A co dzieci mają do powiedzenia na temat karmienia?

Matki, które karmią piersią dłużej niż rok, często spotykają się z ostrą krytyką zarówno w swoim otoczeniu jak i wśród lekarzy. Długie karmienie piersią oskarża się o powodowanie u dziecka problemów ze spaniem i trawieniem, niedoborów, złego przybierania na wadze, opóźnienia w rozwoju, próchnicy oraz zaburzeń seksualnych. A karmienie dłuższe niż dwa lata to już w ogóle zboczenie, perwersja, narzucanie dziecku toksycznej relacji i ucieczka przed współżyciem seksualnym z mężczyznami.

zdjęcie by HelenArt
To wszystko to jest oczywiście bzdura i prędzej matka nabawi się nerwicy od takich komentarzy niż zaszkodzi dziecku karmieniem piersią. Ludzka norma dotycząca długości karmienia wynosi dwa do siedmiu lat i jeżeli obie strony mają ochotę karmić się tak długo, to nie ma w tym nic zdrożnego. Multum badań potwierdza korzyści, a przynajmniej brak negatywów, płynące z takiego karmienia. Za badaniami idą wytyczne dużych organizacji zajmujących się zdrowiem: Światowej Organizacja Zdrowia (WHO), Amerykańskiej Akademii Pediatrii (AAP), czy Europejskiego Towarzystwo Gastrologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci (ESPGHAN).  Medyczne i entograficzne opisy płyną coraz szerszą strugą, odzwierciedlając renesans karmienia piersią w krajach rozwiniętych. Opisuje się zdrowotne korzyści karmienia, techniki utrzymania laktacji, sposoby radzenia sobie w sytuacjach problematycznych, rolę personelu medycznego i najbliższego otoczenia w rozpoczęciu i kontynuacji karmienia, odczucia matek, ojców, przechodniów, komcie na FB, focie na Insta i politykę prezydenta Trumpa...

A czy kiedykolwiek ktoś zapytał dzieci, co o tym wszystkim sądzą? W końcu to o ich dobro chodzi, prawda? Trudno sobie takie badanie wyobrazić w warunkach, gdy większość kobiet kończy karmienie, zanim dziecko w ogóle nauczy się mówić. Mityczni amerykańscy naukowcy mogą mieć tu zwyczajnie problem ze znalezieniem materiału badawczego. W sukurs spieszą nam jednak badacze z drugiego końca świata. W Australii w ramach większego projektu o długim karmieniu piersią Karleen Gribble przeprowadziła badanie i opublikowała jego wyniki pod uroczym tytułem: "'Pyszne jak czekolada' i 'lepsze od lodów': jak małe i nieco starsze dzieci doświadczają karmienia piersią". Podstawą badania była ankieta, w której matki miały między innymi zadać swoim oseskom trzy pytania: dlaczego chcesz, żeby cię karmić? Jak się wtedy czujesz? Jak smakuje mleko? 

W badaniu uczestniczyło 107 matek w wieku od 21 do 45 lat oraz 114 dzieci w wieku od 22 do 96 miesięcy. Ciekawe jest, że 22 matki karmiły w tym czasie dwoje dzieci (w przypadku siedmiu matek oboje miało więcej niż dwa lata), a jedna matka nawet troje! Poza odpowiedziami dzieci, matki dostarczyły badaczom mnóstwo dodatkowego materiału, w którym opisywały swoje pociechy oraz obyczaje i nastrój panujące wokół karmienia w danym domu. Dzieci powyżej dwóch lat okazały się już całkiem elokwentne i prawie wszystkie potrafiły zasygnalizować potrzebę ssania za pomocą słów, np. "Mamusiu, nakarm mnie, proszę" (dziewczynka, trzy lata). Takie większe dzieci potrafią się też doskonale obsłużyć przy "bufecie", podnieść bluzkę, odpiąć stanik i przystawić się do piersi.

Badanie przy okazji pokazało kilka innych interesujących cech długiego karmienia piersią. Na przykład częstotliwość ssania różni się ogromnie między dziećmi, nawet w tym samym wieku. Większość matek deklarowała karmienie na żądanie, ale wiadomo, że w praktyce można tym żądaniem manewrować. Częstotliwość karmień zależy więc od podejścia matki, charakteru malucha, jego aktualnej kondycji, organizacji dnia i wynosi od jednego (lub mniej) do kilkunastu posiedzeń dziennie. Na szczęście dla zniecierpliwionych matek, z wiekiem liczba karmień statystycznie spada... Większość karmień odbywa się podczas wieczornego zasypiania lub tuż po przebudzeniu. Sporo maluchów wcale nie pije mleka w ciągu dnia, ale czasem prosi o pierś, gdy się uderzy, zdenerwuje lub zasmuci. Częstym powodem bywa zmęczenie i zwyczajna potrzeba przytulania. I mówimy tu cały czas o karmieniu z inicjatywy dziecka. Żadnego zmuszania malucha do czegokolwiek. 

A jak wygląda karmienie dwu-, trzy-, czterolatka? Jeżeli sądzicie, że takie duże dziecko powinno już usiedzieć spokojnie na miejscu, to się zdziwicie. Tylko 13% dzieci nie wykonywało żadnych szczególnych czynności podczas karmienia (jak dla mnie jedynym wytłumaczeniem na taki stan rzeczy jest to, że prawdopodobnie ssały na półśpiocha...). Pozostałe robią wszystko: bawią się drugą piersią (z miętoszeniem sutka na czele), przytulają i głaszczą mamę po włosach, po buzi, po plecach, rozmawiają (!), mruczą lub śpiewają, a nawet  bawią się zabawkami lub oglądają telewizję. Małe paluszki nie potrafią leżeć bezczynnie, więc muszą tarmosić łańcuszki, brodawki, ubranie, badać wszystkie znamiona, pieprzyki, blizny, wnętrze maminych ust lub ucha. Niektórym wiercipiętom i tego mało, bo z nadmiaru energii i emocji muszą całym ciałem uprawiać piersiową jogę w trakcie jedzenia lub odpychać się od mamy nogami (nie pytajcie mnie, po co to robią; one tak po prostu robią i co im zrobisz). Mama jednego dwulatka napisała:



"Bawi się drugim sutkiem, objeżdża autkiem pierś, z której pije, dzieli się mlekiem ze swoimi lalkami, czyta książeczki, ogląda tv."
 
No dobra. Tyle matki i statystyki. Ale co DZIECI powiedziały o karmieniu piersią? Jedna trzecia z nich nie potrafiła się jeszcze wysłowić, ale niektóre odpowiadały na przykład w ten sposób:


"Bo ja to kooooooocham. Tam jest mleko i to mleko jest pycha i ja je piję" (dziewczynka, trzy lata i pięć miesięcy)
 "[czuję się] blisko mamusi, mamusia kocha mnie" (dziewczynka, cztery lata)
 "[podczas karmienia] czuję się dobrze, czuję się szczęśliwy" (chłopiec, dwa lata i dziewięć miesięcy)

Dzieci zapytane dlaczego proszą o pierś, powiedziały, że kochają karmienie piersią, lubią karmienie, lubią mleko i smak mleka, chcą tego, uważają, że karmienie jest miłe, kochane, poprawia im humor i pomaga zasnąć. A w ogóle to potrzebują tego, bo są dziećmi,  bo jeszcze nie urosły, bo mleko jest ich, bo przecież stąd się bierze mleko i ponieważ kochają mamusię. Karmienie piersią sprawia, że czują się szczęśliwe i kochane, niektóre troszeczkę zmęczone, a inne pysznie i "ojejku!". Robi im się dobrze, a nawet lepiej, miło, ciepło, przytulnie, czasem sennie. Niektóre zamiast odpowiadać tylko się uśmiechały lub mówiły coś we własnym języku. 

W odpowiedzi na pytanie, jak konkretnie smakuje mleko mamy, dzieci najczęściej odpowiadały po prostu "pysznie" lub "jak mleko", "mamusi mleko".  Określały je jako ciepłe, miłe, ukochane, ulubione, ale też zimne.  Niektóre dzieci porównywały smak mleka mamy do innych napojów: mleka krowiego, maślanki, mlek smakowych lub roślinnych. Wśród odpowiedzi przeważały porównania do słodyczy: czekolady, lizaków, lodów ("lepsze niż lody!"), cukru, dżemu, żelków, ale pojawiały się i porównania do owoców: truskawek (aż kilkukrotnie! czyżby ulubiony owoc wszystkich dzieciaków?), banana, mango, pomarańczy, gruszki, a nawet całej sałatki owocowej. O ile porównanie do słodkich produktów nie dziwi, wszak mleko ludzkie zawiera całkiem sporo cukru, można się było też natknąć na smaki bardziej niespodziewane: masło orzechowe, ser, piwo lub McDonald's (cokolwiek dziecko miało na myśli...). Jedyne negatywy wychodziły z ust dzieci, których mamy przechodziły ostatnio zapalenie piersi. Maluchy mówiły, że mleko smakuje wtedy słono lub wręcz "fuj!".

Jedna z mam zanotowała taki dialog ze swoim dwuipółletnim synkiem:

"Mama: Jaki mleko ma smak? 
Dziecko: Jak ciepłe mleko.
Mama: Napij się, jak teraz smakuje?
Dziecko: Zimne mleko. Smakuje jak pomarańcze.
Mama: Lubisz pomarańcze?
Dziecko: Kocham pomarańcze!"

Większość mam wspominała także, że ich dzieci czasem bez pytania zaczynają mówić o karmieniu piersią, a nawet prowadzą całe dialogi i dzielą się swoimi przemyśleniami. Jeden chłopiec (cztery lata i siedem miesięcy), widząc panią na okładce gazety, stwierdził, że ma "piękne piersi", a na dodatek "od razu na wierzchu gotowe do karmienia". Inna dziewczynka (trzy lata) zapytała mamę, czy może jej jakoś pomóc w robieniu mleka. Dzieci często komentują karmienie niemowląt, zastanawiają się nad tym, czy ich koledzy też ssą mleko, w jaki sposób inne ssaki produkują mleko i karmią swoje młode. Maluchy potrafią dostrzec płaczące dziecko i stwierdzić, że należy je przystawić do piersi, żeby je uspokoić. Temat karmienia piersią przewija się w żartach (np. o karmiącym tacie) i zabawach dziecięcych (karmienie lalek, misiów, samochodzików, budowanie laktatorów z klocków...). Niektóre dzieci wykazywały się sporą wiedzą na temat laktacji i techniki karmienia (np. dwulatka pilnująca, aby lalka w czasie zabawy miała głowę twarzą do piersi, dokładnie na wysokości sutka).

Wypowiedzi dzieci i ich matek świadczą o tym, że karmienie piersią (choć czasem może być trudne lub irytujące dla matki), sprawia obu stronom przyjemność i satysfakcję. Zapewnia dzieciom komfort i poczucie bezpieczeństwa, jest przez nie określane w samych pozytywnych, by nie rzec entuzjastycznych, słowach. Dzieci długo karmione przyswajają sobie szczegółową wiedzę o tej sztuce, którą potem testują podczas zabawy i omawiają w rozmowach. Istnieje duża szansa, że tę wiedzę zachowają na całe życie (najstarsze dziecko, które brało udział w badaniu miało 8 lat). Karmienie piersią jest dla tych dzieci najnormalniejszą normalnością, częścią codzienności, a jednocześnie magiczną chwilą szczęścia, błogości, wyciszenia. Dlaczego ktokolwiek miałby piętnować taką czystą radość i odmawiać im tego, co lubią najbardziej na świecie? 

Źródło: 
Karleen D. Gribble (2009) ‘As good as chocolate’ and ‘better than ice cream’: how toddler, and older, breastfeeders experience breastfeeding, Early Child Development and Care, 179:8, 1067-1082, DOI: 10.1080/03004430701764176

Zajrzyj na profil FB: https://www.facebook.com/columnalactaria/

Post scriptum: O tym, co mówią polskie dzieci długo karmione piersią, można się dowiedzieć tu: http://cnol.kobiety.med.pl/pl/karmie-dlugo/

Pierś po żydowsku, czyli karmienie mlekiem kobiecym w judaizmie

Według judaizmu każda część ciała została stworzona przez Boga w jakimś konkretnym celu. Celem istnienia piersi kobiecej jest wykarmienie dziecka i ortodoksyjni Żydzi biorą to sobie bardzo do serca (patrz: Talmud Babiloński, Berakoth 31b). Mało która społeczność ma takie wyniki w karmieniu piersią, jak oni.

Obecnie na świecie żyje ponad 2 miliony ortodoksyjnych Żydów, z czego 1,5 miliona w Izraelu. Warto tu zauważyć, że bycie obywatelem Izraela lub etnicznym Żydem nie jest równoznaczne z wyznawaniem judaizmu. Spośród 8,8 milionów obywateli Izraela 2,2 miliony to Palestyńczycy, czyli głównie Arabowie wyznający w większości islam (ale także chrześcijaństwo i druzyzm). Izrael jest państwem wyznaniowym, swoje prawo opiera na tradycji judaistycznej i oficjalnie wszyscy są przyporządkowani do jakiejś religii. W praktyce jednak duża część Izraelitów definiuje się jako niepraktykujący ateiści lub agnostycy. Z diasporą żydowską na świecie sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana. Prawdopodobnie poza Izraelem żyje jeszcze raz lub dwa razy tyle Żydów, przy czym konkretne liczby zależą od przyjętych kryteriów. Całość populacji żydowskiej na świecie szacuje się na 10-15 milionów. Ultra-ortodoksi uznają za Żyda wyłącznie osobę urodzoną z Żydówki, ale większość odłamów dopuszcza także konwersję (zmianę wiary) na judaizm. Co ciekawe, Żyd, który porzucił judaizm pozostaje Żydem w oczach ortodoksów, więc jego potomkowie w linii żeńskiej są z automatu uznawani za Żydów i nie muszą przechodzić rytualnej konwersji. Tak więc ten, kto się uznaje za Żyda, wcale nie musi być za takiego uznawany przez innych i ten, kto się za Żyda nie uznaje, może być za takiego zakwalifikowany.



Uff, skomplikowane sprawy...


Fakt, że wielu wyznawców judaizmu uznaje linię żeńską za główną drogę do zostania Żydem, sprawia, że pozycja kobiety w społeczeństwie ortodoksów jest wyjątkowa. Jak w wielu tradycyjnych społecznościach kobieta ma ściśle określony zakres obowiązków i nie powinna się wtrącać w sprawy mężczyzn, ale z drugiej strony, ma również przywileje, których próżno szukać wśród analogicznych społeczności tradycjonalistycznych muzułmanów lub chrześcijan. To kobieta rządzi domem i dogląda dzieci. To kobiety są nośnikiem tradycji i przynależności do grupy. Ciąża i okres laktacji znajdują się pod specjalną opieką. Kobieta ma wręcz unikać obowiązków, jeżeli miałoby na tym ucierpieć zdrowie jej lub dziecka.

Ortodoksyjni Żydzi opierają swoje postępowanie przede wszystkim na hebrajskiej Biblii (w jej skład wchodzi Tora, znana nam jako Pięcioksiąg Mojżesza, Newiim, czyli Proroctwa oraz Ketuwim, czyli Pisma), Talmudzie, czyli zbiorze komentarzy do Tory, oraz na rabinistycznej interpretacji obu powyższych znanej jako Halacha. Pierwsze księgi biblijne powstały być może ponad trzy tysiące lat temu, Halacha jest rozwijana do dziś. Pomimo takiego rozstrzału czasowego tradycja judaistyczna dotycząca karmienia piersią jest wyjątkowo spójna, a przepisy z Talmudu stanowią najbardziej akuratny zbiór zaleceń laktacyjnych, jaki powstał przed XVIII wiekiem.

W odróżnieniu od starożytnych Greków i Rzymian, Żydzi zalecali przystawienie dziecka do piersi od razu po urodzeniu. Żadnego miodu na wydalenie smółki, żadnego koziego mleka czy papek zbożowych, sama pierś do 9-12 miesiąca życia dziecka, a potem karmienie przynajmniej do 24 miesięcy, najlepiej do 36 miesięcy, a niektórzy rabini zalecają nawet dłużej (do 4-5 roku życia). Jeżeli tylko noworodek zaakceptuje pierś matki, ma ona obowiązek karmić go  przynajmniej przez 3 miesiące, a jedyną alternatywą dla mleka matki jest mleko mamki. Mleko kobiece jest uważane za pokarm rytualnie czysty (koszerny). Nie zalicza się go ani do nabiału, ani do mięsa. Zezwala się na odciąganie mleka kobiecego i spożywanie go w dowolnej postaci z dowolnymi dodatkami nawet przez dorosłych.

Na tle chrześcijańskiej myśli europejskiej tradycja rabinistyczna przekazuje wiele precyzyjnych i potwierdzonych medycznie obserwacji na temat laktacji. Rabini nie tylko uważali siarę za pełnoprawne mleko (wbrew Greckim i Rzymskim medykom, którzy byli uznawani za autorytet aż do epoki oświecenia), ale wręcz wiedzieli, że jest niezbywalna dla prawidłowego rozwoju noworodka. Powszechna była wiara w to, że mleko zmienia smak w zależności od spożytego pokarmu. Wiedziano również, że niemowlę jest w stanie rozpoznać swoją matkę po smaku i zapachu jej mleka, nawet jeżeli jest ślepe.

O czystości i świętości mleka ma świadczyć fakt, że kobiece piersi znajdują się tuż przy sercu, które jest siedliskiem binah, czyli 'zrozumienia', która jest również źródłem duszy. Po porodzie kobieta powinna przystawić noworodka najpierw do lewej piersi, tej najbliższej sercu, aby wprost ze źródła binah zaczerpnąć człowieczeństwa. Ma to odróżniać ludzi od zwierząt, których wymiona znajdują się w pobliżu genitaliów i są przez to nieczyste. Pierś kobieca nie jest postrzegana jako obiekt seksualny, w odróżnieniu od genitaliów, więc jej widok nie jest uważany za gorszący. Dziecko, jedząc, nie widzi nagości (ervah) swej matki czy mamki, więc również pozostaje czyste. Kobieta może nawet czytać Torę, mając pierś odsłoniętą do karmienia, a jej mąż może z nią przebywać w tym samym pokoju, odmawiając modlitwę lub studiując Pismo.

Benjamin Shiff, Kolebka miłości

Współcześni praktykujący Żydzi napotykają kilka interesujących problemów jeśli chodzi o spotkanie Halachy i laktacji. Niektórzy ortodoksi wymagają od matki lub mamki, aby żywiły się koszernie. Może to utrudnić procedurę pobierania mleka od dawczyni lub z banku mleka. Inną kwestią jest przestrzeganie Szabatu. Wedle tradycji co tydzień w Szabat nie można wykonywać żadnej pracy, nawet wciskać włącznika od elektrycznego laktatora, więc odciąganie pokarmu nastręcza pewnych trudności. Rabini zalecają w tej sytuacji, aby zawczasu przygotować zapasy mleka, a ściąganie ograniczyć do poczucia ulgi. W Szabat powinno się również unikać stosowania leków czy maści (np. na bolące sutki), o ile nie jest to absolutnie konieczne. 

Z drugiej strony matki karmiące są zwolnione z przestrzegania większości rytualnych postów, z wyjątkiem święta Yom Kippur. W dniu tego święta kobieta powinna absolutnie wstrzymać się od jedzenia i picia, chyba że od tego zależy jej życie lub laktacja. Może nawet leżeć w łóżku cały dzień, jeżeli wysiłek pociągnąłby za sobą konieczność złamania postu. 

Benjamin Shiff, Karmiąc macierzyństwo

Pewnym odstępstwem od zasad szczegółowych jest zasada pikuach nefesz, która mówi, że w przypadku zagrożenia życia inne prawa mogą być złamane (z wyjątkiem zakazu bluźnierstwa i morderstwa). Żydzi uważają, że mleko matki jest niezbędne dla życia dziecka na każdym etapie laktacji, więc wszystko, co zaburza laktację u kobiety, powinno być usunięte z jej drogi. Na przykład: odciąganie mleka w Szabat dla wcześniaka. Innym odpryskiem takiego podejścia jest zalecanie kobietom stosowania antykoncepcji podczas trwania laktacji, aby zapobiec ewentualnej ciąży, która mogłaby pozbawić oseska jego mleka. Również wdowa nie powinna ponownie wychodzić za mąż, dopóki nie skończy karmić piersią swojego dziecka.

Dzisiaj nie wszyscy Żydzi przestrzegają tak ściśle Halachy, jak ortodoksi, ale wciąż większość z nich zachowuje bardzo pozytywny stosunek do małych dzieci i karmienia piersią. Współczesne Żydówki, zarówno te ortodoksyjne jak i nieortodoksyjne, mają do swojej dyspozycji bogatą literaturę w temacie karmienia piersią i potężne wsparcie ze strony wspólnoty religijnej. Badania na Żydówkach z Izraela i Stanów Zjednoczonych pokazały, że praktykowanie judaizmu sprzyja łatwiejszemu i dłuższemu karmieniu piersią bez względu na zamożność, wykształcenie czy stan zdrowia matki. Badania historyczne dotyczące Żydów w średniowiecznej Iberii lub nowożytnej Wielkiej Brytanii pokazują, że żydowskie dzieci, między innymi dzięki dłuższemu karmieniu piersią, miały większe szanse na przeżycie niż ich muzułmańscy czy chrześcijańscy sąsiedzi. 

Elena Flerova, Dziadkowie
Na przykładzie judaizmu bardzo wyraźnie widać, że sukces laktacyjny kobiety w dużej mierze zależy od ogólnej atmosfery panującej wokół karmienia. Wśród Żydów panuje szereg przekonań, które sprawiają, że karmienie piersią jest mile widziane i pożądane: zrównanie wartości życia dziecka z wartością życia dorosłego, mleko matki konieczne dla zdrowia i przeżycia dziecka nawet po rozszerzeniu diety, wykarmienie potomstwa sensem istnienia piersi, brak seksualizacji piersi. Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko brać przykład.


źródła:
Tehilla Abramov, "Straight from the Heart", 1990.
Arthur Eidelman, "The Talmud and Human Lactation: The Cultural Basis for Increased Frequency and Duration of Breastfeeding Among Orthodox Jewish Women", Breastfeeding Medicine, 1(1), 2006, 36-40.
Moshe Yair Kassierer, Deborah O'Connor, Eva Rutherford, Asaph Rolnitzky, Sharon Unger, "Implications for Observant Jewish Families in the Provision of Mother's Own and Donor Milk for Their Very Low Birth Weight Infant", Journal of Human Lactation, 30(4), 2014, 402-404
Rachel Leibold, "Nursing in public isn't just convenient - it's a holy act", The Jewish News Weekly of Northern California", 115(3), 2011, 1.
Ilana Chertok, Deena Zimmerman, "Contraceptive considerations for breastfeeding women within Jewish law",  International Breastfeeding Journal, 2, 2007, 1.

Podobne posty:
O karmieniu w buddyzmie
O karmieniu w islamie

Pocztówka z Malezji

Znamy się z Aimi od trzech lat. Aimi jest kobietą nowoczesną, pracuje, dba o wygląd, lubi podróżować, ma konto na Insta i na Twitterze, regularnie biega. Aimi ceni również tradycyjne wartości takie jak rodzina, lojalność wobec przyjaciół, gościnność. Mieszkamy po dwóch stronach tego samego korytarza i niemal codziennie widzimy się przed wyjściem z domu. Pozdrawiamy się wtedy z uśmiechem lub kiwamy ze zrozumieniem głowami, widząc  naprzeciwko wybuchy dziecięcej złości. Czasem my im pożyczymy narzędzia, czasem oni nam domkną drzwi, które zablokował kalosz. Czym się różnimy? Dopiero w zeszłym tygodniu po raz pierwszy w życiu zobaczyłam włosy Aimi. Aimi niemal zawsze nosi chustę, bo ona i jej rodzina są muzułmanami.

W przeciętnym rozumieniu muzułmanin równa się Arab. Tymczasem najwięcej muzułmanów mieszka w Azji Południowo-Wschodniej, np. w Indonezji i Bangladeszu (odpowiednio niemal 230 i 150 milionów wyznawców, dla porównania pierwszy kraj arabski na liście - Egipt, jest dopiero piąty i zamieszkuje go mniej niż 90 milionów wyznawców Allaha). Aimi pochodzi z jednego z mniejszych krajów - z Malezji, która liczy sobie 31 milionów mieszkańców, czyli nieco mniej niż Polska. Około 19 milionów obywateli Malezji to muzułmanie.

Dla przypomnienia, Malezja jest tu: 



Kraje Azji Południowej nadają zupełnie inny koloryt islamowi i to dosłownie, wystarczy spojrzeć na badżu kurung - tradycyjny strój Malajów. Chusta nie jest obowiązkowym elementem (obok malajskich muzułmanów w Malezji żyją jeszcze Chińczycy, którzy są głównie wyznawcami buddyzmu i chrześcijaństwa oraz Hindusi, którzy są przeważnie wyznawcami hinduizmu). Chusta jest raczej wyrazem pobożności tak jak u nas medalik lub krzyżyk na szyi. Zawsze mnie fascynowały kroje i wzory muzułmańskich chust i muszę przyznać, że Aimi jest mistrzynią w dobieraniu chusty do stroju. Ma ich co najmniej kilkanaście (wersja malajska nazywa się tudung) i często łączy je z wielkim, czarnym kapeluszem. Innym wyrazem pobożności u Aimi jest regularne czytanie Koranu i rozważanie jego treści (co Koran mówi o karmieniu piersią, sprawdź tutaj: klik).


Badżu kurung - tradycyjny strój malajski (więcej o nim po angielsku tu)


Od 2000 roku malezyjski odpowiednik Ministerstwa Zdrowia otworzył program promocji karmienia piersią. Przyznaje się szpitalom tytuł przyjaznych karmieniu, WHO patronuje lokalnym sieciom wsparcia, ale problemy ze społecznym poparciem wyglądają dokładnie tak samo jak u nas: niekompetentny personel, bogata mitologia, brak edukacji, niechęć wobec publicznego karmienia (klik). Matka Aimi karmiła wszystkie swoje 12 (słownie: dwanaścioro) dzieci butelką, więc Aimi nie mogła za bardzo liczyć na wsparcie z tej strony. 

Aimi ma dwójkę przeuroczych dzieci. Pierwszy poród, jeszcze w Malezji w prywatnym szpitalu poszedł jak po maśle. Córeczka była długo wyczekiwana i całą rodziną cieszyli się z jej przyjścia. Gorzej z karmieniem maleństwa. Podczas pierwszych kilku miesięcy pojawiły się wszystkie klasyczne problemy: złe przystawianie, zmęczenie, niepewność, zastoje, niskie przyrosty i tak dalej. Samozaparcie Aimi sprawiło jednak, że bez wsparcia fachowców wyszła na prostą i po pół roku już nie pamiętała o początkowych problemach. Bardzo jej w tym pomogły grupy matek karmiących na Facebooku i nieustannie wspierający mąż. Pierwsze dziecko karmiła ponad dwa lata i jest z tego dumna.

Pojawienie się w rodzinie drugiego dziecka, już za granicą, było traumatycznym przeżyciem. Zacząć trzeba od tego, że ciąża była nieplanowana. Koran, chociaż nie uznaje płodu za człowieka, nakazuje ochronę życia przez cały czas trwania ciąży. Mimo wyraźnego zachęty, zalecenia świętej Księgi nie pomogły Aimi pogodzić się z nadchodzącymi w ich życiu zmianami. W obcym kraju, bez rodziny i przyjaciół, z kiepskimi finansami i sześcioma miesiącami ciężkich mdłości i wymiotów, zapadła na depresję ciążową. Mąż - jedyna bliska osoba, stawał na rzęsach, aby wesprzeć swoją ukochaną. W każdej chwili po skończonej pracy opiekował się chorą żoną i malutką córeczką, szukał dodatkowych źródeł zarobku, wysłuchiwał z przerażeniem deklaracji samobójczych... Oboje nie mieli pojęcia, co z tego wszystkiego wyniknie. Do tego stopnia nie radzili sobie z sytuacją, że wstydzili się nawet prosić kogokolwiek o pomoc. Swoją własną rodzinę poinformowali o drugiej ciąży dopiero po siedmiu miesiącach. Jedynym światełkiem w tunelu, jakie zobaczyli, to był plakat w przychodni informujący, że 35% kobiet w ciąży doświadcza poważnych spadków nastroju z depresją i myślami samobójczymi włącznie. "Skoro tyle kobiet tego doświadcza, to znaczy, że i my sobie jakoś poradzimy" - stwierdził mąż Aimi i od tej pory trzymał się tej myśli w najgorszych chwilach.

Sam poród również przebiegł zupełnie inaczej niż planowali. Aimi odeszły zielone wody płodowe, ponieważ jeszcze w łonie matki doszło do wydalenia smółki przez dziecko. Lekarze do ostatniej chwili czekali z jakąkolwiek interwencją. Do tego w toku wydarzeń, starszą córkę musieli zostawić z ludźmi, których ledwie znali (chcieli ją mieć przy sobie na sali porodowej, ale lekarze im to wyperswadowali), a Aimi została na ostatnią fazę porodu bez znajomej twarzy przy sobie. Ostatecznie wszystko skończyło się dobrze i synek urodził się zdrowy po dwudziestu godzinach porodu. Wszyscy byli wycieńczeni, ale w końcu poczuli ulgę. Maluch leżał w ramionach Aimi i nic już nie mogło zmienić tego faktu.

Paradoksalnie po tych wszystkich przejściach druga przygoda Aimi z karmieniem piersią poszła jak z płatka. Trwała ponad dwa lata, o wiele łatwiejsza dzięki wcześniejszym doświadczeniom. Tym razem ominęły ją bolesne brodawki i zastoje. Dla własnego komfortu wolała karmić w odosobnieniu, najlepiej w domu. Od zawsze dzieciaki miały bardzo uregulowany tryb jedzenia i spania, więc nie trudno jej było przewidzieć, kiedy trzeba zawinąć się z podwórka z powrotem do mieszkania. Dla wygody cała czwórka śpi w jednym pokoju: wielkie łóżko rodziców pośrodku i łóżeczka dzieci po bokach.

Córka Aimi, która liczy sobie już pięć lat, rośnie na pewną siebie elegantkę, nawet na hulajnodze nie porzuca swojej torebki. Zupełnie jak mama (mama co prawda nie jeździ na hulajnodze, ale z zapałem biega). Dwuletni synek uwielbia filmy dokumentalne o mieszkańcach mórz, zwłaszcza o rekinach. Nosi też czapkę z rekinem, bluzę z rekinem i kapcie z rekinem. Wykapany tata (tata może nie ma kapci z rekinem, za to hoduje pokemony na telefonie). Ulubionym daniem całej rodziny jest nasi lemak, czyli aromatyczny ryż serwowany z ostrym sosem sambal na liściach bananowca. Dla mnie niejadalne ze względu na ostrość potrawy, ale maluchy uwielbiają. Malezyjczycy o maleńkości są przyzwyczajani do ostrego smaku i dla mnie nawet ich najłagodniejsze propozycje stanowią wyzwanie. Smak chilli nie jest jednak jedynym. Cała kuchnia Malajów obfituje w urzekające, intensywne smaki i aromaty: kokos, orzeszki ziemne, sos sojowy, sos rybny, trawa cytrynowa, imbir, pandan, tamaryndowiec, a wszystko owija się w pachnące liście bananowca. Sami spójrzcie i wyobraźcie sobie, że to wszystko mieści się w jednej potrawie:


Po narodzinach syna życie moich sąsiadów nie zmieniło się automatycznie w sielankę. Jak to zwykle w życiu bywa każdemu czasem puszczą nerwy albo dziecko się położy na środku alejki sklepowej i wybuchnie płaczem. Są jednak szczęśliwi. Wiedzą, że mogą na sobie polegać i są w stanie wyjść nawet z najgorszej sytuacji. Mąż Aimi powiedział, że wielokrotnie wątpił, ale ostatecznie uwierzył w powodzenie, i uważa, że dzieci to prawdziwe błogosławieństwo dla rodziców. Aimi wydobyła się z depresji i stała się na powrót energiczną, aktywną kobietą. Wszystkim wątpiącym życzę, aby również znaleźli siłę, by przetrwać trudne chwile w życiu swojej rodziny i na końcu swoich problemów odkryli szczęście.



Karmienie piersią w Malezji:

Tradycyjny strój:

Przepis na nasi lemak:

Czy możliwe jest samoodstawienie od piersi, czyli jak to robią w dżungli

Co to znaczy długo karmić piersią? Czy jest to w ogóle temat do refleksji? Po co komu się nad tym zastanawiać? Czym jest długie karmienie w naszej kulturze, można się dowiedzieć z tekstu psycholożki Agnieszki Stein (klik). Bardzo przypadła mi do gustu definicja "Dłużej niż ja sama / dłużej niż się normalnie widuje", ponieważ bardzo dobrze oddaje istotę naszego myślenia. Zgodnie z tą definicją według niektórych "długie karmienie" zaczyna się już od roku. Tymczasem badania zarówno historyczne, jak i etnograficzne pokazują, że jest to przekonanie raczej nietypowe i że magiczną granicą, gdzie zwykłe karmienie przechodzi w długie, będzie wiek przynajmniej dwóch lat. Ba, w wielu miejscach na ziemi wciąż panuje przekonanie, że normą jest karmienie przynajmniej do trzeciego lub czwartego roku życia. Amerykańska badaczka - Hillary Fouts, poświęciła się obserwacji zwyczajów związanych z odstawianiem od piersi w Centralnej Afryce i wyniki jej badań chciałam zaprezentować, jako niezwykle interesujące i dające do myślenia.

Rodzina Pigmejów przed chatą
fot. Michel Renaudeau



Co czyni badania Hillary Fouts wyjątkowymi? Po pierwsze temat. Kwestie wychowania i żywienia dzieci dopiero od niedawna nabrały znaczenia wśród badaczy i w związku z tym większość twierdzeń dotyczących zwyczajów innych kultur jest wciąż raczej zbiorem impresji i anegdot niż solidną wiedzą. Medyczne aspekty odstawienia od piersi zdążyły już znaleźć miejsce w literaturze przedmiotu (niestety, głównie w odniesieniu do kultury zachodniej), ale aspekty emocjonalne i społeczne pozostawały na marginesie. Drugą sprawą jest metoda. Prowadzenie systematycznych badań empirycznych (to znaczy z obserwacji) daje nareszcie rzetelny obraz tego, jak ludzie mogą się zachowywać, dlaczego tak się zachowują i co z tego dla nich wynika. Poprzednie badania antropologiczne z XIX i ponad połowy XX wieku można w dużej mierze wyrzucić do kosza, ponieważ opierały się na z góry założonych tezach i niezrozumieniu odmienności innych ludzi oraz miejsc, w których żyli. Innymi słowy, opierały się na uprzedzeniach. Dopiero pogłębione, rozciągnięte w czasie obserwacje uzupełnione o wywiady z samymi obserwowanymi pozwalają nam wyobrazić sobie rzeczywistą skalę ludzkich zachowań i stylów życia.

Trzecim wyróżniającym elementem jest obiekt badań: myśliwi-zbieracze oraz rolnicy Bofi. Możnaby powiedzieć, że Bofi to Pigmeje, ale tak naprawdę określenie to zostało im nadane z zewnątrz, jest raczej obraźliwe i  nie uwzględnia dużych różnic kulturowych między różnymi plemionami czy grupami "Pigmejów". Do ich losu wrócę jeszcze później. Pigmeje stanowią obiekt badań etnograficznych od kilkudziesięciu lat, ale dopiero amerykański zespół obrał za cel właśnie Bofi. Z punktu widzenia nauki bardzo interesującą sytuacją jest to, że zarówno myśliwi-zbieracze jak i rolnicy Bofi (obie grupy tak siebie nazywają), żyją na tym samym obszarze, mówią tym samym językiem, pochodzą od tych samych przodków, a to, co ich dzieli, to tryb życia i poczucie wzajemnej odrębności.

Lokalizacja grup mówiących językiem Bofi (mała fioletowa kropka tuż nad zieloną plamą grup Aka)
Taka sytuacja jest wymarzonym laboratorium dla antropologów! W takiej sytuacji wszelkie różnice zaobserwowane między rolnikami a myśliwymi-zbieraczami wymagają innego wyjaśnienia niż środowisko, geny lub narzucony przez kulturę językowy obraz świata. A okazuje się, że różnice są duże.


Korzeń manioku - główne źródło węglowodanów u Bofi
Rolnicy Bofi żyją w całkiem solidnych chatach z błota i gałęzi, które użytkują po kilka lat. Zajmują się uprawą roślin (głównie manioku, ale też orzeszków ziemnych, kawy, kukurydzy i owoców) na wypalonych w lesie równikowym poletkach. Przenoszą się na nowe poletka dopiero, gdy ziemia ulegnie wyjałowieniu. Zorganizowani są z grubsza w struktury klanowe z szefem na czele wioski. Kobiety i dzieci zajmują się uprawą ziemi, czasem zbieractwem, a mężczyźni wszystkim innym (czyli głównie politykowaniem, ale także wypalaniem lasu pod uprawę, wymianą towarów, czasem polowaniem, ochroną pól, naprawami, podróżami do większych miejscowości). W wiosce każdy zna swoje miejsce i obowiązki. Miejsce w hierarchii wyznacza płeć, wiek i majętność.


Antylopa duiker - częsty cel polowań Bofi
Myśliwi-zbieracze Bofi przez dużą część roku także żyją w wioskach na obrzeżach wiosek rolników, ale ich chaty z liści i gałęzi są krócej użytkowane. Często się przenoszą, a czasem większość dorosłych i starszych dzieci idzie do lasu na wiele dni lub tygodni, by polować i zbierać dary natury (liście, korzenie, orzechy, grzyby, miód, owady). W grupach myśliwsko-zbieraczych, co jest charakterystyczne dla niemal wszystkich znanych nam społeczności tego typu na świecie, nie ma hierarchii. O znaczeniu jednostki świadczy jej umiejętność współpracy i osobiste zasługi. Bardziej niż miejsce w hierarchii liczy się dla nich zaufanie do innych ludzi. Właśność jest wspólna, cała żywność jest dzielona między członków grupy po każdej wyprawie do lasu.

Chata Pigmejów Bata z Kamerunu, interesującą i przejmującą relację z Kamerunu można znaleźć u Pawła Krzyka, który jest autorem zdjęcia: klik

Obie społeczności Bofi żyją bardzo blisko siebie w symbiozie. Znają nawzajem swoje przekonania i obyczaje, wymieniają się na potrzebne produkty (np. maniok na mięso i miód z lasu), uczestniczą nawzajem w ważnych wydarzeniach (np. pogrzeb). Takie układy są znane w innych miejscach w Kotlinie Konga, podobna współpraca zachodzi na przykład między myśliwymi-zbieraczami Efe i rolnikami Lese, i może przybierać w praktyce bardzo różne formy.

Różnice między rolnikami i myśliwymi-zbieraczami widać szczególnie wyraźnie w podejściu do dzieci. Badania Fouts i jej współpracowników nad Bofi pokazały, że dzieci myśliwych-zbieraczy nie słyszą nakazów ani zakazów, nie znają kar ani nagród. Rodzice za wszelką cenę starają się uniknąć konfliktów między dziećmi. Wręcz przeciwnie wśród rolników, gdzie kary cielesne i podjudzanie do przemocy między dziećmi jest akceptowalnym elementem wychowania. Informatorzy podkreślają, że konflikty między rówieśnikami uczą radzić sobie w życiu.

Jeśli  chodzi o proces odstawienia dziecka, różnice pojawiają się już na poziomie słownictwa. Dobór słów najpradopodobniej wynika z metod, które wybiera się przy odstawianiu dziecka. Rolnicy Bofi mówią najczęściej zallabili - 'zakrywać pierś', co wskazuje na inicjatywę matki. Gdy dziecko ma gdzieś między półtora roku do dwóch lat, kobieta smaruje sobie sutki czerwonym lakierem do paznokci i owija bandażami, co ma imitować ranę piersi. Rana ma wzbudzać strach u dziecka i sprowokować je, żeby samo 'odmówiło piersi' - kafabili, co jest reakcją pożądaną, bo oszczędza matce płaczu. Dziecko otrzymuje poza tym gotowany ryż, który jest specjalnie kupowany na tę okazję i jest uważany za przysmak, aby nie było głodne i nie marudziło. Staje się też obiektem zastraszania i przedrzeźniania przez innych dorosłych. Cała procedura trwa około tygodnia, aż dziecko pogodzi się ze zmianą  

Wśród myśliwych-zbieraczy słowo kafabili jest jedynym słowem na opisanie odstawienia od piersi i wskazuje na całkowite pozostawienie decyzji po stronie dziecka. Matki nie stosują żadnych technik zachęcania, zastraszania czy zastępowania piersi innymi pokarmami. Po prostu czekają, aż dziecko samo przestanie upominać się o pierś, co zazwyczaj następuje koło trzeciego-czwartego roku życia, jeśli matka zachodzi w kolejną ciążę, lub nieco później (czasem koło szóstego), jeśli procesowi nie towarzyszy ciąża. Nawet jeżeli noszenie i karmienie sporego dziecka sprawia matce kłopot, jej dyskomfort nie prowokuje żadnych uwag w kierunku dziecka.

Ciekawe są wzajemne komentarze obu grup o stosowanych praktykach odstawienia od piersi. Rolnicy mówią, że karmienie po trzy-cztery lata sprawia, że dzieci są słabe i leniwe. Matki muszą je wciąż nosić ze sobą i nie mogą przez to pracować. Myśliwi-zbieracze mówią, że odstawienie na tak wczesnym etapie jak drugi rok życia grozi chorobą dziecka i powoduje niepotrzebne wybuchy płaczu. Te uwagi każą spojrzeć na odmienny tryb życia, jaki wiodą Bofi, i hierarchie wartości, jakimi się kierują. Podczas gdy myśliwi-zbieracze zabierają dzieci do lasu i noszą je tak długo, jak maluchy potrzebują piersi, rolnicy widzą noszenie dzieci dłużej niż przez dwa lata zbędnym ciężarem przy pracy. Jak dużą rolę pełni praca w polu u Bofi rolników świadczy też fakt, że odstawione dzieci zostają w ciągu dnia pod opieką rodzeństwa w wieku pięć do siedmiu lat. Bofi-zbieracze nie wyobrażają sobie czegoś takiego i zawsze dzieci, które jeszcze nie są w stanie pomagać w lesie (czyli w wieku czterech-ośmiu lat), zostają pod opieką dorosłego członka rodziny (ciotki, wujka, babki, dziadka). Taka osoba siłą rzeczy nie może pracować w lesie na rzecz grupy, co w sposób oczywisty zmniejsza potencjalną ilość zdobyczy.

Rodzina Pigmejów z białym odkrywcą

Ostawienie od piersi jest w obu grupą ważną granicą. U jednych mocniej, u drugich słabiej zaznaczoną, ale widoczną dla wszystkich zainteresowanych. W obu przypadkach dziecko wychodzi spod bliskiej opieki matki (w przypadku myśliwych-zbieraczy obojga rodziców) pod opiekę innych członków rodziny. Badania pokazały wyraźnie, że odstawienie w wykonaniu rolników łączy się ze wzmożoną płaczliwością, grymaszeniem, czasem agresją. Proces odstawiania jest postrzegany jako czas szczególny i prowokuje zwiększoną ilość opieki ze strony rodzeństwa i bliskiej rodziny. Gdy tylko ten etap przejściowy się zakończy, ilość opieki ze stronych dorosłych spada i właśnie wtedy opiekunami dwulatków zostają dzieci w wieku lat pięciu-sześciu. Wśród myśliwych-zbieraczy odstawienie nie jest żadnym szczególnym czasem, czy terminem. Nie widać też żadnej różnicy  w zachowaniu dzieci przed i po odstawieniu, pomimo tego, że podobnie jak u rolników, łączy się to ze zmniejszoną ilością opieki ze strony matki na  rzecz innych członków rodziny (dziecko zostaje w wiosce, zamiast iść z rodzicami do lasu). Prawdopodobnie istotnymi czynnikami łagodzącymi są większa dojrzałość emocjonalna dziecka, stopniowanie zmiany, pielęgnowanie bezpiecznych, pozbawionych strachu i agresji relacji.

Co nowego o odstawieniu mówią nam obserwacje Fouts? Po pierwsze to, że odstawienie może być zainicjowane przez dziecko. Wielu badaczy, którzy skupiają się na nowoczesnych społeczeństwach zachodnich, uważa, że odstawienie od piersi zawsze musi się wiązać z konfliktem i musi być zainicjowane przez matkę. Dotychczas zebrane przykłady  entograficzne pokazują  głównie kultury rolnicze lub pasterskie, gdzie odstawienie przebiega nagle, często poprzez przekazanie opieki nad dzieckiem innym krewnym, czyli w zasadzie przez odseparowanie dziecka od matki (streszczeniu stanu badań w artykule Fouts z 2004). Tymczasem przykład myśliwych-zbieraczy Bofi pokazuje, że może to być proces stopniowy i niezauważalny dla obu stron. Problem polega tylko na tym, że na ten etap samoodstawienia trzeba nieco dłużej poczekać niż się powszechnie u nas uważa.

Ciekawy dla antropologii, co pokazały badania Foults, jest fakt, że czas odstawienia nie zależy od dostępności określonego rodzaju pożywienia. Wszyscy Bofi mają dostęp do tych samych pokarmów, rozszerzanie diety nie jest więc uwarunkowane brakiem produktów odpowiednich dla dzieci (lekkostrawnych i gęstych odżywczo). Czas i sposób pożegnania z piersią jest tu więc kwestią przekonań danej grupy oraz indywidualnych wyborów, a nie środowiskowej konieczności. Podnosi to z kolei pytanie o ewolucyjnie zaprogramowany czas rezygnacji z piersi. Skoro możliwe jest bezkonfliktowe odstawienie w tak "późnym" wieku jak trzy-cztery lata, to dlaczego większość społeczności ludzkich tak nie robi? Co to mówi o rozwoju człowieka jako gatunku? 
  

Inną interesującą kwestią jest wpływ karmienia piersią na płodność kobiet. W kulturach preindustrialnych karmienie piersią jest uważane za podstawowy środek antykoncepcyjny (i nie bez przyczyny: klik). W społecznościach rolniczych, gdzie rodzina ma dostarczać przede wszystkim rąk do pracy, istnieje duży nacisk na posiadanie większej liczby potomstwa, co często skutkuje decyzją kobiety o odstawieniu dziecka od piersi, w celu "odstawienia antykoncepcji". Faktycznie u rolników Bofi różnice w wieku między rodzeństwem wynoszą nie więcej niż trzy lata, podczas gdy u myśliwych-zbieraczy raczej cztery-pięć lat. Trzeba tu poczynić uwagę, że na odstępy między ciążami wpływa też, niestety, duża śmiertelność dzieci w obu grupach. Wydawałoby się, że częstsze porody, a więc liczniejsze rodziny, u rolników Bofi będą prowadzić do ich większego rozrostu demograficznego. Tymczasem badania pokazały, że średnia dzietność kobiet pozostaje u obu społeczności na zbliżonym poziomie. Jak to możliwe? Otóż okazuje się, że wśród kobiet rolników dużo częściej obserwuje się problemy z płodnością. Zanotowano więcej kobiet, które miały problemy z zajściem w ciążę, lub wręcz bezdzietnych niż u myśliwych zbieraczy. Zjawisko to wymaga jeszcze wyjaśnienia. Grupa badanych kobiet była zbyt mała, aby wyciągnąć wiarygodne wnioski, ale prawdopodobnie wyjaśnień można szukać w kierunku gotowości organizmu kobiety do kolejnej ciąży oraz różnic w obciążeniu pracą i dostępie do lepszego pożywienia warunkowanym przez płeć. Ponownie wraca też pytanie o ewolucyjne uwarunkowanie zakończenia karmienia piersią. Może gotowość dziecka do pożegnania piersi oraz gotowość matki na nową ciążę naturalnie idą w parze? 

Co w tym wszystkim dla nas pouczającego? Na świecie żyje jeszcze mnóstwo ludzi, których styl życia mocno różni się od naszego. Poznawanie tych stylów życia pomaga nam zrozumieć nas samych i pokazuje nam alternatywne metody postępowania oraz ich konsekwencje. W przypadku Bofi mamy do czynienia z laboratoryjną niemal sytuacją, gdzie badacz może się skupić wyłącznie na różnicach wynikających z kultury danej społeczności. Obserwacje pokazują, że popularne u nas odstawianie dziecka od piersi w ciągu pierwszego roku życia nie jest jedynym rozwiązaniem. Schemat prezentowany przez rolników Bofi nieco bardziej przypomina nasze własne społeczeństwo: odstawienie od piersi inicjowane przez matkę, stres z tym związany, wychowanie oparte na strachu i zawstydzaniu. Społeczność myśliwych-zbieraczy Bofi wygląda przy tym jak opowieść z bajki, gdzie wszyscy szanują siebie i swoje wybory, panuje wzajemne, głębokie zaufanie, gdzie nie ma nakazów, ani zakazów, dzieci same decydują o zaprzestaniu karmienia piersią, a wybuchy histerii nie istnieją. Inspirujący obrazek, prawda?

Tym bardziej żal ściska serce, gdy się wie, jaki los dotyka Pigmejów w całej Afryce. Przez białych uważani niemal za zwierzęta (np. byli wypychani jako eksponaty w muzeach i wystawiani w klatkach obok małp), przez innych czarnych Afrykańczyków dyskryminowani do dzisiaj. W wielu krajach przez wyrąb lasu pod pola i kopalnie są pozbawiani środowiska do życia, są zmuszani do przesiedlania się do miast, gdzie i tak odmawia im się dostępu do edukacji i służby zdrowia. Często pozbawieni są obywatelstwa kraju, w którym ich przodkowie żyli "od zawsze". Bofi i im podobne ludy są skazani na wyginięcie, a razem z nimi wiele pomysłów na życie, które mogłyby się przydać i nam, i wiele pytań o człowieku, które gdzieś nam umknęły.



źródła:

Barry Hewlett, Jason Fancher, Central African Hunter-Gatherer Research Traditions, w:
Vicki Cummings, Peter Jordan, Marek Zvelebil (red.), The Oxford Handbook of the Archaeology and Anthropology of Hunter-Gatherers, 2014, 936-957.

Hillary Fouts, "Social and Emotional Contexts of Weaning among bofi Farmers and Foragers", Ethnology, 43(1), 2004, 65-81.

Hillary Fouts, "Ethnographic Case Study: Bofi Foragers and Farmers; Case Studies on the Determinants of Parenting Behavior and Early Childhood Experiences", in: Formative Experiences: The Interaction of Caregiving, Culture and Developmental Psychobiology, Carol Worthman, Paul Plotsky, Daniel Schechter, Constance Cummings (red), 2010, 170-183. 

Hillary Fouts,  Barry Hewlett, Michael Lamb, "Parent-Offspring Weaning Conflicts among the Bofi Farmers and Foragers of Central Africa", Current Anthropology, 46(1), 2005, 29-50.


Inne fantastyczne powieści o długim karmieniu i rodzicielstwie bliskości w różnych kulturach:

Mongolia: https://verenne.pl/2011/02/24/karmienie-piersia-w-mongolii/ 
!Kung (Namibia, Angola): https://mataja.pl/2016/12/zlote-rady-dawane-rodzicom-moga-szkodzic-bardziej-niz-przypuszczasz/
Hmong (Wietnam): https://www.feminasum.pl/blog/rodzicielstwo-bliskosci-w-plemieniu-hmong/

Zajrzyj na profil FB: https://www.facebook.com/columnalactaria/