Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odstawienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odstawienie. Pokaż wszystkie posty

Pocztówka z Finlandii

Moim pierwszym skojarzeniem z Finlandią jest monotonia. Tak! Zdarzyło mi się przejechać Finlandię z północy na południe (jakieś 900km) i najbardziej emocjonującym epizodem tej podróży było Jedno-Stadko-Reniferów. Większość tego kraju to płaski, bezludny, pokryty lasem iglastym placek. Z samymi Finami to jednak zupełnie inna bajka. Finowie są najciekawszymi ludźmi, jakich dane mi było poznać, język fiński uważam za najpiękniejszy ze wszystkich, a fama niesie, że są również najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Jak oni to robią?

Sanna i Otto, o których opowiem, są więc szczęśliwymi rodzcami Tuuli i Pyrego, których imiona znaczą po fińsku Wiatr i Burza Śnieżna. Sami mają imiona pochodzenia szwedzkiego, co jest całkiem typowe. Finlandia znajdowała się pod panowaniem szwedzkim przez długi czas, do dziś pozostaje pod dużym wpływem kultury szwedzkiej i szwedzki jest drugim językiem urzędowym Finlandii. Na pięć i pół miliona mieszkańców Finlandii czterdzieści tysięcy osób deklaruje narodowość szwedzką. Większość z nich mieszka na wybrzeżu i choć nie są największą mniejszością w kraju, cieszą się największą liczbą przywilejów. 

W Finlandii najliczniejsze mniejszości stanowią Rosjanie, Estończycy i Szwedzi. Wielu jest także muzułmańskich przybyszy z Iraku i Somalii, a także przybyszy z Dalekiego Wschodu: Chin, Tajlandii i Wietnamu

Aha, jakby ktoś zapomniał, to Finlandia leży tu: 



Za każdym razem, gdy rozmawiam z Sanną o realiach rodzicielstwa w Finlandii, ogarnia mnie jednocześnie podziw i zazdrość. Finowie, choć zazwyczaj nieśmiali i wycofani przy pierwszym kontakcie, są świetnymi (choć być może nieco ekscentrycznymi) przyjaciółmi. Cenią sobie więzi międzyludzkie i troszczą się o siebie nawzajem. Te cechy objawiają się nie tylko na poziomie indywidualnym, ale także państwowym. Finowie mogą się pochwalić jednym z najlepiej działających państw opiekuńczych na świecie. Mają świetną służbę zdrowia. Ciężarna kobieta znajduje odpowiednią opiekę, szpitale są dobrze wyposażone, personel miły i kompetentny, atmosfera rodzenia fantastyczna. O jakości publicznych szpitali świadczy na przykład fakt, że żona fińskiego premiera rodziła swoje dziecko w takim o właśnie zwykłym rejonowym szpitalu, bez dodatkowych przywilejów, jak wszystkie inne obywatelki Finlandii. I była zadowolona.

Sanna miała do tego szczęście, że jej szwagierka jest doulą, czyli osobą, która przygotowuje ciężąrną fizycznie i psychicznie do porodu, a potem w trakcie rodzenia ją wspiera. Wszystko odbyło się bez znieczuleń, z niewielkim pęknięciem, w towarzystwie najbliższych i przyjaznego personelu. Po porodzie matka i dziecko mają do dyspozycji pokój na wyłączność z dużym, szerokim łóżkiem, w którym można wygodnie ogarniać pierwsze chwile macierzyństwa. Wtedy zaczęła się Sanny przygoda z karmieniem piersią.



Po powrocie do domu rodzina i znajomi wpadają z rotinat, czyli koszem suto napakowanym jedzeniem. Taki praktyczny prezent ma za zadanie odciążyć rodziców i pozwolić im skupić się na opiece nad dzieckiem. Finowie biorą sobie za punkt honoru, aby przynieść rotinat jak najprędzej i żeby potrawy tam zapakowane były najsmaczniejsze pod słońcem. Oprócz najbliższych matkę i dziecko często odwiedza położna, by sprawdzić, czy wszystko w porządku. Poza tym rodzina otrzymuje od państwa coś jeszcze: słynne w świecie fińskie äitiyspakkaus ("macierzyńskie pudełka"), które dostaje każda ciężarna kobieta zarejestrowana w fińskim systemie socjalnym. 

Cóż się kryje w takim pudełku?




Ano wszystko, co się może przydać nowemu człowiekowi i jego świeżo upieczonym rodzicom: zestaw ubranek na każdą pogodę, pieluchy, przybory toaletowe dla dziecka, śliniaki, miseczka i sztućce, krem do pupy, termometr, przytulanka, gryzak, książeczki, pościel, ręczniczek, kocyk, wkładki laktacyjne, podpaski, kondomy... Wszystko praktyczne, estetyczne i wysokiej jakości. Zamiast pudełka można sobie zażyczyć 140 euro, ale kto by tam chciał pieniądze, skoro można mieć pudełko. Przecież to jest takie śliczne, że ojejku!


Zawartość pudełka w 2016 roku

Poza tym sam karton może służyć na początku za miejsce do spania dla dziecka. Wystarczy na dno położyć załączony materacyk.


Finowie wiedzą, że dzieci i kartonowe pudło to najlepsi przyjaciele

Uważam, że äitiyspakkaus to rewelacyjna inicjatywa i dziwię się, że nie jest bardziej powszechna na świecie. Pierwsze äitiyspakkaus wydano w Finlandii już w 1938 roku! A Findlandia nie należała wtedy do klubu najbogatszych państw na ziemi. Najstarsze pudełka, które zawierały pościel, kocyk, pieluchy i płótno na ubranka, mocno przyczyniły się do spadku śmiertelności niemowląt. I dziś śmiertelność niemowląt w Finlandii należy do najniższych na świecie. Przypadek?

Zestaw przedmiotów w pudełku jest gruntownie przemyślany i aktualizowany zgodnie z najświeższymi ustaleniami naukowców, aby promować najkorzystniejsze dla dziecka praktyki rodzicielskie. Warto więc zwrócić uwagę na wielkich nieobecnych. W pudełku brak na przykład: kropelek na kolkę (Sanna zapytana o sposób na kolki zrobiła zdziwioną miną i ze stoickim spokojem stwierdziła: "przeczekać"), zaleceń dietetycznych (#KarmięJemWszystko), smoczka i butelki. Pieluchy jednorazowe zastąpiono wielorazowymi.

Przy takim wieloaspektowym, wielopostaciowym wsparciu pierwsze chwile macierzyństwa mijają błogo. Rodzice mogą się skupić na  swoim dziecku, ufając, że w chwili kryzysu znajdą odpowiednią pomoc. Starsza córka moich przyjaciół Finów odstawiła się sama w wieku niemal trzech lat, gdy Sanna była w drugiej ciąży. Pomimo drobnych uciążliwości (Tuuli miała w zwyczaju kręcić drugim sutkiem podczas karmienia... auć!) dobrze wspomina ten etap w swoim życiu i bez problemu zaczęła karmić małego Pyrego. Gdyby jednak zdecydowała się na karmienie butelką, również znalazłaby potrzebne wsparcie. W ankiecie przeprowadzonej w Findlandii ponad połowa rodziców stwierdziła, że chce, aby ojciec również miał możliwość karmienia niemowlęcia. 

 

Pudełko macierzyńskie urosło do rangi symbolu narodowego. Finowie są z niego bardzo dumni, bo realizuje i wyraża wartości dla nich bardzo drogie. Będzie to przede wszystkim przekonanie, że wszyscy ludzie są równi. Każde dziecko zasługuje więc na to, by mieć takie same szanse na starcie. Pudełko wyraża również poczucie wspólnoty i troski o tę wspólnotę. Finlandia stała się krajem bogatym, ale nie porzuciła etosu egalitaryzmu. Brak tam dużych różnic w zarobkach między wysoko i nisko wykwalifikowanymi zawodami, wszyscy mają dostęp do świetnej służby zdrowia, szkolnictwo fińskie pozostaje niedoścignionym wzorem zarówno pod względem wyników w testach jak i przyjazności uczniom. I to wszystko w kraju, gdzie są tylko lasy i mokradła...



Gdzie szukać pomocy laktacyjnej w Finlandii? 
==> klik!


Inne teksty z serii:

Pocztówka ze Szwecji/Chile
Pocztówka z Hong-Kongu
Pocztówka z Malezji
Pocztówka z Australii





źródła:


Sari Laanterä, Tarja Pölkki, Anette Ekström, and Anna-Maija Pietilä, Breastfeeding attitudes of Finnish parents during pregnancy, BMC Pregnancy and Childbirth, 2010, online: 10.1186/1471-2393-10-79

Co jadł mały Jezusek, gdy był mały?


Święta Bożego Narodzenia to dla znakomitej większości z nas okazja do spotkania przy rodzinnym stole. Dodajmy – przy suto zastawionym stole. Naturalnie taka sytuacja prowokuje do rozmów i rozmyślań o... jedzeniu. W rodzinach, gdzie są małe dzieci, tematem centralnym staje się często, co takie dziecko (a zwłaszcza niemowlę) może lub powinno jeść, a czego nie może, a dyskusje potrafią być naprawdę żywiołowe... Ale czy ktoś się zastanowił bliżej nad głównym bohaterem i sprawcą całego zamieszania? Boże Narodzenie jest wszak celebracją narodzin Jezusa Chrystusa, który jest postacią historyczną, mężczyzną z krwi i kości i który też musiał coś jeść! Co więc takiego jadł mały Jezusek, gdy był jeszcze mały?


Podstawową odpowiedzią na to pytanie jest: mleko mamy! W starożytności karmienie piersią było oczywistą oczywistością i nie ma tu za bardzo miejsca na spory. Aż do dziewiętnastego wieku nie istniała alternatywa mleka kobiecego, którą możnaby bezpiecznie karmić niemowlęta. Chociaż literatura starożytna nie poświęca karmieniu piersią zbyt wiele miejsca, obraz, jaki otrzymujemy, jest raczej spójny. Dzieci karmiono głównie piersią do okolic szóstego miesiąca życia, a samo karmienie kończono w okolicach dwóch (wśród Greków i Rzymian: klik i klik) lub trzech lat (wśród Żydów: klik). Od niedawna, dzięki analizie izotopów pierwiastków zawartych w kościach ludzkich i zwierzęcych, archeologia pozwala nam na potwierdzenie i uzupełnienie tych literackich doniesień. Potrafimy stwierdzić jak indywidualne diety różniły się w zależności od wieku, płci i statusu społecznego.

Boże Narodzenie, Giotto, 1305, Kaplica Scrovegnich w Padwie
Cóż więc podawano niemowlętom w Palestynie za czasów cesarza Augusta? Polskie pastorałki mają dość ugruntowane zdanie w temacie diety Jezusa:


„Tam kukiołki jadałeś, jadałeś z carnuską i miodem,

Tu się tylko zasilać, zasilać musis samym głodem.

Tam pijałeś ceć jakie, ceć jakie słodkie małmazyje,

Tu się Twoja gębusia, gębusia łez gorskich napije.”
„Podobno Dzieciątko, że głodne, płacze,

Dlatego tak z nami nierado skacze,

Więc ja Mu dam kukułeczkę,

I masełka osaleczkę,

Pa, pa, pa, pa.”

I w pewnej mierze mają rację. Jezus jako syn palestyńskiego cieśli nie należał do bogatych. Podobnie jak 90% społeczeństwa, Józef i Maryja nie mogli sobie pozwolić na drogie specjały sprowadzane z odległych zakątków Imperium Rzymskiego takie jak ostrygi z mórz północnych czy mięso słonia afrykańskiego. Musieli bazować na lokalnych produktach. Nie znaczy to jednak, że musieli głodować lub że byli niedożywieni. W odróżnieniu od średniowiecznej Europy, klęska głodu była rzadkim zjawiskiem w starożytności. Starożytna dieta śródziemnomorska była zdrowa, stosunkowo urozmaicona i przyzwoicie zbalansowana. Różnorodność ekosystemów, bogactwo gatunków, harmonijne połączenie rolnictwa, hodowli oraz handlu pozwalały na przeżycie nawet w skrajnie niesprzyjających czasach (typu katastrofalna susza), gdy główne źródła pożywienia zawodziły.

Odpoczynek podczas ucieczki do Egiptu, Orazio Gentileschi, 1626, Kunshistorisches Museum w Wiedniu

Tak więc dla dorosłych podstawą diety były trzy rośliny: jęczmień, winorośl, oliwka. Z jęczmienia, czasem pszenicy, wypiekano pieczywo na zakwasie, które stanowiło podstawę wszystkich niemal posiłków. Winogrona przerabiano na wino, które potem mieszano z wodą do picia. Antyczne wino było z reguły mętne, pełne różnych fuzli i posiadało mniej procentów niż dzisiejsze, ale pijali je w zasadzie wszyscy do każdego posiłku. Dlaczego nie samą wodę? Klimat śródziemnomorski ma to do siebie, że przez pół roku deszcz jest rzadkością. Deszczówka - najbezpieczniejsze źródło wody pitnej jest wtedy niedostępne. Woda przechowywana w upałach lub pobierana ze źródła niosła ze sobą duże ryzyko zatrucia. Niewielkie ilości alkoholu zawarte w winie chroniły do pewnego stopnia przed zepsutą wodą. No i oliwka. Spożywano całe owoce lub tłoczono z nich oliwę. Oliwa miała duże znaczenie jako artykuł „przemysłowy”: paliwo do lamp, kosmetyk, lekarstwo. Była też ważnym źródłem kalorii w diecie zdominowanej przez rośliny.


Niemowlęta i małe dzieci były jednak traktowane nieco inaczej. Pierwsze pokarmy poza mlekiem mamy obejmowały różnego rodzaju zbożowe breje na mleku kozim lub owczym z dodatkiem miodu lub wina. Mleko prawdopodobnie każdy miał swoje, bo w każdym domostwie trzymano jakąś trzódkę. Jednak dużo rzadziej niż dziś przeznaczeniem zwierząt był ubój na mięso. Były na to zbyt cenne. Krowy hodowano dla ich pracy w polu, napędzania młynów i tłoczni, transportu, owce dostarczały wełny, kozy mleka, drób jaj i pierza. Ze względu na klimat większość mleka od razu przerabiano na sery lub jogurty (do tej pory na Bliskim Wschodzie nabiał się jada głównie w postaci przetworzonej). Wyjątkiem były właśnie dzieci, którym podawano świeże mleko. 

Chrystus w domu rodziców, John Millais, 1849-50, Tate Gallery, Londyn
Zwróćcie uwagę na owce w tle!

Z czasem dzieci podłączały się do rodzinnej kuchni. Posiłki były proste, ale pożywne. Do chleba podawano zawsze jakiś dodatek, często warzywny sos lub pastę do maczania, czasem tylko sól lub oliwę. Ważnym elementem diety były bogate w białko rośliny motylkowe: fasola, soczewica, ciecierzyca, bób. Stanowiły często podstawę zup lub samodzielnych potraw takich jak miqpeh – kaszka zbożowa z soczewicą. Zboża z roślinami motylkowymi świetnie się uzupełniają pod kątem dietetycznym. Ich wielką zaletą jest też łatwość przechowywania. Nic dziwnego, że były bardzo popularnym elementem diety i są wymieniane w Biblii wielokrotnie. Warzywa ogrodowe znane w starożytnej Palestynie to przede wszystkim cebula i por, a także sałata, kapusta, seler, ogórki, rzodkiewki, szparagi. Brak tu pomidora, który dziś mocno kojarzy się z kuchnią śródziemnomorską. Nic dziwnego, bo te dwa tysiące lat temu rósł sobie wciąż spokojnie w Amerykach, a do Europy sprowadzono go dopiero po wyprawach Kolumba.

Lens culinaris - soczewica



Innym urozmaiceniem diety były owoce: figi, daktyle, granaty, karob (znany jako chleb świętojański), melony, śliwki. Dojrzewały o różnych porach roku, dostarczając sezonowo dodatkowej dawki węglowodanów i witamin. Suszone figi miały stałe miejsce w każdej spiżarni i nawet pisma rabinistyczne mówią, że obowiązkiem męża jest dostarczyć żonie zapasu fig. 

Ceratonia siliqua, szarańczyn strąkowy znany szerzej jako karob; prawdopodobnie św. Jan Chrzciciel żywił się na pustyni nie tyle szarańczą, ile właśnie szarańczynem 



W okresie rzymskim solone, suszone ryby wkroczyły hurmem do diety wszystkich poddanych cesarza. Nawet w miejscach dość odległych od wybrzeża archeolodzy odnajdują stosy rybich ości. Prawdopodobnie masowość połowów i sposób konserwacji czynił ryby produktem, który był dostępny dla wszystkich warstw społeczeństwa. Popularne były dorada, tuńczyk, makrela, różne gatunki graników i kiełbi. Hitem był również sos z fermentowanych ryb, zwany po łacinie garum, który dodawano do wszystkiego (zupełnie jak obecnie maggi lub sos sojowy). Jak możecie się domyślić, takie suszone solone ryby smakowały zupełnie inaczej niż świeże. Jedzono je raczej na zimno, opłukawszy tylko z soli, lub w formie past rybnych, do których pakowano rybki za małe do indywidualnej sprzedaży. Słone, bardzo „aromatyczne”, ale za to niezłe źródło białka, żelaza i nienasyconych kwasów tłuszczowych. Wśród naukowców trwa obecnie debata z jaką częstotliwością jedzono ryby w głębi Palestyny. Jedno jednak jest pewne – częściej niż przeciętny Polak!


Baseny do fermentacji ryb na garum, antyczna Apollonia, Izrael

No i nie zapominajmy o przyprawach. Flora śródziemnomorska obfituje w intensywne zioła, po które wystarczy sięgnąć ręką za okno. Niektóre są nam świetnie znane jak np. pietruszka, tymianek, bazylia, rozmaryn, oregano, szałwia, gorczyca, czosnek, liść laurowy. Inne są trochę bardziej egzotyczne jak kmin rzymski czy szafran. O jeszcze innych pewnie nikt nie słyszał, jak na przykład o asafetydzie (żywicy z zapaliczki cuchnącej). Był to tańszy zamiennik równie tajemniczego sylphium, które przez swoją popularność wyginęło jeszcze w starożytności. Asafetyda podobno nadaje potrawie bardziej aksamitną konsystencję i ma aromat podobny do cebuli lub pora. Cóż, co kto lubi.

Moneta z Cyreny w Afryce przedstawiająca sylphium. Naukowcy spierają się do dziś co do tożsamości rośliny



Wspomniałam o tym, że zwierząt nie hodowano dla mięsa. Ale mięso jednak czasem spożywano (dlaczego miałoby się zmarnować?). Centralnym momentem żydowskiego święta Paschy jest na przykład spożycie baranka z niekwaszonym chlebem i gorzkimi ziołami. Owce i kozy stanowiły większość spożywanego mięsa wśród średnio sytuowanych, ptactwo typu gołębie, kury, kaczki wśród biedniejszych. Wiadomo, że na na mięso trzymano czasem gazele, jelenie lub nawet świnie. Żydzi są znani z zakazu jedzenia wieprzowiny, ale przy uważnej interpretacji źródeł literackich i archeologicznych okazuje się, że tak naprawdę nie wiemy, w jakim stopniu przestrzegano tego zakazu. W literaturze antycznej Żydów kojarzy się przez unikanie wieprzowiny, ale znajdujemy również wzmianki o Żydach, którzy jej nie skreślają. Wykopaliska w żydowskich osiedlach w Palestynie też odkrywają podejrzanie dużo świńskich kości...


Ofiara całopalna z owcy. W takim wypadku całe ciało zwierzęcia zostaje spalone. Żydzi praktykowali również ofiary krwawe, które stanowiły okazję do spożycia mięsa zarówno przez ofiarnika jak i personel świątynny


Do przygotowywania potraw wystarczało zaledwie kilka sprzętów: piec, nad nim gar lub dwa, dobry nóż i patelnia. Chociaż znane są z archeologii przykłady płaskich talerzy, na które nakładano sobie indywidualnie jedzenie, zazwyczaj jedzono ze wspólnych misek. Wkładano do nich w zależności od posiłku te wszystkie pasty, sosy, surowe i suszone owoce i warzywa, sery czy mięsa. Jedzono palcami lub za pomocą kawałków chleba. Ze sztućców używano tylko łyżki do jedzenia zupy. Znowuż przepisy dotyczące "koszerności" potraw i sposobów ich przygotowania są pełne niejasności. Większość szczegółowych przepisów prawa religijnego powstało nieco później niż czasy Jezusa i nie jest pewne w jakim stopniu były działaniem na pokaz pewnych grup Żydów, a na ile powszechną praktyką. Przy dwóch garnkach i patelni ciężko na przykład wyobrazić sobie całkowite oddzielenie obróbki mięsa i nabiału. 


Święta Rodzina z ptaszkiem, Bartolome Esteban Murillo, ok. 1650, Sewilla
Kiedy myślę sobie o Świętej Rodzinie, która zasiada do posiłku z małym Jezusem, widzę ludzi, którzy żyją prosto, ale szczęśliwie. Może ich dieta była uboższa od naszej, ale w pełni zaspokajała potrzeby ciała, nawet z lekkim naddatkiem. Wspólny posiłek musiał sycić po ciężkim dniu pracy i był okazją do odpoczynku i spędzenia czasu z rodziną. W swoim podejściu do żywienia starożytni Żydzi nie różnili się wcale od swoich sąsiadów pogan. Pełnymi garściami czerpali z tego, co oferował im świat. Jak napisano o Palestynie w Księdze Powtórzonego Prawa 8.7-9:


„Albowiem Pan, Bóg twój, wprowadzi cię do ziemi pięknej, ziemi obfitującej w potoki, źródła i strumienie, które tryskają w dolinie oraz na górze - do ziemi pszenicy, jęczmienia, winorośli, drzewa figowego i granatowego - do ziemi oliwek, oliwy i miodu - do ziemi, gdzie nie odczuwając niedostatku, nasycisz się chlebem, gdzie ci niczego nie zabraknie - do ziemi, której kamienie zawierają żelazo, a z jej gór wydobywa się miedź.”

Dzieci żywiły się z początku tylko mlekiem matki, stopniowo zastępowanym zbożami i mlekiem zwierzęcym. Mogły dostawać nieco więcej smakołyków w rodzaju miodu lub świeżych owoców. Z czasem wchodziły w świat jedzenia dorosłych, by w okolicach trzecich urodzin jeść tak, jak wszyscy domownicy: maczając chleb w tej samej misce co rodzice i popijając wodą z winem. Wspólne posiłki stanowiły specjalny moment w ciągu dnia. Według obyczajów żydowskich każdy posiłek powinno się poprzedzić obmyciem rąk i modlitwą z błogosławieństwem chleba. Wieczerza przed Sabatem obejmowała również błogosławieństwo wina. Chleb i wino, jako ciało i krew Chrystusa, weszły potem na stałe do rytuału i symboliki chrześcijańskiej. Jezus mówił o sobie „Jam jest chleb życia” oraz „Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim” (Ewangelia wg św. Jana 6.48 oraz 6.55-56). Ta metafora poza całą swoją głębią eschatologiczną, stanowi również hołd oddany podstawowym elementom dnia codziennego, które Jezus znał od wczesnego dzieciństwa: wspólny, rodzinny posiłek złożony z prostych, ale solidnych potraw, spożyty w atmosferze relaksu i dziękczynienia.


Warto zadumać się przez chwilę nad świątecznym stołem, czym dla nas jest to całe jedzenie, które przed nami stoi. Jakie potrawy widzimy i dlaczego? Czy różnią się od codziennych? Jaki jest nasz emocjonalny do nich stosunek? Co na to nasi współbiesiadnicy? Jakie wspomnienia się z nimi wiążą? Czym jest dla nas to całe spotkanie i w jakiej atmosferze przebiega? Czy potrafimy cieszyć się prostotą i obecnością bliskich? Jakie wzorce przekazujemy naszym dzieciom podczas tego spotkania? Czy na co dzień mamy czas odpowiednio celebrować posiłki? Mam nadzieję, że bez względu na przekonania religijne czy dietetyczne Święta Bożego Narodzenia miną wszystkim czytelnikom szczęśliwie i radośnie, a treść niniejszego artykuły będzie inspiracją przyjemnych rozmów. Wesołych Świąt!




PS. Jakby ktoś był ciekawy, co matka karmiąca i jej dziecko mogą jeść podczas tradycyjnej polskiej Wigilii zapraszam tu, tu, tu i tu.


Źródła:
David Kraemer, Food, Eating, Meals, w: The Oxford Handbook of Jewish Daily Life in Roman Palestine, ed. Catherine Hezser, 2010, ss. 403-419.
Susan Weingarten, "Food in Roman Palestine: ancient sources and modern research", w: Food & History 5/2 (2007), ss. 41-66.
Tosha Dupras, Henry Schwarcz, Scott Fairgrieve, "Infant Feeding and Weaning Pracices in Roman Egypt, w: American Journal of Physical Anthropology 115 (2001), ss. 204-212.

Czy możliwe jest samoodstawienie od piersi, czyli jak to robią w dżungli

Co to znaczy długo karmić piersią? Czy jest to w ogóle temat do refleksji? Po co komu się nad tym zastanawiać? Czym jest długie karmienie w naszej kulturze, można się dowiedzieć z tekstu psycholożki Agnieszki Stein (klik). Bardzo przypadła mi do gustu definicja "Dłużej niż ja sama / dłużej niż się normalnie widuje", ponieważ bardzo dobrze oddaje istotę naszego myślenia. Zgodnie z tą definicją według niektórych "długie karmienie" zaczyna się już od roku. Tymczasem badania zarówno historyczne, jak i etnograficzne pokazują, że jest to przekonanie raczej nietypowe i że magiczną granicą, gdzie zwykłe karmienie przechodzi w długie, będzie wiek przynajmniej dwóch lat. Ba, w wielu miejscach na ziemi wciąż panuje przekonanie, że normą jest karmienie przynajmniej do trzeciego lub czwartego roku życia. Amerykańska badaczka - Hillary Fouts, poświęciła się obserwacji zwyczajów związanych z odstawianiem od piersi w Centralnej Afryce i wyniki jej badań chciałam zaprezentować, jako niezwykle interesujące i dające do myślenia.

Rodzina Pigmejów przed chatą
fot. Michel Renaudeau



Co czyni badania Hillary Fouts wyjątkowymi? Po pierwsze temat. Kwestie wychowania i żywienia dzieci dopiero od niedawna nabrały znaczenia wśród badaczy i w związku z tym większość twierdzeń dotyczących zwyczajów innych kultur jest wciąż raczej zbiorem impresji i anegdot niż solidną wiedzą. Medyczne aspekty odstawienia od piersi zdążyły już znaleźć miejsce w literaturze przedmiotu (niestety, głównie w odniesieniu do kultury zachodniej), ale aspekty emocjonalne i społeczne pozostawały na marginesie. Drugą sprawą jest metoda. Prowadzenie systematycznych badań empirycznych (to znaczy z obserwacji) daje nareszcie rzetelny obraz tego, jak ludzie mogą się zachowywać, dlaczego tak się zachowują i co z tego dla nich wynika. Poprzednie badania antropologiczne z XIX i ponad połowy XX wieku można w dużej mierze wyrzucić do kosza, ponieważ opierały się na z góry założonych tezach i niezrozumieniu odmienności innych ludzi oraz miejsc, w których żyli. Innymi słowy, opierały się na uprzedzeniach. Dopiero pogłębione, rozciągnięte w czasie obserwacje uzupełnione o wywiady z samymi obserwowanymi pozwalają nam wyobrazić sobie rzeczywistą skalę ludzkich zachowań i stylów życia.

Trzecim wyróżniającym elementem jest obiekt badań: myśliwi-zbieracze oraz rolnicy Bofi. Możnaby powiedzieć, że Bofi to Pigmeje, ale tak naprawdę określenie to zostało im nadane z zewnątrz, jest raczej obraźliwe i  nie uwzględnia dużych różnic kulturowych między różnymi plemionami czy grupami "Pigmejów". Do ich losu wrócę jeszcze później. Pigmeje stanowią obiekt badań etnograficznych od kilkudziesięciu lat, ale dopiero amerykański zespół obrał za cel właśnie Bofi. Z punktu widzenia nauki bardzo interesującą sytuacją jest to, że zarówno myśliwi-zbieracze jak i rolnicy Bofi (obie grupy tak siebie nazywają), żyją na tym samym obszarze, mówią tym samym językiem, pochodzą od tych samych przodków, a to, co ich dzieli, to tryb życia i poczucie wzajemnej odrębności.

Lokalizacja grup mówiących językiem Bofi (mała fioletowa kropka tuż nad zieloną plamą grup Aka)
Taka sytuacja jest wymarzonym laboratorium dla antropologów! W takiej sytuacji wszelkie różnice zaobserwowane między rolnikami a myśliwymi-zbieraczami wymagają innego wyjaśnienia niż środowisko, geny lub narzucony przez kulturę językowy obraz świata. A okazuje się, że różnice są duże.


Korzeń manioku - główne źródło węglowodanów u Bofi
Rolnicy Bofi żyją w całkiem solidnych chatach z błota i gałęzi, które użytkują po kilka lat. Zajmują się uprawą roślin (głównie manioku, ale też orzeszków ziemnych, kawy, kukurydzy i owoców) na wypalonych w lesie równikowym poletkach. Przenoszą się na nowe poletka dopiero, gdy ziemia ulegnie wyjałowieniu. Zorganizowani są z grubsza w struktury klanowe z szefem na czele wioski. Kobiety i dzieci zajmują się uprawą ziemi, czasem zbieractwem, a mężczyźni wszystkim innym (czyli głównie politykowaniem, ale także wypalaniem lasu pod uprawę, wymianą towarów, czasem polowaniem, ochroną pól, naprawami, podróżami do większych miejscowości). W wiosce każdy zna swoje miejsce i obowiązki. Miejsce w hierarchii wyznacza płeć, wiek i majętność.


Antylopa duiker - częsty cel polowań Bofi
Myśliwi-zbieracze Bofi przez dużą część roku także żyją w wioskach na obrzeżach wiosek rolników, ale ich chaty z liści i gałęzi są krócej użytkowane. Często się przenoszą, a czasem większość dorosłych i starszych dzieci idzie do lasu na wiele dni lub tygodni, by polować i zbierać dary natury (liście, korzenie, orzechy, grzyby, miód, owady). W grupach myśliwsko-zbieraczych, co jest charakterystyczne dla niemal wszystkich znanych nam społeczności tego typu na świecie, nie ma hierarchii. O znaczeniu jednostki świadczy jej umiejętność współpracy i osobiste zasługi. Bardziej niż miejsce w hierarchii liczy się dla nich zaufanie do innych ludzi. Właśność jest wspólna, cała żywność jest dzielona między członków grupy po każdej wyprawie do lasu.

Chata Pigmejów Bata z Kamerunu, interesującą i przejmującą relację z Kamerunu można znaleźć u Pawła Krzyka, który jest autorem zdjęcia: klik

Obie społeczności Bofi żyją bardzo blisko siebie w symbiozie. Znają nawzajem swoje przekonania i obyczaje, wymieniają się na potrzebne produkty (np. maniok na mięso i miód z lasu), uczestniczą nawzajem w ważnych wydarzeniach (np. pogrzeb). Takie układy są znane w innych miejscach w Kotlinie Konga, podobna współpraca zachodzi na przykład między myśliwymi-zbieraczami Efe i rolnikami Lese, i może przybierać w praktyce bardzo różne formy.

Różnice między rolnikami i myśliwymi-zbieraczami widać szczególnie wyraźnie w podejściu do dzieci. Badania Fouts i jej współpracowników nad Bofi pokazały, że dzieci myśliwych-zbieraczy nie słyszą nakazów ani zakazów, nie znają kar ani nagród. Rodzice za wszelką cenę starają się uniknąć konfliktów między dziećmi. Wręcz przeciwnie wśród rolników, gdzie kary cielesne i podjudzanie do przemocy między dziećmi jest akceptowalnym elementem wychowania. Informatorzy podkreślają, że konflikty między rówieśnikami uczą radzić sobie w życiu.

Jeśli  chodzi o proces odstawienia dziecka, różnice pojawiają się już na poziomie słownictwa. Dobór słów najpradopodobniej wynika z metod, które wybiera się przy odstawianiu dziecka. Rolnicy Bofi mówią najczęściej zallabili - 'zakrywać pierś', co wskazuje na inicjatywę matki. Gdy dziecko ma gdzieś między półtora roku do dwóch lat, kobieta smaruje sobie sutki czerwonym lakierem do paznokci i owija bandażami, co ma imitować ranę piersi. Rana ma wzbudzać strach u dziecka i sprowokować je, żeby samo 'odmówiło piersi' - kafabili, co jest reakcją pożądaną, bo oszczędza matce płaczu. Dziecko otrzymuje poza tym gotowany ryż, który jest specjalnie kupowany na tę okazję i jest uważany za przysmak, aby nie było głodne i nie marudziło. Staje się też obiektem zastraszania i przedrzeźniania przez innych dorosłych. Cała procedura trwa około tygodnia, aż dziecko pogodzi się ze zmianą  

Wśród myśliwych-zbieraczy słowo kafabili jest jedynym słowem na opisanie odstawienia od piersi i wskazuje na całkowite pozostawienie decyzji po stronie dziecka. Matki nie stosują żadnych technik zachęcania, zastraszania czy zastępowania piersi innymi pokarmami. Po prostu czekają, aż dziecko samo przestanie upominać się o pierś, co zazwyczaj następuje koło trzeciego-czwartego roku życia, jeśli matka zachodzi w kolejną ciążę, lub nieco później (czasem koło szóstego), jeśli procesowi nie towarzyszy ciąża. Nawet jeżeli noszenie i karmienie sporego dziecka sprawia matce kłopot, jej dyskomfort nie prowokuje żadnych uwag w kierunku dziecka.

Ciekawe są wzajemne komentarze obu grup o stosowanych praktykach odstawienia od piersi. Rolnicy mówią, że karmienie po trzy-cztery lata sprawia, że dzieci są słabe i leniwe. Matki muszą je wciąż nosić ze sobą i nie mogą przez to pracować. Myśliwi-zbieracze mówią, że odstawienie na tak wczesnym etapie jak drugi rok życia grozi chorobą dziecka i powoduje niepotrzebne wybuchy płaczu. Te uwagi każą spojrzeć na odmienny tryb życia, jaki wiodą Bofi, i hierarchie wartości, jakimi się kierują. Podczas gdy myśliwi-zbieracze zabierają dzieci do lasu i noszą je tak długo, jak maluchy potrzebują piersi, rolnicy widzą noszenie dzieci dłużej niż przez dwa lata zbędnym ciężarem przy pracy. Jak dużą rolę pełni praca w polu u Bofi rolników świadczy też fakt, że odstawione dzieci zostają w ciągu dnia pod opieką rodzeństwa w wieku pięć do siedmiu lat. Bofi-zbieracze nie wyobrażają sobie czegoś takiego i zawsze dzieci, które jeszcze nie są w stanie pomagać w lesie (czyli w wieku czterech-ośmiu lat), zostają pod opieką dorosłego członka rodziny (ciotki, wujka, babki, dziadka). Taka osoba siłą rzeczy nie może pracować w lesie na rzecz grupy, co w sposób oczywisty zmniejsza potencjalną ilość zdobyczy.

Rodzina Pigmejów z białym odkrywcą

Ostawienie od piersi jest w obu grupą ważną granicą. U jednych mocniej, u drugich słabiej zaznaczoną, ale widoczną dla wszystkich zainteresowanych. W obu przypadkach dziecko wychodzi spod bliskiej opieki matki (w przypadku myśliwych-zbieraczy obojga rodziców) pod opiekę innych członków rodziny. Badania pokazały wyraźnie, że odstawienie w wykonaniu rolników łączy się ze wzmożoną płaczliwością, grymaszeniem, czasem agresją. Proces odstawiania jest postrzegany jako czas szczególny i prowokuje zwiększoną ilość opieki ze strony rodzeństwa i bliskiej rodziny. Gdy tylko ten etap przejściowy się zakończy, ilość opieki ze stronych dorosłych spada i właśnie wtedy opiekunami dwulatków zostają dzieci w wieku lat pięciu-sześciu. Wśród myśliwych-zbieraczy odstawienie nie jest żadnym szczególnym czasem, czy terminem. Nie widać też żadnej różnicy  w zachowaniu dzieci przed i po odstawieniu, pomimo tego, że podobnie jak u rolników, łączy się to ze zmniejszoną ilością opieki ze strony matki na  rzecz innych członków rodziny (dziecko zostaje w wiosce, zamiast iść z rodzicami do lasu). Prawdopodobnie istotnymi czynnikami łagodzącymi są większa dojrzałość emocjonalna dziecka, stopniowanie zmiany, pielęgnowanie bezpiecznych, pozbawionych strachu i agresji relacji.

Co nowego o odstawieniu mówią nam obserwacje Fouts? Po pierwsze to, że odstawienie może być zainicjowane przez dziecko. Wielu badaczy, którzy skupiają się na nowoczesnych społeczeństwach zachodnich, uważa, że odstawienie od piersi zawsze musi się wiązać z konfliktem i musi być zainicjowane przez matkę. Dotychczas zebrane przykłady  entograficzne pokazują  głównie kultury rolnicze lub pasterskie, gdzie odstawienie przebiega nagle, często poprzez przekazanie opieki nad dzieckiem innym krewnym, czyli w zasadzie przez odseparowanie dziecka od matki (streszczeniu stanu badań w artykule Fouts z 2004). Tymczasem przykład myśliwych-zbieraczy Bofi pokazuje, że może to być proces stopniowy i niezauważalny dla obu stron. Problem polega tylko na tym, że na ten etap samoodstawienia trzeba nieco dłużej poczekać niż się powszechnie u nas uważa.

Ciekawy dla antropologii, co pokazały badania Foults, jest fakt, że czas odstawienia nie zależy od dostępności określonego rodzaju pożywienia. Wszyscy Bofi mają dostęp do tych samych pokarmów, rozszerzanie diety nie jest więc uwarunkowane brakiem produktów odpowiednich dla dzieci (lekkostrawnych i gęstych odżywczo). Czas i sposób pożegnania z piersią jest tu więc kwestią przekonań danej grupy oraz indywidualnych wyborów, a nie środowiskowej konieczności. Podnosi to z kolei pytanie o ewolucyjnie zaprogramowany czas rezygnacji z piersi. Skoro możliwe jest bezkonfliktowe odstawienie w tak "późnym" wieku jak trzy-cztery lata, to dlaczego większość społeczności ludzkich tak nie robi? Co to mówi o rozwoju człowieka jako gatunku? 
  

Inną interesującą kwestią jest wpływ karmienia piersią na płodność kobiet. W kulturach preindustrialnych karmienie piersią jest uważane za podstawowy środek antykoncepcyjny (i nie bez przyczyny: klik). W społecznościach rolniczych, gdzie rodzina ma dostarczać przede wszystkim rąk do pracy, istnieje duży nacisk na posiadanie większej liczby potomstwa, co często skutkuje decyzją kobiety o odstawieniu dziecka od piersi, w celu "odstawienia antykoncepcji". Faktycznie u rolników Bofi różnice w wieku między rodzeństwem wynoszą nie więcej niż trzy lata, podczas gdy u myśliwych-zbieraczy raczej cztery-pięć lat. Trzeba tu poczynić uwagę, że na odstępy między ciążami wpływa też, niestety, duża śmiertelność dzieci w obu grupach. Wydawałoby się, że częstsze porody, a więc liczniejsze rodziny, u rolników Bofi będą prowadzić do ich większego rozrostu demograficznego. Tymczasem badania pokazały, że średnia dzietność kobiet pozostaje u obu społeczności na zbliżonym poziomie. Jak to możliwe? Otóż okazuje się, że wśród kobiet rolników dużo częściej obserwuje się problemy z płodnością. Zanotowano więcej kobiet, które miały problemy z zajściem w ciążę, lub wręcz bezdzietnych niż u myśliwych zbieraczy. Zjawisko to wymaga jeszcze wyjaśnienia. Grupa badanych kobiet była zbyt mała, aby wyciągnąć wiarygodne wnioski, ale prawdopodobnie wyjaśnień można szukać w kierunku gotowości organizmu kobiety do kolejnej ciąży oraz różnic w obciążeniu pracą i dostępie do lepszego pożywienia warunkowanym przez płeć. Ponownie wraca też pytanie o ewolucyjne uwarunkowanie zakończenia karmienia piersią. Może gotowość dziecka do pożegnania piersi oraz gotowość matki na nową ciążę naturalnie idą w parze? 

Co w tym wszystkim dla nas pouczającego? Na świecie żyje jeszcze mnóstwo ludzi, których styl życia mocno różni się od naszego. Poznawanie tych stylów życia pomaga nam zrozumieć nas samych i pokazuje nam alternatywne metody postępowania oraz ich konsekwencje. W przypadku Bofi mamy do czynienia z laboratoryjną niemal sytuacją, gdzie badacz może się skupić wyłącznie na różnicach wynikających z kultury danej społeczności. Obserwacje pokazują, że popularne u nas odstawianie dziecka od piersi w ciągu pierwszego roku życia nie jest jedynym rozwiązaniem. Schemat prezentowany przez rolników Bofi nieco bardziej przypomina nasze własne społeczeństwo: odstawienie od piersi inicjowane przez matkę, stres z tym związany, wychowanie oparte na strachu i zawstydzaniu. Społeczność myśliwych-zbieraczy Bofi wygląda przy tym jak opowieść z bajki, gdzie wszyscy szanują siebie i swoje wybory, panuje wzajemne, głębokie zaufanie, gdzie nie ma nakazów, ani zakazów, dzieci same decydują o zaprzestaniu karmienia piersią, a wybuchy histerii nie istnieją. Inspirujący obrazek, prawda?

Tym bardziej żal ściska serce, gdy się wie, jaki los dotyka Pigmejów w całej Afryce. Przez białych uważani niemal za zwierzęta (np. byli wypychani jako eksponaty w muzeach i wystawiani w klatkach obok małp), przez innych czarnych Afrykańczyków dyskryminowani do dzisiaj. W wielu krajach przez wyrąb lasu pod pola i kopalnie są pozbawiani środowiska do życia, są zmuszani do przesiedlania się do miast, gdzie i tak odmawia im się dostępu do edukacji i służby zdrowia. Często pozbawieni są obywatelstwa kraju, w którym ich przodkowie żyli "od zawsze". Bofi i im podobne ludy są skazani na wyginięcie, a razem z nimi wiele pomysłów na życie, które mogłyby się przydać i nam, i wiele pytań o człowieku, które gdzieś nam umknęły.



źródła:

Barry Hewlett, Jason Fancher, Central African Hunter-Gatherer Research Traditions, w:
Vicki Cummings, Peter Jordan, Marek Zvelebil (red.), The Oxford Handbook of the Archaeology and Anthropology of Hunter-Gatherers, 2014, 936-957.

Hillary Fouts, "Social and Emotional Contexts of Weaning among bofi Farmers and Foragers", Ethnology, 43(1), 2004, 65-81.

Hillary Fouts, "Ethnographic Case Study: Bofi Foragers and Farmers; Case Studies on the Determinants of Parenting Behavior and Early Childhood Experiences", in: Formative Experiences: The Interaction of Caregiving, Culture and Developmental Psychobiology, Carol Worthman, Paul Plotsky, Daniel Schechter, Constance Cummings (red), 2010, 170-183. 

Hillary Fouts,  Barry Hewlett, Michael Lamb, "Parent-Offspring Weaning Conflicts among the Bofi Farmers and Foragers of Central Africa", Current Anthropology, 46(1), 2005, 29-50.


Inne fantastyczne powieści o długim karmieniu i rodzicielstwie bliskości w różnych kulturach:

Mongolia: https://verenne.pl/2011/02/24/karmienie-piersia-w-mongolii/ 
!Kung (Namibia, Angola): https://mataja.pl/2016/12/zlote-rady-dawane-rodzicom-moga-szkodzic-bardziej-niz-przypuszczasz/
Hmong (Wietnam): https://www.feminasum.pl/blog/rodzicielstwo-bliskosci-w-plemieniu-hmong/

Zajrzyj na profil FB: https://www.facebook.com/columnalactaria/