Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pocztówki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pocztówki. Pokaż wszystkie posty

Pocztówka z Finlandii

Moim pierwszym skojarzeniem z Finlandią jest monotonia. Tak! Zdarzyło mi się przejechać Finlandię z północy na południe (jakieś 900km) i najbardziej emocjonującym epizodem tej podróży było Jedno-Stadko-Reniferów. Większość tego kraju to płaski, bezludny, pokryty lasem iglastym placek. Z samymi Finami to jednak zupełnie inna bajka. Finowie są najciekawszymi ludźmi, jakich dane mi było poznać, język fiński uważam za najpiękniejszy ze wszystkich, a fama niesie, że są również najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Jak oni to robią?

Sanna i Otto, o których opowiem, są więc szczęśliwymi rodzcami Tuuli i Pyrego, których imiona znaczą po fińsku Wiatr i Burza Śnieżna. Sami mają imiona pochodzenia szwedzkiego, co jest całkiem typowe. Finlandia znajdowała się pod panowaniem szwedzkim przez długi czas, do dziś pozostaje pod dużym wpływem kultury szwedzkiej i szwedzki jest drugim językiem urzędowym Finlandii. Na pięć i pół miliona mieszkańców Finlandii czterdzieści tysięcy osób deklaruje narodowość szwedzką. Większość z nich mieszka na wybrzeżu i choć nie są największą mniejszością w kraju, cieszą się największą liczbą przywilejów. 

W Finlandii najliczniejsze mniejszości stanowią Rosjanie, Estończycy i Szwedzi. Wielu jest także muzułmańskich przybyszy z Iraku i Somalii, a także przybyszy z Dalekiego Wschodu: Chin, Tajlandii i Wietnamu

Aha, jakby ktoś zapomniał, to Finlandia leży tu: 



Za każdym razem, gdy rozmawiam z Sanną o realiach rodzicielstwa w Finlandii, ogarnia mnie jednocześnie podziw i zazdrość. Finowie, choć zazwyczaj nieśmiali i wycofani przy pierwszym kontakcie, są świetnymi (choć być może nieco ekscentrycznymi) przyjaciółmi. Cenią sobie więzi międzyludzkie i troszczą się o siebie nawzajem. Te cechy objawiają się nie tylko na poziomie indywidualnym, ale także państwowym. Finowie mogą się pochwalić jednym z najlepiej działających państw opiekuńczych na świecie. Mają świetną służbę zdrowia. Ciężarna kobieta znajduje odpowiednią opiekę, szpitale są dobrze wyposażone, personel miły i kompetentny, atmosfera rodzenia fantastyczna. O jakości publicznych szpitali świadczy na przykład fakt, że żona fińskiego premiera rodziła swoje dziecko w takim o właśnie zwykłym rejonowym szpitalu, bez dodatkowych przywilejów, jak wszystkie inne obywatelki Finlandii. I była zadowolona.

Sanna miała do tego szczęście, że jej szwagierka jest doulą, czyli osobą, która przygotowuje ciężąrną fizycznie i psychicznie do porodu, a potem w trakcie rodzenia ją wspiera. Wszystko odbyło się bez znieczuleń, z niewielkim pęknięciem, w towarzystwie najbliższych i przyjaznego personelu. Po porodzie matka i dziecko mają do dyspozycji pokój na wyłączność z dużym, szerokim łóżkiem, w którym można wygodnie ogarniać pierwsze chwile macierzyństwa. Wtedy zaczęła się Sanny przygoda z karmieniem piersią.



Po powrocie do domu rodzina i znajomi wpadają z rotinat, czyli koszem suto napakowanym jedzeniem. Taki praktyczny prezent ma za zadanie odciążyć rodziców i pozwolić im skupić się na opiece nad dzieckiem. Finowie biorą sobie za punkt honoru, aby przynieść rotinat jak najprędzej i żeby potrawy tam zapakowane były najsmaczniejsze pod słońcem. Oprócz najbliższych matkę i dziecko często odwiedza położna, by sprawdzić, czy wszystko w porządku. Poza tym rodzina otrzymuje od państwa coś jeszcze: słynne w świecie fińskie äitiyspakkaus ("macierzyńskie pudełka"), które dostaje każda ciężarna kobieta zarejestrowana w fińskim systemie socjalnym. 

Cóż się kryje w takim pudełku?




Ano wszystko, co się może przydać nowemu człowiekowi i jego świeżo upieczonym rodzicom: zestaw ubranek na każdą pogodę, pieluchy, przybory toaletowe dla dziecka, śliniaki, miseczka i sztućce, krem do pupy, termometr, przytulanka, gryzak, książeczki, pościel, ręczniczek, kocyk, wkładki laktacyjne, podpaski, kondomy... Wszystko praktyczne, estetyczne i wysokiej jakości. Zamiast pudełka można sobie zażyczyć 140 euro, ale kto by tam chciał pieniądze, skoro można mieć pudełko. Przecież to jest takie śliczne, że ojejku!


Zawartość pudełka w 2016 roku

Poza tym sam karton może służyć na początku za miejsce do spania dla dziecka. Wystarczy na dno położyć załączony materacyk.


Finowie wiedzą, że dzieci i kartonowe pudło to najlepsi przyjaciele

Uważam, że äitiyspakkaus to rewelacyjna inicjatywa i dziwię się, że nie jest bardziej powszechna na świecie. Pierwsze äitiyspakkaus wydano w Finlandii już w 1938 roku! A Findlandia nie należała wtedy do klubu najbogatszych państw na ziemi. Najstarsze pudełka, które zawierały pościel, kocyk, pieluchy i płótno na ubranka, mocno przyczyniły się do spadku śmiertelności niemowląt. I dziś śmiertelność niemowląt w Finlandii należy do najniższych na świecie. Przypadek?

Zestaw przedmiotów w pudełku jest gruntownie przemyślany i aktualizowany zgodnie z najświeższymi ustaleniami naukowców, aby promować najkorzystniejsze dla dziecka praktyki rodzicielskie. Warto więc zwrócić uwagę na wielkich nieobecnych. W pudełku brak na przykład: kropelek na kolkę (Sanna zapytana o sposób na kolki zrobiła zdziwioną miną i ze stoickim spokojem stwierdziła: "przeczekać"), zaleceń dietetycznych (#KarmięJemWszystko), smoczka i butelki. Pieluchy jednorazowe zastąpiono wielorazowymi.

Przy takim wieloaspektowym, wielopostaciowym wsparciu pierwsze chwile macierzyństwa mijają błogo. Rodzice mogą się skupić na  swoim dziecku, ufając, że w chwili kryzysu znajdą odpowiednią pomoc. Starsza córka moich przyjaciół Finów odstawiła się sama w wieku niemal trzech lat, gdy Sanna była w drugiej ciąży. Pomimo drobnych uciążliwości (Tuuli miała w zwyczaju kręcić drugim sutkiem podczas karmienia... auć!) dobrze wspomina ten etap w swoim życiu i bez problemu zaczęła karmić małego Pyrego. Gdyby jednak zdecydowała się na karmienie butelką, również znalazłaby potrzebne wsparcie. W ankiecie przeprowadzonej w Findlandii ponad połowa rodziców stwierdziła, że chce, aby ojciec również miał możliwość karmienia niemowlęcia. 

 

Pudełko macierzyńskie urosło do rangi symbolu narodowego. Finowie są z niego bardzo dumni, bo realizuje i wyraża wartości dla nich bardzo drogie. Będzie to przede wszystkim przekonanie, że wszyscy ludzie są równi. Każde dziecko zasługuje więc na to, by mieć takie same szanse na starcie. Pudełko wyraża również poczucie wspólnoty i troski o tę wspólnotę. Finlandia stała się krajem bogatym, ale nie porzuciła etosu egalitaryzmu. Brak tam dużych różnic w zarobkach między wysoko i nisko wykwalifikowanymi zawodami, wszyscy mają dostęp do świetnej służby zdrowia, szkolnictwo fińskie pozostaje niedoścignionym wzorem zarówno pod względem wyników w testach jak i przyjazności uczniom. I to wszystko w kraju, gdzie są tylko lasy i mokradła...



Gdzie szukać pomocy laktacyjnej w Finlandii? 
==> klik!


Inne teksty z serii:

Pocztówka ze Szwecji/Chile
Pocztówka z Hong-Kongu
Pocztówka z Malezji
Pocztówka z Australii





źródła:


Sari Laanterä, Tarja Pölkki, Anette Ekström, and Anna-Maija Pietilä, Breastfeeding attitudes of Finnish parents during pregnancy, BMC Pregnancy and Childbirth, 2010, online: 10.1186/1471-2393-10-79

Breast is best! - pocztówka z Australii

Jeśli rodzić  i karmić, to tylko w Australii. Taka myśl przyszła mi do głowy po rozmowie z Jane, która przez pewien czas była moją sąsiadką. Kobieta o wyglądzie typowej Australijki (czytaj Nicole Kidman) tworzy wokół siebie atmosferę optymizmu, radości i zaufania do świata. Pomimo tego, że oboje z mężem ciężko pracują, nigdy nie tracą z oczu tego, co dla nich najważniejsze – swojego synka Charliego. 

Flaga Australii

Australia, podobnie jak Stany Zjednoczone, była kolonią brytyjską, ale w porównaniu do innych krajów anglosaskich, wydaje się, że wypracowała własną drogę w wielu aspektach życia. W Australii żyje wbrew pozorom niewiele ludzi, raptem 25 milionów (Polska liczy sobie jakieś 37 milionów), z czego znakomita większość na wybrzeżach wschodnim i południowym. Wnętrze państwa-kontynentu pokrywają nieprzyjazne pustynie lub półpustynie, gdzie ciężko znlaeźć żywą duszę. Większość populacji stanowią potomkowie angielskich, irlandzkich lub szkockich kolonistów, ale można znaleźć również sporo Włochów i Greków. W ostatnim stuleciu coraz więcej ludzi przybywa też z północy – Chin, Indii, Filipin. W Australii żyją też oczywiście jej pierwotni mieszkańcy – Aborygeni, stanowią jednak w tej chwili niewielki odsetek ludności (ok. 2,5%).

Australia - zaiste drugi koniec świata


Wedle słów Jane w Australii obowiązują wszystkie najnowsze standardy opieki medycznej nad ciężarną, matką i niemowlęciem. Czy to państwowa, czy prywatna służba zdrowia, kobieta może oczekiwać fachowego przeprowadzenia przez ciążę, poród i pierwsze tygodnie macierzyństwa. Ba, Jane przeszła serię badań jeszcze przed zajściem w ciążę, aby stwierdzić, czy nie istnieją okoliczności, które mogłyby źle wpłynąć na przebieg ciąży. Później czekały ją regularne spotkania z położną i lekarzem, USG, odpowiednie suplementy zalecane w ciąży (kwas foliowy, jod), unikanie alkoholu, surowego mięsa, serów i ryb. Popularne jest rodzenie siłami natury, ale bez nacisków. Można wybrać poród domowy, szpitalny lub w tzw. „centrum rodzenia”, które dla zasady ogranicza interwencje medyczne do minimum (a więc siłą rzeczy akceptują tylko przypadki pozbawione ryzyka, te dostają wskazanie do porodu w szpitalu, gdzie można przeprowadzić bardziej skomplikowane interwencje). 
Tak zwane "Sea bands" - elastyczne opaski na nadgarstek z plastikowym guziczkiem, które mają chronić przed ciążowymi mdłościami za pomocą uciskania punktu Nei-Kuan. Skuteczność według badań? Na poziomie placebo. Ale przynajmniej nie zaszkodzą ;)

Sama Jane miała tu pewne problemy, bo ze względu na podwyższone ciśnienie poród trzeba było przyspieszyć o dwa tygodnie. Indukcji w szpitalu nie wspomina dobrze. Zwłaszcza, że niespodziewanie pojawiło się krwawienie i ostatecznie i tak wylądowała na sali operacyjnej z nieplanowaną cesarką. Do obsługi szpitala i w ogóle do całości porodu ma jednak stosunek pozytywny. Jej mąż cały czas jej towarzyszył, dodając otuchy, obsługę personelu ocenia jako wspaniałą: fachową, wspierającą, godną zaufania. Charlie urodził się cały i zdrowy. Po przywitaniu się z mamą otrzymał całą przepisową opiekę, badania przesiewowe i szczepienia.

Ze względu na cesarskie cięcie Jane musiała spędzić w szpitalu cały tydzień, ale normalnie po porodzie w Australii można wrócić do domu po 2-3 dniach. Wiele szpitali jest akredytowanych przez Baby Friendly Health Initiative. Obowiązuje w nich 10 kroków udanego karmienia, a nawet jeśli szpital nie ma takiej akredytacji, to i tak często aktywnie wspiera karmienie piersią, bo „breast is best” („pierś jest najlepsza”). I nie jest to tylko sztucznie narzucone hasełko. Jest to przekonanie żywione powszechnie w Australii, przy poszanowaniu faktu, że nie każdy chce lub może karmić piersią. Wskaźniki inicjacji i kontynuacji karmienia w Australii są jednymi z najwyższych wśród krajów rozwiniętych. Porównania ze Stanami Zjednoczonymi pokazują, że chociaż oba kraje mają zbliżoną infrastrukturę i oficjalne procedury szpitalne, to jednak sama atmosfera i osobiste zaangażowanie matki, jej rodziny, pracowników służby zdrowia, lokalnych społeczności, pracodawców, w ogóle całego otoczenia czyni cuda. Jane nie przypomina sobie żadnych poważnych problemów z karmieniem, pomimo faktu, że przeszła ciężki poród zakończony cesarskim cięciem. 

Osoby postronne mogą wyrazić swoje zdanie w kwestii publicznego karmienia, ale nie mają prawa wymagać od matki czegokolwiek. Wbrew prawu jest za to zniechęcanie matek do karmienia piersią przez żłobki lub odmowa podawania odciągniętego mleka. Według przepisów karmić piersią (lub odciągać mleko) można zawsze i wszędzie, w wielu częściach Autralii karmienie znajduje się pod spejcalną ochroną. Choć nie istnieją jednolite przepisy w kwestii powrotu do pracy, dyskryminacja ze względu na karmienie (np. powszechny nakaz pracy na nocnych zmianach) jest zabroniona. Australian Breastfeeding Association prowadzi szkolenia dla pracodawców, jak uczynić swoją firmę bardziej przyjazną matkom. Projekt nosi nazwę „Breastfeeding Friendly Workplace Program” (klik).

Jane miała świetne wsparcie wśród swojej rodziny i przyjaciół. Odzwiedzanie matki i dziecka jeszcze w szpitalu jest typowym zwyczajem w Australii. Po powrocie do domu ojciec wziął dłuższy ulrop, a wszyscy dziadkowie pomagali dostosować się rodzicom do nowej sytuacji i zajmowali się sporo maleństwem. Przyjaciele regularnie wpadali na (szybką) herbatkę, żeby poznać Charliego (ale nie przeszkadzać zanadto swoją obecnością). 

Amolin - najpopularniejszy australijski krem do pupy niemowlęcia

Mały Charlie spał od początku w swoim łóżeczku w pokoju rodziców, choć Jane mówi, że wielu rodziców w Australii praktykuje również wspólne spanie w jednym łóżku z noworodkiem. Zaleca się spowijanie dzieci na samym początku. Charlie był karmiony mlekiem mamy przez pierwsze sześć miesięcy bez potrzeby wspomagania się środkami na laktację. Przetestowali wszekie możliwe pozycje na siedząco i na leżąco. Bardzo mi się spodobało określenie pozycji „na piłkę futbolową”, czyli w wersji polskiej pozycja „spod pachy” (warto przy tym powiedzieć, że Australijczycy mają swoją wersję futbolu. Zasady są podobne do futbolu amerykańskiego, tylko boisko jest dużo większe i... owalne. Klik). Jane odciągała co jakiś czas trochę mleka, żeby mieć zapas na wypadek wyjścia. Narzekała tylko na konieczność wyparzania całego sprzętu za każdym razem. Kolek nie doświadczyli, ale gdyby ich dotknęły Jane w pierwszej kolejności wybrałaby się z tym problemem do lekarza (żadnych medykamentów czy diet na własną rękę!). Uważa, że w takim przypadku powinno się dziecko trzymać jak najczęściej w pionie, żeby się mogło odgazować. Mówi też, że w przypadku wysypki na buzi najczęściej pomaga po prostu śliniak i regularne wycieranie bobasa ze śliny, a na obrzmiałe piersi ciepłe i chłodne kompresy oraz żelowe wkładki chłodzące. Kosmetyki dla dziecka ogranicza się do minimum, żeby nie podrażnić delikatnej skóry dziecka. Na przeziębienia lekarze nie zalecają żadnych leków, lecz inhalacje, a na biegunki mleko mamy i jeszcze trochę mleka mamy, aby uniknąć odwodnienia.

Cześć Jane! Co u Ciebie? A nie, to tylko Nicole...
Po sześciu miesiącach wyłącznego karmienia mlekiem (matki lub modyfikowanym) rozszerza się w Australii dietę. Tradycyjnie zaczynano od płatków ryżowych, ale ostatnimi czasy promuje się raczej papki warzywne i owocowe. Jane wspomniała również o metodzie „bobas lubi wybór”, która zyskuje na popularności. Wśród pierwszych pokarmów, poza oczywistymi oczywistościami typu kawa, herbata i alkohol, nie podawała orzechów, ze względu na ryzyko udławienia. Mały Charlie najbardziej upodobał sobie trzy potrawy, wszystkie w formie puree: dynia, jabłko z gruszką i awokado. Mniam, mniam.

Gdy poznałam Jane i jej rodzinę, Charlie miał roczek. Jane właśnie zaczynała doktorat, a jej mąż nową pracę. Mieli to szczęście, że mogli liczyć na pomoc dziadków. Najpierw jedni, a potem drudzy przyjechali na kilka tygodni do ich nowego mieszkania, by zajmować się maluchem, zanim wszystko się unormuje. Potem maluch poszedł do żłobka (wciąż na piersi). Studiowanie i opieka nad malutkim dzieckiem są wyzwaniem, ale największym wyzwaniem okazała się dla nich praca męża. Dojazdy pożerały mu półtorej godziny dziennie w jedną stronę. Wracał tak późno, że w zasadzie nie miał szans zobaczyć własnego dziecka w ciągu tygodnia. Z tego powodu podjęli decyzję o kolejnej przeprowadzce, bliżej mężowego miejsca pracy, która miała umożliwić rodzinie cieszyć się sobą na co dzień. 

Marzę, aby doświadczenie Jane, mogło stać się udziałem wszystkich kobiet. To, co mogłoby się okazać długotrwałą traumą i źródłem poczucia winy, pozostało jedynie wspomnieniem nieprzyjemnego splotu okoliczności. Karmienie piersią, które dla niektórych jest walką i nieustającą męczarnią, przyszło lekko i bezstresowo. Magia? Szczęście? Bezproblemowe dziecko? Nie. To efekt sprzyjającej karmieniu atmosfery, jaka panuje w środowisku Jane. To pełne wsparcie i przywiązanie męża, zrozumienie wspólnych celów i metod. To oddanie dziadków. To brak szkodliwych mitów, które przynoszą skutki odwrotne do zamierzonych. To empatyczny i dobrze przeszkolony personel służby zdrowia. To pewność, że w razie problemów czy niepowodzenia znajdzie się bezstronną poradę, zamiast oceniania. Każdej kobiecie życzę takiego doświadczenia.




Gdzie szukać wsparcia i informacji w Autralii?



Inne teksty z serii: 
Pocztówka ze Szwecji/Chile 
Pocztówka z Hong-Kongu 
Pocztówka z Malezji

Źródła:
Ruth Newby, Wendy Brodribb, Robert S. Ware, Peter S.W. Davies, "Infant Feeding Knowledge, Attitudes, and Beliefs Predict Antenatal Intention Among First-Time Mothers in Queensland", Breastfeeding Medicine 9/5 (2014), 266-272
Barbara Cameron, Sara Javanparast, Miriam Labbok, Rachel Scheckter, Ellen McIntyre, "Breastfeeding Support in Child Care: An International Comparison of Findings from Australia and the United States", Breastfeeding Medicine 7/3 (2012), 163-167

Pocztówka z Malezji

Znamy się z Aimi od trzech lat. Aimi jest kobietą nowoczesną, pracuje, dba o wygląd, lubi podróżować, ma konto na Insta i na Twitterze, regularnie biega. Aimi ceni również tradycyjne wartości takie jak rodzina, lojalność wobec przyjaciół, gościnność. Mieszkamy po dwóch stronach tego samego korytarza i niemal codziennie widzimy się przed wyjściem z domu. Pozdrawiamy się wtedy z uśmiechem lub kiwamy ze zrozumieniem głowami, widząc  naprzeciwko wybuchy dziecięcej złości. Czasem my im pożyczymy narzędzia, czasem oni nam domkną drzwi, które zablokował kalosz. Czym się różnimy? Dopiero w zeszłym tygodniu po raz pierwszy w życiu zobaczyłam włosy Aimi. Aimi niemal zawsze nosi chustę, bo ona i jej rodzina są muzułmanami.

W przeciętnym rozumieniu muzułmanin równa się Arab. Tymczasem najwięcej muzułmanów mieszka w Azji Południowo-Wschodniej, np. w Indonezji i Bangladeszu (odpowiednio niemal 230 i 150 milionów wyznawców, dla porównania pierwszy kraj arabski na liście - Egipt, jest dopiero piąty i zamieszkuje go mniej niż 90 milionów wyznawców Allaha). Aimi pochodzi z jednego z mniejszych krajów - z Malezji, która liczy sobie 31 milionów mieszkańców, czyli nieco mniej niż Polska. Około 19 milionów obywateli Malezji to muzułmanie.

Dla przypomnienia, Malezja jest tu: 



Kraje Azji Południowej nadają zupełnie inny koloryt islamowi i to dosłownie, wystarczy spojrzeć na badżu kurung - tradycyjny strój Malajów. Chusta nie jest obowiązkowym elementem (obok malajskich muzułmanów w Malezji żyją jeszcze Chińczycy, którzy są głównie wyznawcami buddyzmu i chrześcijaństwa oraz Hindusi, którzy są przeważnie wyznawcami hinduizmu). Chusta jest raczej wyrazem pobożności tak jak u nas medalik lub krzyżyk na szyi. Zawsze mnie fascynowały kroje i wzory muzułmańskich chust i muszę przyznać, że Aimi jest mistrzynią w dobieraniu chusty do stroju. Ma ich co najmniej kilkanaście (wersja malajska nazywa się tudung) i często łączy je z wielkim, czarnym kapeluszem. Innym wyrazem pobożności u Aimi jest regularne czytanie Koranu i rozważanie jego treści (co Koran mówi o karmieniu piersią, sprawdź tutaj: klik).


Badżu kurung - tradycyjny strój malajski (więcej o nim po angielsku tu)


Od 2000 roku malezyjski odpowiednik Ministerstwa Zdrowia otworzył program promocji karmienia piersią. Przyznaje się szpitalom tytuł przyjaznych karmieniu, WHO patronuje lokalnym sieciom wsparcia, ale problemy ze społecznym poparciem wyglądają dokładnie tak samo jak u nas: niekompetentny personel, bogata mitologia, brak edukacji, niechęć wobec publicznego karmienia (klik). Matka Aimi karmiła wszystkie swoje 12 (słownie: dwanaścioro) dzieci butelką, więc Aimi nie mogła za bardzo liczyć na wsparcie z tej strony. 

Aimi ma dwójkę przeuroczych dzieci. Pierwszy poród, jeszcze w Malezji w prywatnym szpitalu poszedł jak po maśle. Córeczka była długo wyczekiwana i całą rodziną cieszyli się z jej przyjścia. Gorzej z karmieniem maleństwa. Podczas pierwszych kilku miesięcy pojawiły się wszystkie klasyczne problemy: złe przystawianie, zmęczenie, niepewność, zastoje, niskie przyrosty i tak dalej. Samozaparcie Aimi sprawiło jednak, że bez wsparcia fachowców wyszła na prostą i po pół roku już nie pamiętała o początkowych problemach. Bardzo jej w tym pomogły grupy matek karmiących na Facebooku i nieustannie wspierający mąż. Pierwsze dziecko karmiła ponad dwa lata i jest z tego dumna.

Pojawienie się w rodzinie drugiego dziecka, już za granicą, było traumatycznym przeżyciem. Zacząć trzeba od tego, że ciąża była nieplanowana. Koran, chociaż nie uznaje płodu za człowieka, nakazuje ochronę życia przez cały czas trwania ciąży. Mimo wyraźnego zachęty, zalecenia świętej Księgi nie pomogły Aimi pogodzić się z nadchodzącymi w ich życiu zmianami. W obcym kraju, bez rodziny i przyjaciół, z kiepskimi finansami i sześcioma miesiącami ciężkich mdłości i wymiotów, zapadła na depresję ciążową. Mąż - jedyna bliska osoba, stawał na rzęsach, aby wesprzeć swoją ukochaną. W każdej chwili po skończonej pracy opiekował się chorą żoną i malutką córeczką, szukał dodatkowych źródeł zarobku, wysłuchiwał z przerażeniem deklaracji samobójczych... Oboje nie mieli pojęcia, co z tego wszystkiego wyniknie. Do tego stopnia nie radzili sobie z sytuacją, że wstydzili się nawet prosić kogokolwiek o pomoc. Swoją własną rodzinę poinformowali o drugiej ciąży dopiero po siedmiu miesiącach. Jedynym światełkiem w tunelu, jakie zobaczyli, to był plakat w przychodni informujący, że 35% kobiet w ciąży doświadcza poważnych spadków nastroju z depresją i myślami samobójczymi włącznie. "Skoro tyle kobiet tego doświadcza, to znaczy, że i my sobie jakoś poradzimy" - stwierdził mąż Aimi i od tej pory trzymał się tej myśli w najgorszych chwilach.

Sam poród również przebiegł zupełnie inaczej niż planowali. Aimi odeszły zielone wody płodowe, ponieważ jeszcze w łonie matki doszło do wydalenia smółki przez dziecko. Lekarze do ostatniej chwili czekali z jakąkolwiek interwencją. Do tego w toku wydarzeń, starszą córkę musieli zostawić z ludźmi, których ledwie znali (chcieli ją mieć przy sobie na sali porodowej, ale lekarze im to wyperswadowali), a Aimi została na ostatnią fazę porodu bez znajomej twarzy przy sobie. Ostatecznie wszystko skończyło się dobrze i synek urodził się zdrowy po dwudziestu godzinach porodu. Wszyscy byli wycieńczeni, ale w końcu poczuli ulgę. Maluch leżał w ramionach Aimi i nic już nie mogło zmienić tego faktu.

Paradoksalnie po tych wszystkich przejściach druga przygoda Aimi z karmieniem piersią poszła jak z płatka. Trwała ponad dwa lata, o wiele łatwiejsza dzięki wcześniejszym doświadczeniom. Tym razem ominęły ją bolesne brodawki i zastoje. Dla własnego komfortu wolała karmić w odosobnieniu, najlepiej w domu. Od zawsze dzieciaki miały bardzo uregulowany tryb jedzenia i spania, więc nie trudno jej było przewidzieć, kiedy trzeba zawinąć się z podwórka z powrotem do mieszkania. Dla wygody cała czwórka śpi w jednym pokoju: wielkie łóżko rodziców pośrodku i łóżeczka dzieci po bokach.

Córka Aimi, która liczy sobie już pięć lat, rośnie na pewną siebie elegantkę, nawet na hulajnodze nie porzuca swojej torebki. Zupełnie jak mama (mama co prawda nie jeździ na hulajnodze, ale z zapałem biega). Dwuletni synek uwielbia filmy dokumentalne o mieszkańcach mórz, zwłaszcza o rekinach. Nosi też czapkę z rekinem, bluzę z rekinem i kapcie z rekinem. Wykapany tata (tata może nie ma kapci z rekinem, za to hoduje pokemony na telefonie). Ulubionym daniem całej rodziny jest nasi lemak, czyli aromatyczny ryż serwowany z ostrym sosem sambal na liściach bananowca. Dla mnie niejadalne ze względu na ostrość potrawy, ale maluchy uwielbiają. Malezyjczycy o maleńkości są przyzwyczajani do ostrego smaku i dla mnie nawet ich najłagodniejsze propozycje stanowią wyzwanie. Smak chilli nie jest jednak jedynym. Cała kuchnia Malajów obfituje w urzekające, intensywne smaki i aromaty: kokos, orzeszki ziemne, sos sojowy, sos rybny, trawa cytrynowa, imbir, pandan, tamaryndowiec, a wszystko owija się w pachnące liście bananowca. Sami spójrzcie i wyobraźcie sobie, że to wszystko mieści się w jednej potrawie:


Po narodzinach syna życie moich sąsiadów nie zmieniło się automatycznie w sielankę. Jak to zwykle w życiu bywa każdemu czasem puszczą nerwy albo dziecko się położy na środku alejki sklepowej i wybuchnie płaczem. Są jednak szczęśliwi. Wiedzą, że mogą na sobie polegać i są w stanie wyjść nawet z najgorszej sytuacji. Mąż Aimi powiedział, że wielokrotnie wątpił, ale ostatecznie uwierzył w powodzenie, i uważa, że dzieci to prawdziwe błogosławieństwo dla rodziców. Aimi wydobyła się z depresji i stała się na powrót energiczną, aktywną kobietą. Wszystkim wątpiącym życzę, aby również znaleźli siłę, by przetrwać trudne chwile w życiu swojej rodziny i na końcu swoich problemów odkryli szczęście.



Karmienie piersią w Malezji:

Tradycyjny strój:

Przepis na nasi lemak: