Pocztówka z Finlandii

Moim pierwszym skojarzeniem z Finlandią jest monotonia. Tak! Zdarzyło mi się przejechać Finlandię z północy na południe (jakieś 900km) i najbardziej emocjonującym epizodem tej podróży było Jedno-Stadko-Reniferów. Większość tego kraju to płaski, bezludny, pokryty lasem iglastym placek. Z samymi Finami to jednak zupełnie inna bajka. Finowie są najciekawszymi ludźmi, jakich dane mi było poznać, język fiński uważam za najpiękniejszy ze wszystkich, a fama niesie, że są również najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Jak oni to robią?

Sanna i Otto, o których opowiem, są więc szczęśliwymi rodzcami Tuuli i Pyrego, których imiona znaczą po fińsku Wiatr i Burza Śnieżna. Sami mają imiona pochodzenia szwedzkiego, co jest całkiem typowe. Finlandia znajdowała się pod panowaniem szwedzkim przez długi czas, do dziś pozostaje pod dużym wpływem kultury szwedzkiej i szwedzki jest drugim językiem urzędowym Finlandii. Na pięć i pół miliona mieszkańców Finlandii czterdzieści tysięcy osób deklaruje narodowość szwedzką. Większość z nich mieszka na wybrzeżu i choć nie są największą mniejszością w kraju, cieszą się największą liczbą przywilejów. 

W Finlandii najliczniejsze mniejszości stanowią Rosjanie, Estończycy i Szwedzi. Wielu jest także muzułmańskich przybyszy z Iraku i Somalii, a także przybyszy z Dalekiego Wschodu: Chin, Tajlandii i Wietnamu

Aha, jakby ktoś zapomniał, to Finlandia leży tu: 



Za każdym razem, gdy rozmawiam z Sanną o realiach rodzicielstwa w Finlandii, ogarnia mnie jednocześnie podziw i zazdrość. Finowie, choć zazwyczaj nieśmiali i wycofani przy pierwszym kontakcie, są świetnymi (choć być może nieco ekscentrycznymi) przyjaciółmi. Cenią sobie więzi międzyludzkie i troszczą się o siebie nawzajem. Te cechy objawiają się nie tylko na poziomie indywidualnym, ale także państwowym. Finowie mogą się pochwalić jednym z najlepiej działających państw opiekuńczych na świecie. Mają świetną służbę zdrowia. Ciężarna kobieta znajduje odpowiednią opiekę, szpitale są dobrze wyposażone, personel miły i kompetentny, atmosfera rodzenia fantastyczna. O jakości publicznych szpitali świadczy na przykład fakt, że żona fińskiego premiera rodziła swoje dziecko w takim o właśnie zwykłym rejonowym szpitalu, bez dodatkowych przywilejów, jak wszystkie inne obywatelki Finlandii. I była zadowolona.

Sanna miała do tego szczęście, że jej szwagierka jest doulą, czyli osobą, która przygotowuje ciężąrną fizycznie i psychicznie do porodu, a potem w trakcie rodzenia ją wspiera. Wszystko odbyło się bez znieczuleń, z niewielkim pęknięciem, w towarzystwie najbliższych i przyjaznego personelu. Po porodzie matka i dziecko mają do dyspozycji pokój na wyłączność z dużym, szerokim łóżkiem, w którym można wygodnie ogarniać pierwsze chwile macierzyństwa. Wtedy zaczęła się Sanny przygoda z karmieniem piersią.



Po powrocie do domu rodzina i znajomi wpadają z rotinat, czyli koszem suto napakowanym jedzeniem. Taki praktyczny prezent ma za zadanie odciążyć rodziców i pozwolić im skupić się na opiece nad dzieckiem. Finowie biorą sobie za punkt honoru, aby przynieść rotinat jak najprędzej i żeby potrawy tam zapakowane były najsmaczniejsze pod słońcem. Oprócz najbliższych matkę i dziecko często odwiedza położna, by sprawdzić, czy wszystko w porządku. Poza tym rodzina otrzymuje od państwa coś jeszcze: słynne w świecie fińskie äitiyspakkaus ("macierzyńskie pudełka"), które dostaje każda ciężarna kobieta zarejestrowana w fińskim systemie socjalnym. 

Cóż się kryje w takim pudełku?




Ano wszystko, co się może przydać nowemu człowiekowi i jego świeżo upieczonym rodzicom: zestaw ubranek na każdą pogodę, pieluchy, przybory toaletowe dla dziecka, śliniaki, miseczka i sztućce, krem do pupy, termometr, przytulanka, gryzak, książeczki, pościel, ręczniczek, kocyk, wkładki laktacyjne, podpaski, kondomy... Wszystko praktyczne, estetyczne i wysokiej jakości. Zamiast pudełka można sobie zażyczyć 140 euro, ale kto by tam chciał pieniądze, skoro można mieć pudełko. Przecież to jest takie śliczne, że ojejku!


Zawartość pudełka w 2016 roku

Poza tym sam karton może służyć na początku za miejsce do spania dla dziecka. Wystarczy na dno położyć załączony materacyk.


Finowie wiedzą, że dzieci i kartonowe pudło to najlepsi przyjaciele

Uważam, że äitiyspakkaus to rewelacyjna inicjatywa i dziwię się, że nie jest bardziej powszechna na świecie. Pierwsze äitiyspakkaus wydano w Finlandii już w 1938 roku! A Findlandia nie należała wtedy do klubu najbogatszych państw na ziemi. Najstarsze pudełka, które zawierały pościel, kocyk, pieluchy i płótno na ubranka, mocno przyczyniły się do spadku śmiertelności niemowląt. I dziś śmiertelność niemowląt w Finlandii należy do najniższych na świecie. Przypadek?

Zestaw przedmiotów w pudełku jest gruntownie przemyślany i aktualizowany zgodnie z najświeższymi ustaleniami naukowców, aby promować najkorzystniejsze dla dziecka praktyki rodzicielskie. Warto więc zwrócić uwagę na wielkich nieobecnych. W pudełku brak na przykład: kropelek na kolkę (Sanna zapytana o sposób na kolki zrobiła zdziwioną miną i ze stoickim spokojem stwierdziła: "przeczekać"), zaleceń dietetycznych (#KarmięJemWszystko), smoczka i butelki. Pieluchy jednorazowe zastąpiono wielorazowymi.

Przy takim wieloaspektowym, wielopostaciowym wsparciu pierwsze chwile macierzyństwa mijają błogo. Rodzice mogą się skupić na  swoim dziecku, ufając, że w chwili kryzysu znajdą odpowiednią pomoc. Starsza córka moich przyjaciół Finów odstawiła się sama w wieku niemal trzech lat, gdy Sanna była w drugiej ciąży. Pomimo drobnych uciążliwości (Tuuli miała w zwyczaju kręcić drugim sutkiem podczas karmienia... auć!) dobrze wspomina ten etap w swoim życiu i bez problemu zaczęła karmić małego Pyrego. Gdyby jednak zdecydowała się na karmienie butelką, również znalazłaby potrzebne wsparcie. W ankiecie przeprowadzonej w Findlandii ponad połowa rodziców stwierdziła, że chce, aby ojciec również miał możliwość karmienia niemowlęcia. 

 

Pudełko macierzyńskie urosło do rangi symbolu narodowego. Finowie są z niego bardzo dumni, bo realizuje i wyraża wartości dla nich bardzo drogie. Będzie to przede wszystkim przekonanie, że wszyscy ludzie są równi. Każde dziecko zasługuje więc na to, by mieć takie same szanse na starcie. Pudełko wyraża również poczucie wspólnoty i troski o tę wspólnotę. Finlandia stała się krajem bogatym, ale nie porzuciła etosu egalitaryzmu. Brak tam dużych różnic w zarobkach między wysoko i nisko wykwalifikowanymi zawodami, wszyscy mają dostęp do świetnej służby zdrowia, szkolnictwo fińskie pozostaje niedoścignionym wzorem zarówno pod względem wyników w testach jak i przyjazności uczniom. I to wszystko w kraju, gdzie są tylko lasy i mokradła...



Gdzie szukać pomocy laktacyjnej w Finlandii? 
==> klik!


Inne teksty z serii:

Pocztówka ze Szwecji/Chile
Pocztówka z Hong-Kongu
Pocztówka z Malezji
Pocztówka z Australii





źródła:


Sari Laanterä, Tarja Pölkki, Anette Ekström, and Anna-Maija Pietilä, Breastfeeding attitudes of Finnish parents during pregnancy, BMC Pregnancy and Childbirth, 2010, online: 10.1186/1471-2393-10-79

Wspaniała kariera ludożerczyni

 
Hariti z Mathury, II wiek n.e.
Ashmolean Museum, Oxford

Niewiele jest systemów myślowych bardziej odległych naszemu niż myśl buddyjska. Jej odmienność, różnorodność, bogactwo czynią opis niezwykle trudnym. Buddyzm jest religią dominującą na Dalekim Wschodzie, części świata, gdzie żyje najwięcej ludzi. Mnogość gałęzi, odłamów, szkół, sekt i wolnych myślicieli przyprawia o zawrót głowy. Poszczególne szkoły mogą się opierać na zupełnie różnych zbiorach tekstów i na swój własny sposób interpretować nauki Buddy. Na to nakładają się różne tradycje etniczne i historyczne, które dodają kolejne warstwy znaczeń.

Zasięg poszczególnych odłamów buddyzmu: Vadźrajana, Mahajana, Therawada
Nie sposób jednak pisać o buddyzmie bez szkicowego bodajże nakreślenia, czym on jest. Istotą buddyzmu jest wiara w to, że życie jest cierpieniem i że po śmierci odradzamy się w nowym życu do dalszego cierpienia. Dopiero oświecenie, czyli zrozumienie istoty życia, może nas wyzwolić z kręgu powtarzających się żyć do czegoś, co się nazywa nirwaną. Czym jest nirwana, nie będziemy tu roztrząsać, wystarczy powiedzieć bez wdawania się w szczegóły i filozoficzne subtelności, że nirwana to stan bez cierpienia. Jako sposób osiągnięcia oświecenia wymienia się na przykład miłość do wszystkich stworzeń (realizowana na przykład przez pacyfizm i wegetarianizm, ale nie zawsze), współczucie, dystans, medytacje.

Koło Dharmy - symbol buddyzmu
Victoria and Albert Museum, Londyn

Ze względu na bogactwo buddyzmu, nie da się nakreślić jednoznacznego portretu matki karmiącej. Główną patronką dzieci, porodu, rodziny i karmienia jest mityczna Hariti (sanskryt), znana także pod innymi imionami, na przykład Kariteimo, Kiszibodżin (japoński) lub Guizi-mu-szen (chiński, koreański). Żeby było zabawnie, swoją karierę zaczynała jako pożeraczka dzieci. Mając trzysta własnych pociech, imała się wszelkich sposobów, aby wykarmić siebie i swoją rodzinę, w tym porywała i zjadała cudze dzieci. Zrozpaczone matki pożartych maleństw zwróciły się do Buddy o pomoc. Ten, w przebraniu żebraka, przyszedł do Hariti. Podczas pobytu w jej domu, ukrył jej ukochanego syna pod żebraczą miseczką tak, że matka nie mogła go znaleźć. Wówczas Budda zapytał ją, co czuje pozbawiona ukochanego dziecka i Hariti odpowiedziała, że bardzo cierpi. Budda zwrócił jej uwagę, jak wielkie musiało być cierpienie matek, których dzieci pożarła, i obiecał, że zwróci jej syna pod warunkiem, że Hariti nawróci się na buddyzm. Hariti zrozumiała swój błąd i przeszła na buddyzm. Od tej pory zamiast cudzymi dziećmi żywiła się granatami. Z demona porywającego dzieci stała się buddyjskim bóstwem opiekuńczym.

Kariteimo ze świątyni Ondżodżi, Japonia

W wielu świątyniach na Dalekim Wschodzie czci się Hariti jako opiekunkę rodzin, prosi ją o szczęśliwe rozwiązanie, zdrowie dzieci i ogólną pomyślność. W Japonii kobiety składają jej modlitewne tabliczki i dziergane z włóczki modele piersi z prośbą o obfitość pokarmu. W "Sutrze o Dobroci i Błogosławieństwie Otrzymanych od Ojca i Matki" karmienie piersią uznaje się za cenny dar, dobroć, ofiarę, którą nie sposób spłacić ze względu na ogrom poświęcenia ze strony rodzicielki. W literaturze buddyjskiej przyjmuje się, że matka podarowuje dziecku 180 litrów mleka rocznie, a dziecko samo rezygnuje z piersi w trzecim roku życia. Istnieją jednak wyjątki od tego przekonania. Na dworze japońskiego cesarza w okresie Edo modne było karmienie piersią do szóstego-siódmego roku życia, ponieważ uważano, że mleko poprawia odporność (co jest, ogólnie rzecz ujmując, zgodne z prawdą).

 
Tabliczka modlitewna (ema) z prośbą o obfitość pokarmu
świątynia Szitennodżi, Japonia
Hariti pokazuje jednak pewną ambiwalencję w wyobrażeniu buddystów o matkach. To bóstwo uosabia jednocześnie wzorzec negatywny i pozytywny. Matka idealna w  buddyzmie jest wcieleniem cnót buddyjskich: poświęca swoje ciało, by urodzić i wykarmić dziecko, zapomina o sobie i swoich potrzebach, reprezentuje swoją postawą Cztery Niezmierzoności:
  •     Mettā - bezinteresowna miłość do wszelkiego stworzenia, której ideał spełnia matczyna miłość do dzieci
  •     Karuna - współczucie, które najlepiej uwidacznia się, gdy matka opiekuje się chorym dzieckiem, gdy z całych sił pragnie uwolnić je od cierpienia do tego stopnia, że sama chętnie wzięłaby jego niedolę na siebie
  •     Mudita - radość ze szczęścia innych, której przykładem jest matka, której serce mieści pozbawioną zazdrości radość z osiągnięć wszystkich swoich dzieci
  •     Upekkhā - bezstronność, równowaga, która znowuż manifestuje się w postawie matki, która kocha wszystkie swoje dzieci tak samo wielką miłością, co jednak nie powstrzymuje jej od traktowania ich w różny sposób, który odzwierciedla ich indywidualne potrzeby.
Kanibalizm w sutrach buddyjskich jest metaforą zła. Opowieść o matce, która porywa i zabija cudze dzieci, aby wykarmić własne, zwraca uwagę na to, że matczyna miłość może prowadzić do zaślepienia i nieczułości na cierpienie innych ludzi. Zdesperowana matka jest zdolna nie tylko do poświęcenia najwyższej próby, ale także do wielkiego okrucieństwa w imię dobra swoich dzieci. W niektórych odłamach buddyzmu macierzyństwo jest prostą drogą do wyzwolenia, w innych umartwieniem, troską, przywiązaniem, a przez to kotwicą, która uniemożliwia nirwanę.

Podobna ambiwalencja pojawia się przy rozważaniach na temat ciała kobiecego. W buddyzmie chińskim krew miesięczna to ciecz podejrzana, nieczysta. Mleko natomiast jest "białą krwią", pożywieniem, wspaniałym darem. W mocno paternalistycznych społeczeństwach takich jak chińskie, jedynym sposobem dla kobiety, by się wyróżnić było (i często nadal jest) zostanie matką. Idealnie matką dziesięciu synów.

Narodziny Buddy

Mleko, nie tylko kobiece, cieszy się wielkim poważaniem wśród buddystów. Nie ściąga na jedzącego negatywnej karmy tak, jak według niektórych szkół jedzenie mięsa. Jak już wyżej wspomniałam, w pewnych okresach było wręcz uważane za lek. I słowo "lek" nie jest tutaj przypadkowe. Większość nacji Dalekiego Wschodu (Chińczycy, Japończycy, Koreańczycy) traci w wieku dorosłym zdolność do trawienia laktozy - cukru mlecznego. Spożycie mleka w zbyt dużej ilości prowadzi do mało przyjemnych konsekwencji żołądkowych. Być może stąd aptekarskie podejście do mleka...


Myśl buddyjska jest głęboka i szeroka jak ocean, a powyższy tekst jest zaledwie ślizganiem się po jego powierzchni. Jedno jednak nie pozostawia cienia wątpliwości. Karmienie piersią jest jednoznacznie pozytywnym aktem, który służy zarówno matce jak i dziecku.


źródła:

Karen Villanueva, "Mother Love in Buddism", w: Journal of the Association for Research on Mothering, 1(7), 68-77.

Masashi Segawa, "Buddhism and Breastfeeding", w: Breastfeeding Medicine, 3(2), 2008, 124-129.

Penny van Esterik, "Rice and Milk in Thai Buddhism", w: Crossroads: An Interdisciplinary Journal of Southeast Asian Studies, 2(1), 1984, 46-58.

Sutra o Dobroci i Błogosławieństwie Otrzymanych od Ojca i Matki w tłumaczeniu polskim: https://www.google.com/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=1&ved=2ahUKEwj-hNLHwO3gAhWSoXEKHSIrC5cQFjAAegQICBAC&url=https%3A%2F%2Fmahajana.net%2Fteksty%2Fsutra-dobroci-od-rodzicow.pdf&usg=AOvVaw2BJaiKDCdnDJs_3Pkc_iFA

Podobne teksty:
O karmieniu w judaizmie
O karmieniu w islamie


Co jadł mały Jezusek, gdy był mały?


Święta Bożego Narodzenia to dla znakomitej większości z nas okazja do spotkania przy rodzinnym stole. Dodajmy – przy suto zastawionym stole. Naturalnie taka sytuacja prowokuje do rozmów i rozmyślań o... jedzeniu. W rodzinach, gdzie są małe dzieci, tematem centralnym staje się często, co takie dziecko (a zwłaszcza niemowlę) może lub powinno jeść, a czego nie może, a dyskusje potrafią być naprawdę żywiołowe... Ale czy ktoś się zastanowił bliżej nad głównym bohaterem i sprawcą całego zamieszania? Boże Narodzenie jest wszak celebracją narodzin Jezusa Chrystusa, który jest postacią historyczną, mężczyzną z krwi i kości i który też musiał coś jeść! Co więc takiego jadł mały Jezusek, gdy był jeszcze mały?


Podstawową odpowiedzią na to pytanie jest: mleko mamy! W starożytności karmienie piersią było oczywistą oczywistością i nie ma tu za bardzo miejsca na spory. Aż do dziewiętnastego wieku nie istniała alternatywa mleka kobiecego, którą możnaby bezpiecznie karmić niemowlęta. Chociaż literatura starożytna nie poświęca karmieniu piersią zbyt wiele miejsca, obraz, jaki otrzymujemy, jest raczej spójny. Dzieci karmiono głównie piersią do okolic szóstego miesiąca życia, a samo karmienie kończono w okolicach dwóch (wśród Greków i Rzymian: klik i klik) lub trzech lat (wśród Żydów: klik). Od niedawna, dzięki analizie izotopów pierwiastków zawartych w kościach ludzkich i zwierzęcych, archeologia pozwala nam na potwierdzenie i uzupełnienie tych literackich doniesień. Potrafimy stwierdzić jak indywidualne diety różniły się w zależności od wieku, płci i statusu społecznego.

Boże Narodzenie, Giotto, 1305, Kaplica Scrovegnich w Padwie
Cóż więc podawano niemowlętom w Palestynie za czasów cesarza Augusta? Polskie pastorałki mają dość ugruntowane zdanie w temacie diety Jezusa:


„Tam kukiołki jadałeś, jadałeś z carnuską i miodem,

Tu się tylko zasilać, zasilać musis samym głodem.

Tam pijałeś ceć jakie, ceć jakie słodkie małmazyje,

Tu się Twoja gębusia, gębusia łez gorskich napije.”
„Podobno Dzieciątko, że głodne, płacze,

Dlatego tak z nami nierado skacze,

Więc ja Mu dam kukułeczkę,

I masełka osaleczkę,

Pa, pa, pa, pa.”

I w pewnej mierze mają rację. Jezus jako syn palestyńskiego cieśli nie należał do bogatych. Podobnie jak 90% społeczeństwa, Józef i Maryja nie mogli sobie pozwolić na drogie specjały sprowadzane z odległych zakątków Imperium Rzymskiego takie jak ostrygi z mórz północnych czy mięso słonia afrykańskiego. Musieli bazować na lokalnych produktach. Nie znaczy to jednak, że musieli głodować lub że byli niedożywieni. W odróżnieniu od średniowiecznej Europy, klęska głodu była rzadkim zjawiskiem w starożytności. Starożytna dieta śródziemnomorska była zdrowa, stosunkowo urozmaicona i przyzwoicie zbalansowana. Różnorodność ekosystemów, bogactwo gatunków, harmonijne połączenie rolnictwa, hodowli oraz handlu pozwalały na przeżycie nawet w skrajnie niesprzyjających czasach (typu katastrofalna susza), gdy główne źródła pożywienia zawodziły.

Odpoczynek podczas ucieczki do Egiptu, Orazio Gentileschi, 1626, Kunshistorisches Museum w Wiedniu

Tak więc dla dorosłych podstawą diety były trzy rośliny: jęczmień, winorośl, oliwka. Z jęczmienia, czasem pszenicy, wypiekano pieczywo na zakwasie, które stanowiło podstawę wszystkich niemal posiłków. Winogrona przerabiano na wino, które potem mieszano z wodą do picia. Antyczne wino było z reguły mętne, pełne różnych fuzli i posiadało mniej procentów niż dzisiejsze, ale pijali je w zasadzie wszyscy do każdego posiłku. Dlaczego nie samą wodę? Klimat śródziemnomorski ma to do siebie, że przez pół roku deszcz jest rzadkością. Deszczówka - najbezpieczniejsze źródło wody pitnej jest wtedy niedostępne. Woda przechowywana w upałach lub pobierana ze źródła niosła ze sobą duże ryzyko zatrucia. Niewielkie ilości alkoholu zawarte w winie chroniły do pewnego stopnia przed zepsutą wodą. No i oliwka. Spożywano całe owoce lub tłoczono z nich oliwę. Oliwa miała duże znaczenie jako artykuł „przemysłowy”: paliwo do lamp, kosmetyk, lekarstwo. Była też ważnym źródłem kalorii w diecie zdominowanej przez rośliny.


Niemowlęta i małe dzieci były jednak traktowane nieco inaczej. Pierwsze pokarmy poza mlekiem mamy obejmowały różnego rodzaju zbożowe breje na mleku kozim lub owczym z dodatkiem miodu lub wina. Mleko prawdopodobnie każdy miał swoje, bo w każdym domostwie trzymano jakąś trzódkę. Jednak dużo rzadziej niż dziś przeznaczeniem zwierząt był ubój na mięso. Były na to zbyt cenne. Krowy hodowano dla ich pracy w polu, napędzania młynów i tłoczni, transportu, owce dostarczały wełny, kozy mleka, drób jaj i pierza. Ze względu na klimat większość mleka od razu przerabiano na sery lub jogurty (do tej pory na Bliskim Wschodzie nabiał się jada głównie w postaci przetworzonej). Wyjątkiem były właśnie dzieci, którym podawano świeże mleko. 

Chrystus w domu rodziców, John Millais, 1849-50, Tate Gallery, Londyn
Zwróćcie uwagę na owce w tle!

Z czasem dzieci podłączały się do rodzinnej kuchni. Posiłki były proste, ale pożywne. Do chleba podawano zawsze jakiś dodatek, często warzywny sos lub pastę do maczania, czasem tylko sól lub oliwę. Ważnym elementem diety były bogate w białko rośliny motylkowe: fasola, soczewica, ciecierzyca, bób. Stanowiły często podstawę zup lub samodzielnych potraw takich jak miqpeh – kaszka zbożowa z soczewicą. Zboża z roślinami motylkowymi świetnie się uzupełniają pod kątem dietetycznym. Ich wielką zaletą jest też łatwość przechowywania. Nic dziwnego, że były bardzo popularnym elementem diety i są wymieniane w Biblii wielokrotnie. Warzywa ogrodowe znane w starożytnej Palestynie to przede wszystkim cebula i por, a także sałata, kapusta, seler, ogórki, rzodkiewki, szparagi. Brak tu pomidora, który dziś mocno kojarzy się z kuchnią śródziemnomorską. Nic dziwnego, bo te dwa tysiące lat temu rósł sobie wciąż spokojnie w Amerykach, a do Europy sprowadzono go dopiero po wyprawach Kolumba.

Lens culinaris - soczewica



Innym urozmaiceniem diety były owoce: figi, daktyle, granaty, karob (znany jako chleb świętojański), melony, śliwki. Dojrzewały o różnych porach roku, dostarczając sezonowo dodatkowej dawki węglowodanów i witamin. Suszone figi miały stałe miejsce w każdej spiżarni i nawet pisma rabinistyczne mówią, że obowiązkiem męża jest dostarczyć żonie zapasu fig. 

Ceratonia siliqua, szarańczyn strąkowy znany szerzej jako karob; prawdopodobnie św. Jan Chrzciciel żywił się na pustyni nie tyle szarańczą, ile właśnie szarańczynem 



W okresie rzymskim solone, suszone ryby wkroczyły hurmem do diety wszystkich poddanych cesarza. Nawet w miejscach dość odległych od wybrzeża archeolodzy odnajdują stosy rybich ości. Prawdopodobnie masowość połowów i sposób konserwacji czynił ryby produktem, który był dostępny dla wszystkich warstw społeczeństwa. Popularne były dorada, tuńczyk, makrela, różne gatunki graników i kiełbi. Hitem był również sos z fermentowanych ryb, zwany po łacinie garum, który dodawano do wszystkiego (zupełnie jak obecnie maggi lub sos sojowy). Jak możecie się domyślić, takie suszone solone ryby smakowały zupełnie inaczej niż świeże. Jedzono je raczej na zimno, opłukawszy tylko z soli, lub w formie past rybnych, do których pakowano rybki za małe do indywidualnej sprzedaży. Słone, bardzo „aromatyczne”, ale za to niezłe źródło białka, żelaza i nienasyconych kwasów tłuszczowych. Wśród naukowców trwa obecnie debata z jaką częstotliwością jedzono ryby w głębi Palestyny. Jedno jednak jest pewne – częściej niż przeciętny Polak!


Baseny do fermentacji ryb na garum, antyczna Apollonia, Izrael

No i nie zapominajmy o przyprawach. Flora śródziemnomorska obfituje w intensywne zioła, po które wystarczy sięgnąć ręką za okno. Niektóre są nam świetnie znane jak np. pietruszka, tymianek, bazylia, rozmaryn, oregano, szałwia, gorczyca, czosnek, liść laurowy. Inne są trochę bardziej egzotyczne jak kmin rzymski czy szafran. O jeszcze innych pewnie nikt nie słyszał, jak na przykład o asafetydzie (żywicy z zapaliczki cuchnącej). Był to tańszy zamiennik równie tajemniczego sylphium, które przez swoją popularność wyginęło jeszcze w starożytności. Asafetyda podobno nadaje potrawie bardziej aksamitną konsystencję i ma aromat podobny do cebuli lub pora. Cóż, co kto lubi.

Moneta z Cyreny w Afryce przedstawiająca sylphium. Naukowcy spierają się do dziś co do tożsamości rośliny



Wspomniałam o tym, że zwierząt nie hodowano dla mięsa. Ale mięso jednak czasem spożywano (dlaczego miałoby się zmarnować?). Centralnym momentem żydowskiego święta Paschy jest na przykład spożycie baranka z niekwaszonym chlebem i gorzkimi ziołami. Owce i kozy stanowiły większość spożywanego mięsa wśród średnio sytuowanych, ptactwo typu gołębie, kury, kaczki wśród biedniejszych. Wiadomo, że na na mięso trzymano czasem gazele, jelenie lub nawet świnie. Żydzi są znani z zakazu jedzenia wieprzowiny, ale przy uważnej interpretacji źródeł literackich i archeologicznych okazuje się, że tak naprawdę nie wiemy, w jakim stopniu przestrzegano tego zakazu. W literaturze antycznej Żydów kojarzy się przez unikanie wieprzowiny, ale znajdujemy również wzmianki o Żydach, którzy jej nie skreślają. Wykopaliska w żydowskich osiedlach w Palestynie też odkrywają podejrzanie dużo świńskich kości...


Ofiara całopalna z owcy. W takim wypadku całe ciało zwierzęcia zostaje spalone. Żydzi praktykowali również ofiary krwawe, które stanowiły okazję do spożycia mięsa zarówno przez ofiarnika jak i personel świątynny


Do przygotowywania potraw wystarczało zaledwie kilka sprzętów: piec, nad nim gar lub dwa, dobry nóż i patelnia. Chociaż znane są z archeologii przykłady płaskich talerzy, na które nakładano sobie indywidualnie jedzenie, zazwyczaj jedzono ze wspólnych misek. Wkładano do nich w zależności od posiłku te wszystkie pasty, sosy, surowe i suszone owoce i warzywa, sery czy mięsa. Jedzono palcami lub za pomocą kawałków chleba. Ze sztućców używano tylko łyżki do jedzenia zupy. Znowuż przepisy dotyczące "koszerności" potraw i sposobów ich przygotowania są pełne niejasności. Większość szczegółowych przepisów prawa religijnego powstało nieco później niż czasy Jezusa i nie jest pewne w jakim stopniu były działaniem na pokaz pewnych grup Żydów, a na ile powszechną praktyką. Przy dwóch garnkach i patelni ciężko na przykład wyobrazić sobie całkowite oddzielenie obróbki mięsa i nabiału. 


Święta Rodzina z ptaszkiem, Bartolome Esteban Murillo, ok. 1650, Sewilla
Kiedy myślę sobie o Świętej Rodzinie, która zasiada do posiłku z małym Jezusem, widzę ludzi, którzy żyją prosto, ale szczęśliwie. Może ich dieta była uboższa od naszej, ale w pełni zaspokajała potrzeby ciała, nawet z lekkim naddatkiem. Wspólny posiłek musiał sycić po ciężkim dniu pracy i był okazją do odpoczynku i spędzenia czasu z rodziną. W swoim podejściu do żywienia starożytni Żydzi nie różnili się wcale od swoich sąsiadów pogan. Pełnymi garściami czerpali z tego, co oferował im świat. Jak napisano o Palestynie w Księdze Powtórzonego Prawa 8.7-9:


„Albowiem Pan, Bóg twój, wprowadzi cię do ziemi pięknej, ziemi obfitującej w potoki, źródła i strumienie, które tryskają w dolinie oraz na górze - do ziemi pszenicy, jęczmienia, winorośli, drzewa figowego i granatowego - do ziemi oliwek, oliwy i miodu - do ziemi, gdzie nie odczuwając niedostatku, nasycisz się chlebem, gdzie ci niczego nie zabraknie - do ziemi, której kamienie zawierają żelazo, a z jej gór wydobywa się miedź.”

Dzieci żywiły się z początku tylko mlekiem matki, stopniowo zastępowanym zbożami i mlekiem zwierzęcym. Mogły dostawać nieco więcej smakołyków w rodzaju miodu lub świeżych owoców. Z czasem wchodziły w świat jedzenia dorosłych, by w okolicach trzecich urodzin jeść tak, jak wszyscy domownicy: maczając chleb w tej samej misce co rodzice i popijając wodą z winem. Wspólne posiłki stanowiły specjalny moment w ciągu dnia. Według obyczajów żydowskich każdy posiłek powinno się poprzedzić obmyciem rąk i modlitwą z błogosławieństwem chleba. Wieczerza przed Sabatem obejmowała również błogosławieństwo wina. Chleb i wino, jako ciało i krew Chrystusa, weszły potem na stałe do rytuału i symboliki chrześcijańskiej. Jezus mówił o sobie „Jam jest chleb życia” oraz „Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim” (Ewangelia wg św. Jana 6.48 oraz 6.55-56). Ta metafora poza całą swoją głębią eschatologiczną, stanowi również hołd oddany podstawowym elementom dnia codziennego, które Jezus znał od wczesnego dzieciństwa: wspólny, rodzinny posiłek złożony z prostych, ale solidnych potraw, spożyty w atmosferze relaksu i dziękczynienia.


Warto zadumać się przez chwilę nad świątecznym stołem, czym dla nas jest to całe jedzenie, które przed nami stoi. Jakie potrawy widzimy i dlaczego? Czy różnią się od codziennych? Jaki jest nasz emocjonalny do nich stosunek? Co na to nasi współbiesiadnicy? Jakie wspomnienia się z nimi wiążą? Czym jest dla nas to całe spotkanie i w jakiej atmosferze przebiega? Czy potrafimy cieszyć się prostotą i obecnością bliskich? Jakie wzorce przekazujemy naszym dzieciom podczas tego spotkania? Czy na co dzień mamy czas odpowiednio celebrować posiłki? Mam nadzieję, że bez względu na przekonania religijne czy dietetyczne Święta Bożego Narodzenia miną wszystkim czytelnikom szczęśliwie i radośnie, a treść niniejszego artykuły będzie inspiracją przyjemnych rozmów. Wesołych Świąt!




PS. Jakby ktoś był ciekawy, co matka karmiąca i jej dziecko mogą jeść podczas tradycyjnej polskiej Wigilii zapraszam tu, tu, tu i tu.


Źródła:
David Kraemer, Food, Eating, Meals, w: The Oxford Handbook of Jewish Daily Life in Roman Palestine, ed. Catherine Hezser, 2010, ss. 403-419.
Susan Weingarten, "Food in Roman Palestine: ancient sources and modern research", w: Food & History 5/2 (2007), ss. 41-66.
Tosha Dupras, Henry Schwarcz, Scott Fairgrieve, "Infant Feeding and Weaning Pracices in Roman Egypt, w: American Journal of Physical Anthropology 115 (2001), ss. 204-212.