki lub modyfikowanym) rozszerza się w Australii dietę. Tradycyjnie zaczynano od płatków ryżowych, ale ostatnimi czasy promuje się raczej papki warzywne i owocowe. Jane wspomniała również o metodzie „bobas lubi wybór”, która zyskuje na popularności. Wśród pierwszych pokarmów, poza oczywistymi oczywistościami typu kawa, herbata i alkohol, nie podawała orzechów, ze względu na ryzyko udławienia. Mały Charlie najbardziej upodobał sobie trzy potrawy, wszystkie w formie puree: dynia, jabłko z gruszką i awokado. Mniam, mniam.

Gdy poznałam Jane i jej rodzinę, Charlie miał roczek. Jane właśnie zaczynała doktorat, a jej mąż nową pracę. Mieli to szczęście, że mogli liczyć na pomoc dziadków. Najpierw jedni, a potem drudzy przyjechali na kilka tygodni do ich nowego mieszkania, by zajmować się maluchem, zanim wszystko się unormuje. Potem maluch poszedł do żłobka (wciąż na piersi). Studiowanie i opieka nad malutkim dzieckiem są wyzwaniem, ale największym wyzwaniem okazała się dla nich praca męża. Dojazdy pożerały mu półtorej godziny dziennie w jedną stronę. Wracał tak późno, że w zasadzie nie miał szans zobaczyć własnego dziecka w ciągu tygodnia. Z tego powodu podjęli decyzję o kolejnej przeprowadzce, bliżej mężowego miejsca pracy, która miała umożliwić rodzinie cieszyć się sobą na co dzień. 

Marzę, aby doświadczenie Jane, mogło stać się udziałem wszystkich kobiet. To, co mogłoby się okazać długotrwałą traumą i źródłem poczucia winy, pozostało jedynie wspomnieniem nieprzyjemnego splotu okoliczności. Karmienie piersią, które dla niektórych jest walką i nieustającą męczarnią, przyszło lekko i bezstresowo. Magia? Szczęście? Bezproblemowe dziecko? Nie. To efekt sprzyjającej karmieniu atmosfery, jaka panuje w środowisku Jane. To pełne wsparcie i przywiązanie męża, zrozumienie wspólnych celów i metod. To oddanie dziadków. To brak szkodliwych mitów, które przynoszą skutki odwrotne do zamierzonych. To empatyczny i dobrze przeszkolony personel służby zdrowia. To pewność, że w razie problemów czy niepowodzenia znajdzie się bezstronną poradę, zamiast oceniania. Każdej kobiecie życzę takiego doświadczenia.




Gdzie szukać wsparcia i informacji w Autralii?



Inne teksty z serii: 
Pocztówka ze Szwecji/Chile 
Pocztówka z Hong-Kongu 
Pocztówka z Malezji

Źródła:
Ruth Newby, Wendy Brodribb, Robert S. Ware, Peter S.W. Davies, "Infant Feeding Knowledge, Attitudes, and Beliefs Predict Antenatal Intention Among First-Time Mothers in Queensland", Breastfeeding Medicine 9/5 (2014), 266-272
Barbara Cameron, Sara Javanparast, Miriam Labbok, Rachel Scheckter, Ellen McIntyre, "Breastfeeding Support in Child Care: An International Comparison of Findings from Australia and the United States", Breastfeeding Medicine 7/3 (2012), 163-167

Matka - korzenie cywilizacji

Zaczęło się od jednego obrazka

Ricky Mujica, Wielozadaniowość


Obraz absolutnie mnie zachwycił. Już jakiś czas temu zrobił furorę w internetach w kontekście dyskusji o stay-at-home-mum, czyli o gospodyniach, lub jak niektórzy mówią - kurach, domowych. Kobieta na obrazie emanuje siłą i pewnością siebie. Z jednej strony rzuca wyzwanie w lustro, nakładając pewną ręką tusz do rzęs. Lustro jest tu symbolem społecznego nacisku na bycie idealną: piękną, zadbaną, zawsze perfekcyjnie umalowaną. Z drugiej strony, równie pewną ręką trzyma przy sobie dziecko, które ssie mleko z jej piersi. To też rodzaj wyzwania, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, gdzie karmienie tak dużego dziecka jest postrzegane przez większość społeczeństwa za przynajmniej niestosowne. To manifest udanego macierzyństwa: "Oto jestem w stanie podołać wymogom bycia matką. Mam w rękach kruchą i bezbronną istotę i nie boję się jej posadzić na umywalce." Kobieta na obrazie łączy dwa ideały, które w naszej kulturze zazwyczaj funkcjonują oddzielnie, a które większość z nas stara się osiągnąć na co dzień. Czy to połączenie jest w ogóle możliwe? Autor obrazu zdaje się mówić - tak. Nie chodzi mu to, żeby każda matka była połączeniem ikonek z różnych kolorowych magazynów. Malarz zdaje się mówić: "Spójrz, w swojej codzienności realizujesz ten ideał. Nawet w łazience, w pośpiechu, w samych majtkach jesteś boginią, która daje życie i oczarowuje ludzi wokół siebie. Jesteś wielka w tym, co robisz. Podziwiam cię". Ciepłe barwy i miękkie pociągnięcia pędzla nadają całości domowego, intymnego charakteru, a jednocześnie posągowość ciała (ach, szyja niczym u Nefretiti!) dodaje scenie aury wzniosłości. Smakowity obraz, smakowity...

Obraz krąży po sieci zazwyczaj bez związku z jego autorem. A szkoda, bo malarz Ricky Mujica jest z pewnością godzien uwagi. Poza licznymi ilustracjami do książek i magazynów namalował wiele obrazów, które na długo zapadają w pamięć. 

Spójrzcie tylko na to:

Ricky Mujica, Matka Odwaga

Tego wzroku nie da się zapomnieć.

Lub na to: 

Ricky Mujica, Ręce babci

Patrząc na ten obraz, sama mam ochotę wtulić się w czyjeś bezpieczne ramiona, z których po przebudzeniu będę mogła dzielnie wrócić do eksploracji świata. Babcia na obrazie jest stara, pomarszczona i ma wałki na głowie, ale jest najlepsza na świecie, bo to właśnie ona stanowi ostoję i schronienie dla tej małej istoty w różowych rajtuzkach. Jest bezpieczną bazą, w której nowy człowiek może znaleźć miłość, opiekę i doświadczenie, cały uporządkowany świat.

Ricky Mujico umiejętnie miesza rejestry codzienności i niezwykłości, umieszczając je w szerokim kontekście kultury. Oto mamy scenę znaną większości ciężarnym: kobieta leżąca w wannie wpatruje się z uwagą w swój wielki, wystający z wody brzuch (któraż tego nie robiła?). Zupełnie normalna scena. Biała wanna, kubek na skraju, włosy łonowe. Ale jest w tym jakieś napięcie, oczekiwanie, pewne zadziwienie własną cielesnością. Czuć ciężar tego ciała, widać trud, którego wymaga jego codzienne noszenie. Brzuch ciężarnej wydaje się być czymś przedziwnym, cudownym, pełnym możliwości. W mitologii greckiej środkiem świata, pierwszym fragmentem lądu, który wynurzył się z morza był właśnie omfalos - czyli pępek Matki Ziemi. Autor sugeruje, że każda ciężarna kobieta jest boginią, która dźwiga w swym brzuchu zaczątek nowego świata.

Ricky Mujica, Wenus


Temat kobiecej siły wydaje się być kluczowym dla malarza. Ale sięga również po inne sfery życia ludzkiego i inne tematy. W poniższej pracy mamy zestawienie i uwspółcześnienie wielu motywów barokowych. Obraz Mujico interpretuje temat vanitas (łac. marność), dla którego typowe jest zestawienie przedmiotów symbolizujących miłe nam rozrywki (gitara, książki, alkohol) z ludzką czaszką, która przypomina nam o ich kruchości i przemijalności. Całość przywodzi na myśl prace Halsa Starszego i Caravaggia z podejściem do koloru jednak dość impresjonistycznym (wszak impresjonizm takoż samo opowiadał o ulotności chwil). Całkiem współczesny tytuł obrazu "The House of the Rising Sun" dodaje kolejną warstwę znaczeń, być może opisuje historię melancholijnego młodzieńca, którego widzimy, być może oddaje jego nastrój. Nawarstwienie odwołań pokazuje, że strach przed przemijaniem jest uniwersalny.
.

Ricky Mujica, The House of the Rising Sun

Zupełnie inną atmosferę niesie ze sobą kolejny obraz. Przejmujący komentarz do wydarzeń politycznych w Iranie, nawiązuje jednocześnie bardzo mocno do motywu Pietá, czyli Maryi trzymającej na kolanach martwe ciało Chrystusa. Tu widzimy matkę trzymającą ciało córki. Neda - martwa dziewczyna, zginęła od kuli podczas prostestów wolnościowych w Iranie. Matkę przytłacza ciężar bólu i żałoby. Choć jest muzułmanką, autor ubrał Hadżar w czerwień i granat, które są typowymi kolorami Matki Boskiej Bolesnej. Krwiste światło wpada do wnętrza, oświetlając upiornie ściany i podłogi. Promienie na ramieniu i głowie matki przypominają niemal płomienie. W całej tej pożodze ciało Nedy wygląda, jakby miało się zaraz unieść. Wedle doniesień kobieta była ubrana w czarną koszulkę, ale malarz zdecydował się na jasne ubranie z wyraźnie zarysowaną białą chustą. Jej twarz jest spokojna, anielska, niemal się uśmiecha. Hadżar cała zanurzona jest w cierpieniu tu i teraz. Neda zdaje się mówić, że już jej tu nie ma. Że odnalazła spokój. Precyzyjnie skonstruowany obraz Mujico pokazuje, jak ból i żałoba są wspólne  wszystkim ludziom. Tak samo jak pragnienie wolności i odwaga, która pcha do działania.

Ricky Mujica, Matka Nedy

Zabrnęliśmy daleko w naszej podróży po malarstwie Rickiego Mujico. Cieszę się, że do niego dotarłam. Mujico w swoich obrazach pokazuje dole i niedole ludzkiego życia w ich prozie i wzniosłości. Jego głownym tematem jest potęga kobiecości. Jego bohaterki są silne, emanują spokojem i mocą. Może nie zawsze widzą siebie w ten sposób, niemniej autor darzy je autentycznym podziwem i szacunkiem.




Na koniec, manifest artystyczny malarza z jego własnej strony internetowej (klik):
 
Używając mieszanki technik wywodzących się z formalizmu dwudziestowiecznego ekspresjonizmu abstrakcyjnego, malarstwa wizualnego dziewiętnastowiecznego impresjonizmu oraz siedemnastowiecznego barokowego obiektywizmu światła i formy, tworząc za pomocą ilustracji syntezę Szekspirowskiego dramatu, próbuję pokazać w swoich pracach, jak życie rozciąga się poza nasze subiektywne granice i często opowiada historie, które są przykładem kulturowej świadomości drugiej połowy dwudziestego wieku. Czyli czasu, który podarował nam humanizm, rewolucję seksualną i ruchy kobiece.

Pragnę dekonstruować opozycje, które wciąż tworzymy między "Dramatem" a "Zwykłością", między "Sobą" a "Zbiorowością", między "Życiem" i "Śmiercią". Za temat wybieram sobie nadzwyczajne a jednocześnie kolektywnie przeżywane momenty  z dnia codziennego, testuję rytm, który ma wyrazić ciąg nadzwyczajnych momentów wspólnych dla nas wszystkich, wysycam je estetyką żywego teatru i umieszczam na płótnie jak na scenie, aby skłonić odbiorcę do świeżego spojrzenia na ludzką kondycję.

Ricky Mujica, Co dziś się przyśni

Poszukuję poezji nadzwyczajności ukrytej w zwykłości. Wybieram i przedstawiam takie momenty znane naszej zbiorowej egzystencji, które istnieją po to, aby zaakcentować ludzki dramat i wyjaśnić nasze istnienie.

"Matka" jest bardzo często przedstawiona w tych nadzwyczajnych momentach jako bohaterka, dawczyni życia, korzenie cywilizacji. Ona jest naszym sumieniem zbiorowym.
Ricky Mujica, Zrozumiała duma. Symfonia na różę
Moje prace są często klasyfikowane jako noworealistyczny romantyzm w malarstwie i rzeźbie, z powodu pragnienia "naturalności" i "wzniosłości" w tym coraz zimniejszym stechnologizowanym świecie. To nawiązanie, choć niezamierzone i nie do końca precyzyjne, jest mile przeze mnie widziane, ponieważ przez formalny związek otwiera drzwi do wyjątkowo poetyckich skojarzeń. 

W formalnych aspekty pracy, w narracji barw, inspiruję się pre-fotograficznym barokowym przedstawieniem światła i formy. Używam bezpośrednich i pośrednich technik takich jak impasto, laserunek, brawura, imprimatura oraz czasem sfumato i velatura. Nie zapominam także o lekcjach kolejnych wieków.

Istnieją dwa podejścia do koloru. Pierwsze: dziewiętnastowieczny kolor obiektywny, drugie - dwudziestowieczny kolor formalistyczny. Kolor obiektywny można znaleźć w moich pracach w dziennikarskim podejściu, które opiera się na Monetowskich koncepcjach barwy. Moim celem jest namalować kształty, formy i kolory, które docierają do siatkówki oka bez względu na to, co malujemy.

Drugim podejściem są dwudziestowieczne badania formalistów nad związkami koloru i powierzchni obrazu, wywodzące się z teorii Hansa Hoffmana i Josefa Albersa.

Narracja barw, eksploruje męskość dwudziestowiecznych idei formalistycznych w wydaniu Motherwella, DeKooninga, Diebenkorna, a czasem nawet Twombliego, i ustawia się w kontraście do kobiecości tematu. Czego dobitnym symbolem jest fakt, że macierzyństwo w moich obrazach jest często prezentowane z perspektywy zewnętrznej męskiego obserwatora. 

Ricky Mujica, Wieczorny rytuał
Każda linia, każdy odcień, każda barwa niesie znaczenie dla obrazu i została dokładnie przemyślana, bez względu na to jak przypadkowo lub planowo wyglądają na płótnie. Czasem pociągnięcia, które wyglądają najbardziej przypadkowo, najbardziej spontanicznie, są tymi, które wymagały najwięcej pracy, ponieważ muszą stanowić integralną część obrazu, a nie tylko frywolną dekorację. Tylko to, co jest istotne dla opowiedzenia dramatua, oddano z obiektywnymi szczegółami, podczas gdy to, co jest ważne dla narracji obrazu namalowano z bardziej symbolicznymi detalami.

Pracuję z życia, kiedy tylko mogę. Chcę, aby życie wewnętrzne przedmiotu współtworzyło obraz. Gdy nie jest to możliwe, pracuję z fotografii. Ale nigdy nie kopiuję ich bezmyślnie, nie używam projektora, kalki lub innych mechanicznych metod. Zawsze maluję ręcznie, ponieważ to pozwala odcisnąć na obrazie mój charakter pisma, moją osobowość, moje człowieczeństwo.

Ricky Mujica, Strata
Gdy pracuję z fotografii, pracuję ciężko nad tym, by nie dać się zwieść uwodzicielskiej, mechanicznej pseudo-doskonałości aparatu. Chcę niedoskonałości. Chcę błędów. Chcę, aby ludzie wiedzieli, że to zostało zrobione przez człowieka."

Ricky Mujica